Oświęcim tylko po niemiecku

Wielokrotnie (na przykład tutaj albo tutaj) dawałem wyraz swojemu zdziwieniu, że projekt sztucznej inteligencji translatorskiej w postaci tłumacza Bing, mimo iż wspierany przez tak wielką firmę i mający bodziec do rozwoju w postaci poważnej konkurencji, jest tak nieudolny.
Ale gdy zobaczyłem, że Bing chce mi tłumaczyć z niemieckiego poniższego tweeta, popadłem w głęboką zadumę.


No bo jaki jest sens polegać na mechanizmie tłumaczeniowym, który nie potrafi nawet rozpoznać, z jakiego języka tłumaczy? To była pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy.
Potem zaintrygowało mnie, że to być może sukces polskiej dyplomacji w walce z używaniem sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” i że – niejako na wszelki wypadek – Microsoft postanowił uznawać, że jak napisano Auschwitz, to absolutnie nie inaczej, tylko po niemiecku?
Bez względu na przyczynę tej wpadki, nasuwający się wniosek jest jednoznaczny i dyskwalifikuje on Bing jako narzędzie do tłumaczenia automatycznego. A skutki tłumaczenia angielskiego tweeta z niemieckiego na polski zdają się tylko potwierdzać ten smutny wniosek.

Mury

VIII kadencja Sejmu RP przejdzie do historii. To, że było się posłem tej kadencji, będzie wyjątkowym powodem do hańby albo do chwały. Nie mam wątpliwości, bez względu na to, dokąd nas zaprowadzi ta kadencja, że Kamila Gasiuk-Pihowicz będzie miała w historii zapisane miejsce po zupełnie innej stronie niż, dajmy na to, Dominik Tarczyński. Ale jakie będzie miejsce Pawła Kukiza, dość trudno dzisiaj wyrokować.
Kiedyś Kukiza wzruszała pieśń patriotyczna Jacka Kaczmarskiego. Wczoraj – tak przynajmniej to zrozumiałem – Paweł Kukiz uznał, że nie może przeszkadzać w noszeniu cegieł na budowę muru. Patrząc na głosowania posłów jego ugrupowania w różnych sprawach w tym i w ubiegłym roku, trudno się oprzeć wrażeniu, że stoją czasami przy betoniarce ramię w ramię z jedynie słuszną partią władzy.

Hity sesji letniej

Większość moich studentów to bardzo inteligentni ludzie, którzy stale dostarczają mi inspiracji i mobilizują do intelektualnego wysiłku. Ale bywa, że zdarzają im się rozbrajające wpadki. W tegorocznej sesji moje ulubione to:

  • „Nie zostawiaj auta na luzie” przetłumaczone jako „Don’t chill out* in the car” – to na inżynierii wzornictwa przemysłowego, gdzie część studentów, a zwłaszcza studentek, nawet będąc bardzo dobra językowo, ostentacyjnie okazuje brak zainteresowania tematyką samochodową (choć część z nich będzie w przyszłym roku wybierać specjalizację związaną z projektowaniem środków transportu);
  • „Threesome**” jako „trójkąt” – to student, który powinien nie tylko wiedzieć, jak po angielsku „trójkąt”, ale który powinien znać określenia takie, jak „prostokątny”, „równoboczny”, „równoramienny”, „rozwartokątny” itd.

* chill out – zrelaksować się, całkowicie się wyluzować;
** threesome – troje ludzi, określenie najczęściej kojarzone z seksem grupowym.

Miłosierni w tramwaju

Jest taki tramwaj w Krakowie, którym papież Franciszek jechał z Franciszkańskiej na Błonia. Charakterystyczny, pomalowany na żółto, opisany wielojęzycznymi napisami. No i jadę sobie dzisiaj takim tramwajem do pracy z myślą, że przyjdzie czwarty rok transportu poprawiać kolokwium i znowu je obleje… Spoglądam z góry na to miejsce, na którym siedział kiedyś Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży i zastanawiam się, czy to wypada w ogóle, żebym się znęcał nad studentami…

Wysiadam na przystanku pod Wydziałem i patrzę jeszcze raz na tramwaj, którym przyjechałem, a tam wielkimi literami, w dodatku po angielsku, „błogosławieni miłosierni”… No może studenci transportu okażą się miłosierni i tym razem napiszą na kartkach trochę więcej niż poprzednio.

