Jeden pulpit

Od dłuższego czasu używam Dropboxa do synchronizacji plików między komputerami, ale dzisiaj rano natchnęło mnie i postanowiłem wykorzystać go do pójścia o krok dalej. Nie należę do osób, które mają zaśmiecony pulpit w komputerze, nadmiar ikon wręcz mnie tam denerwuje, muszę jednak przyznać, że jest to naturalne miejsce pracy dla wielu osób i często sam doraźnie przechowuję tu pewne pliki. Pomyślałem więc, że może warto byłoby pogrzebać trochę w ustawieniach systemowych, skorzystać z Dropboxa i mieć zawsze ten sam pulpit na komputerze w domu, w pracy czy na netbooku? Tym bardziej, że dzięki polecaniu Dropboxa mam w nim już ponad 40 gigabajtów miejsca za darmo*.
Zadanie okazało się nadzwyczaj proste do wykonania.
W Windowsie, wystarczyło w edytorze rejestru (Uruchom -> regedit.exe) odnaleźć klucz: HotKeyCurrentUser > Software > Microsoft > Windows > CurrentVersion > Explorer > User Shell Folders i zmienić w nim wpis dotyczący lokalizacji pulpitu (Desktop) na specjalnie do tego celu stworzony folder w Dropboxie.

 

Po przelogowaniu na pulpicie pokazała się zawartość tego folderu (do którego wcześniej skopiowałem pliki dotychczas znajdujące się na pulpicie.
Równie proste okazało się to w Ubuntu. Otwieramy katalog domowy, włączamy tymczasowo widok plików ukrytych i odnajdujemy folder .config.

 

Wewnątrz tego folderu odnajdujemy plik user-dirs.dirs i otwieramy go do edycji.

Zmieniamy położenie systemowego pulpitu (a także, co widać na poniższym przykładzie, wszelkich innych katalogów, które chcemy zsynchronizować z Dropboxem).

Działa. Ikony na pulpitach obu systemów mają obecnie charakterystyczne dla Dropboxa znaczki, po których można poznać, czy plik jest zsynchronizowany z innymi komputerami, czy właśnie się synchronizuje.

 

* Zgodnie z informacjami na stronie Dropboxa, darmowe konto może dzięki poleceniom rozrosnąć się tylko do 10 GB, ale to nie całkiem prawda. Od czasu do czasu Dropbox organizuje różne inne akcje promocyjne, dzięki którym można zdobyć darmową przestrzeń. Wystarczy śledzić ich stronę.

Ten wpis to odgrzewany kotlet sprzed paru lat, ale to jeden z najpopularniejszych wpisów mojego blogu, więc postanowiłem go przypomnieć, bo przyda się, nim wszyscy przesiądziemy się na inne systemy operacyjne niż te, o których tu mowa.

Opublikowano Komputer | Otagowano , , , , , , | 4 komentarzy

Mem z PRL-u

Mem z czasów, kiedy nie było jeszcze internetu.
Dotąd spotykałem go zawsze w pozytywnym kontekście i wydawało mi się, że stanowi zawsze coś w rodzaju pochwały (albo przechwałki). Ale dzisiaj przyszło mi do głowy, że w innych sytuacjach może też wyrażać groźbę.

Opublikowano Częstochowa | Otagowano , , | Skomentuj

Audi barbarzyństwo

Że coś takiego można zrobić człowiekowi, to jeszcze się czasem da wytłumaczyć. Ale żeby coś takiego zrobić Audi 80? I żebym ja to musiał oglądać z balkonu, ilekroć tam wyjdę? To mi odbiera ochotę do spożywania kawy na balkonie…

Opublikowano Częstochowa | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Baby…

Kobiety są nienormalne, no dobra… Tylko ja się pytam piłkarzy, działaczy i kibiców Rakowa Częstochowa, czy nie można tego było ująć jakoś delikatniej? Przecież one się wściekną…

Opublikowano Częstochowa | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Częstochowska chińszczyzna

Specjalnością chińskiej restauracji w pasażu handlowym Tesco Extra w Częstochowie, jak głosi bez cienia skrępowania tablica z promocjami za barem lokalu, są… hamburgery, cheeseburgery i zapiekanki. I może niech tak pozostanie, bo chińskiej kuchni chyba tam się nie znajdzie.
Wśród niewątpliwych zalet lokalu należy wymienić bardzo miłą obsługę, która grzecznie i uparcie wyjaśnia, że zupa ostro – kwaśna w ich lokalu zawsze tak wyglądała, że jest w niej – jak należy – jajko i grzyby mun. Nie umie niestety wyjaśnić, czemu barwą i smakiem przypomina raczej zagęszczoną kultową przyprawę do zup Maggi i że jest z całą pewnością słodko – słona, ale trudno się w niej doszukać czegokolwiek ostrego lub kwaśnego.
Niepojęte jest dla mnie, dlaczego – zamiast serwować schabowe, frytki i kapustę – właściciele zdecydowali się na dania orientalne, których nigdy nie jedli i o których nie mają nawet pojęcia, jak powinny wyglądać i smakować. Myślę, że warto by było jednak udać się chociaż do jakiegoś lokalu, w którym pracuje autentyczny kucharz z Dalekiego Wschodu, a takich przecież w większych miastach w Polsce dzisiaj nie brakuje, jeden – niepozornie bardzo wyglądający – kiedyś tu na blogu polecałem. Nie trzeba koniecznie lecieć do Chin czy Wietnamu.
Podobno poziom kuchni w restauracji orientalnej najłatwiej sprawdzić prosząc o zupę rybną, tak słyszałem od właścicielki jednej z krakowskich restauracji. W restauracji w Tesco menu nie zawiera jednak takiej pozycji.
Nie tak dawno śmiałem się, gdy na zaprzyjaźnionym blogu zobaczyłem bar chiński specjalizujący się w… Coca-Coli i kebabie. Dzisiaj muszę przyznać, że z dań w chińskim barze na pasażu Tesco w Częstochowie Cola była naprawdę najbardziej oryginalna i godna polecenia. Pytanie, czy McDonald albo KFC nie byłyby lepsze w robieniu burgerów, bo z Colą też by sobie pewnie poradziły.
Bardzo ładna zupa ostro – kwaśna jest do zobaczenia na zdjęciu na przykład tutaj. Polecam właścicielom lokalu w Częstochowie. A samego lokalu nie polecam – póki co – nikomu. Omijajcie szerokim łukiem.

Opublikowano Częstochowa | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nie swoje dane