Cuda w tramwaju

Tramwaj linii 75, taka scena. Wszyscy pasażerowie w pobliżu tego młodzieńca zastanawiają się, czy napoczęta butelka z wódką, ktorą trzyma w ręku, to faktycznie wódka, czy coś innego. Gość zdaje się jednak być dość zmęczony i wyraźnie daje to po sobie poznać ciężkimi westchnieniami, jest niedziela rano, więc może faktycznie miał „pracowitą” nockę. Jest kontaktowy i reaguje na sytuację wokół. Gdy do tramwaju wsiada na jednym z przystanków pan w podeszłym wieku, chłopak wymachując flaszką w kierunku staruszka proponuje, że ustąpi mu miejsca, mężczyzna jednak z niezrozumiałych względów oddala się. Chłopak odkręca butelkę, pociąga z niej kilka głębszych łyków, ponownie wzdycha głęboko, a po chwili wylewa sporą część płynu z butelki przez okno na torowisko (to stary tramwaj, bez klimatyzacji, i co poniektóre okna są otwarte). To, co w butelce zostaje, zakręca starannie i jedziemy wszyscy razem dalej, część pasażerów wymienia porozumiewawcze uśmiechy.
Nowa Huta, miasto cudów, i Kraków, miasto, w którym – pomimo smogu – każdy może oddychać pełną piersią, bo dla każdego jest miejsce.

Oliwa do ognia

Mój kończący właśnie gimnazjum sąsiad, Daniel, dostał miesięcznego bana na Facebooku za użycie słowa „pedał”. Zabawne. Zuckerberg i spółka próbują udowodnić, że walczą z hejtem w internecie, przez co za słowo „pedał” w dowolnym kontekście można zostać zbanowanym. Nieważne, że są ludzie, którzy tego słowa używają z dumą („Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie”, parafraza słów Romana Dmowskiego często używana na demonstracjach LGBT). Nieważne, że ktoś ma sklep z częściami rowerowymi i naprawdę sprzedaje pedały. Słowa „pedał” używać nie wolno.
Jeśli algorytmy walczące z hejtem mają być tak prymitywne, to przyszłość ludzkości widzę raczej w czarnych barwach. Na nic nam walka ze sprzedawcami akcesoriów do rowerów, jeśli jednocześnie nie dostrzegamy prawdziwego hejtu, coraz skuteczniej wdzierającego się do naszych głów, w słowach pozornie odwołujących się do pozytywnych uczuć i wartości. Prawdziwy hejt w dzisiejszych czasach to słowa o zbliżaniu się do prawdy, naprawie rozmaitych rzekomo zepsutych rzeczy, zwycięstwie, bywa że nadciągającym i nieuchronnym, albo na przykład apele, by nie poddawać się w walce z tymi, których cechuje przyrodzony im gen zdrady. W internetach dość głośno jest dzisiaj o wypowiedzi pewnej pani, która praktycznie zacytowała Hitlera mówiąc o obronie bezpieczeństwa obywateli, w dodatku zrobiła to w miejscu, które tym samym – zdaniem wielu internautów – sprofanowała. W obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Mimo to pozostaje na szczytach władzy.
W postawie Daniela dziwi mnie bierność i pokora i przekonanie, że musimy się dostosować. Pamiętam nie tak znowu odległe czasy, gdy nikt nie rozumiał, czemu mam konto na Facebooku, skoro jest Nasza Klasa. Pamiętam czasy, gdy MySpace nie traktował zagrożenia ze strony Facebooka poważnie. Pamiętam moment, gdy Facebook uratował swoje istnienie wdrażając w ciągu miesiąca wszystkie rozwiązania, jakimi Google+ wyszedł naprzeciw wszystkim jego bolączkom, przede wszystkim asynchroniczność obserwowania (znaną skądinąd także z Twittera).
Tak sobie myślę, że jeśli w walce z hejtem będziemy wszyscy tak bierni, jak Daniel, albo tak nieudolni, jak Facebook, to kolejny holocaust zbliża się do nas naprawdę wielkimi krokami.

Cuda w Hucie

Takie rzeczy tylko w Nowej Hucie. Aż głupio się przyznawać, że to moje miasto ukochane… Swoją drogą, po drugiej stronie ulicy na rynnie ktoś napisał imię i nazwisko mojego studenta, który nieopodal mieszka, i jego numer telefonu komórkowego. A Basia mówi, że w bramie sto metrów dalej zaczyna się Paryż… I ma rację. Cuda…

Praca w supporcie

Historia z życia, a trochę jakby z piekła rodem.
W wynajętym laboratorium komputerowym kilka osób zarządza pracą kilkudziesięciu kolejnych i musi w związku z tym wprowadzić pewne dane przez internet. Niestety, próba zalogowania się na zdalnym serwerze kończy się takim komunikatem:

W tej sytuacji gorączkowo odpalane są kolejne komputery, każdy z nich – za sprawą swojego wieku i deficytu pamięci RAM – uruchamia się przez kilka minut, a następnie na każdym z nich oczom coraz bardziej zdesperowanych współpracowników pokazuje się ten sam komunikat.
Po ponad dwóch godzinach rozpaczliwego resetowania komputerów i ponownych prób logowania, zostaje podjęta kosztowna decyzja: telefonicznie wezwany zostaje dyżurujący mimo weekendu informatyk, aby przywrócił dostęp do internetu na chociaż jednym komputerze.
Problem oczywiście nie był tak skomplikowany, jak go w nerwach i pośpiechu postrzegano. Uważne czytanie ze zrozumieniem komunikatów na ekranie powinno było bardzo szybko doprowadzić do wykonania dwóch kolejnych kroków i sprawa załatwiona.


Powtarzam tę historię czasem studentom informatyki na I stopniu, gdy widzę, że niektórzy z nich studiują tak trochę pod przymusem, nie próbują znaleźć sobie miejsca i specjalności, nie szukają inspiracji i sposobów na osobisty rozwój. Bywa, że motywująco działają na nich przykłady karier i sukcesów robionych przez studentów ze starszych lat, z drugiego stopnia, albo absolwentów. A bywa, że trzeba postraszyć, że jeśli nadal będą sobie stawiać poprzeczkę tak nisko i jeśli nadal zadowalać ich będzie zaliczanie na styk tego, co określone jest warunkami zaliczenia poszczególnych przedmiotów, ale nie będą się starali podążać własnymi ścieżkami i szukać dla siebie czegoś, co będzie ich wyróżniać na tle tłumu, wylądują w supporcie i będą chodzić na interwencje do ludzi, którym komputer nie działa, bo zapomnieli go włączyć do kontaktu.

Właściwa toaleta

Nie całkiem rozumiem, dlaczego niektórzy moi studenci, zamiast iść do właściwej toalety na piątym piętrze, oznaczonej jak na poniższym zdjęciu, chodzą do innych. No cóż, widocznie nie chce im się iść zbyt daleko, budynki na kampusie są dość rozległe i toalety są dość daleko od siebie, stąd bywa, że w męskiej toalecie zastaję jakąś kobietę, o co zresztą nie mam pretensji, bo mnie samemu zdarza się, zwłaszcza w czwartkowy wieczór, odwiedzić w opustoszałym budynku przybytek damski na szóstym piętrze.
Tak dla ścisłości należy jednak zauważyć, że większość moich studentów powinna chodzić do toalety na piątym piętrze budynku głównego, od strony południowej. Zwłaszcza ci, co tak intensywnie uczą się mechaniki płynów w weekendy.

Breaking news

Na paskach telewizji informacyjnych zdarza się ujrzeć przedziwne komunikaty. Ale nie pomyślałbym, że „breaking news” może dotyczyć czegoś, co miało miejsce dwa tygodnie temu…

Moim zdaniem to jednak oksymoron.