Linus Torvalds, twórca Linuxa, padł ostatnio ofiarą dziwnej internetowej praktyki, zgodnie z którą dowolna osoba może nasz adres mailowy czy numer telefonu podać w internecie i podszywać się celowo pod nas albo uchodzić za nas zupełnie nieświadomie (na przykład w rezultacie błędu popełnionego przy wpisywaniu danych).
Wydaje się, że nowe pokolenia internautów mają tak duży problem z korzystaniem w sieci z czegokolwiek poza swoim ulubionym portalem społecznościowym (ktoś powiedział mi ostatnio, że ma wprawdzie mój email, ale nie umiał się ze mną skontaktować, ponieważ nie mam konta na Facebooku), że kolejne serwisy i usługodawcy rezygnują z weryfikowania danych podawanych przez użytkowników i klientów i uznaje je za poprawne na podstawie samej deklaracji. Powoduje to coraz więcej zabawnych sytuacji, przynajmniej w moim przypadku. Też macie takie przygody?
Od wielu lat dostaję powiadomienia o promocjach i wyprzedażach w kawiarniach i perfumeriach w okolicach Zurychu, ponieważ jakaś przemiła obywatelka Szwajcarii uparcie podaje mój adres email we wszystkich programach lojalnościowych (znam nawet imię i nazwisko tej pani, jej numer telefonu komórkowego i dokładny adres).
Na podobnej zasadzie od paru miesięcy dostaję faktury za usługi telekomunikacyjne w Play u pani Anny, z którą nawet kiedyś rozmawiałem, ponieważ trochę mnie zastanowiło, czy nie zdaje sobie ona sprawy z faktu, że wysyłane mailem faktury docierają do kogoś, kto może niekoniecznie powinien znać jej dokładne dane osobowe, numer telefonu, historię połączeń telefonicznych, numery wszystkich jej znajomych itd. Rozmowa była bardzo zabawna, ponieważ pani Anna zrozumiała wprawdzie, że faktury docierają do mnie, ale całkowitą winą obarczyła za to nie operatora, nie siebie samą (w końcu podała operatorowi nie swój adres poczty elektronicznej), ale mnie, ponieważ bezczelnie założyłem sobie skrzynkę o dokładnie takim samym adresie, jak skrzynka jej syna.
Kilka tygodni temu zastanowiła mnie częstotliwość powiadomień docierających do mnie z Instagramu. Okazało się, że jakaś nastolatka z Turcji, mająca również sporo znajomych w Bułgarii i Rumunii, przeedytowała swój profil i użyła mojego adresu mailowego. Próba kontaktu z nią nie przyniosła efektu, więc – w przeciwieństwie do powyżej opisanego przypadku z Playem – nie dodałem bynajmniej filtru usuwającego maile z Instagramu, tylko zresetowałem hasło, zmieniłem zdjęcie profilowe oraz imię i nazwisko użytkownika na Instagramie, a przy okazji ze zdumieniem odnotowałem, jak wielu młodych ludzi robi sobie selfies pokazujące, że regularnie depilują okolice intymne.
Dostaję także powiadomienia SMS-em o operacjach na koncie bankowym, bynajmniej nie swoim. Znam wprawdzie lokalizację bankomatów, sklepów, w których wykonywane są operacje kartami, ale w tym przypadku nie mam pojęcia, kim jest tajemniczy klient banku, który co miesiąc zapewne płaci słono za to, by przychodziły do mnie powiadomienia o jego operacjach i saldzie na koncie. Chyba nie korzysta z bankowości internetowej, a w każdym razie kody jednorazowe na pewno nie są przesyłane SMS-em.
Pewnie, że wszystko to takie głupie sprawy i te konkretne przypadki nie stanowią same w sobie wielkiego zagrożenia. Ale pokazuje to niesamowitą beztroskę, z jaką podajemy się na tacy w sieci. Jak łatwo musi być służbom specjalnym wytropić nas i namierzyć, jak łatwo jest komuś o potencjalnie złych zamiarach wykorzystać to, co udostępniamy, skoro ja sam mógłbym bez żadnego wysiłku obdzwonić wszystkich znajomych pani Anny i wywinąć jej jakiś numer, albo skoro mógłbym się wybrać na darmową kawę ze Szwajcarii na koszt pani M. Wojny między Turcją, Rumunią i Bułgarią pewnie nie dałbym rady rozpętać, ale kilkudziesięciu albo i kilkuset nastolatków z tych krajów też pewnie dałbym radę skłócić. Na szczęście, nie mam w tym żadnego interesu.

Opublikowano Internet | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Wszystkie łodzie moje

Spacerując brzegami Narwi i Jeziora Zegrzyńskiego z przyjemnością odnotowałem, że wszystkie łódki, łodzie, kutry i jachty są MA-LEG-O. Małego. Czyli moje.
Jak miło. Że też wcześniej nie wiedziałem.

Opublikowano Rodzina | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Cytat dnia

Mam swoje zdanie, z którym niestety się zgadzam…

Jan Tomaszewski w TVN24 podczas rozmowy o swoim odejściu z klubu parlamentarnego PiS.

Opublikowano Media | Otagowano , , | 2 komentarzy

Windows – już się nie boję…

Odpowiedziałem na twit Richarda Dawkinsa, po angielsku. Zaintrygował mnie link proponujący mi przetłumaczenie na polski tego, co sam napisałem, więc – z ciekawości – sprawdziłem.

Nie jestem pewien, że jest to dziedziczne. Chcieliby mieć odziedziczył go od moich rodziców i nie :)

Tak powiada sprzężony z Twitterem (a także, z tego co wiem, z Facebookiem) microsoftowy Bing. Przez chwilę próbowałem sobie przypomnieć, co ja właściwie takiego napisałem, ponieważ polskie tłumaczenie maszyną Microsoftu wprawiło mnie w osłupienie.
Potem spróbowałem z Google:

Nie jestem pewien, że to dziedziczne. Ja bym odziedziczył go od moich rodziców, a ja nie :)

Odetchnąłem ze spokojem. Jeszcze przez jakiś czas będzie praca dla ludzi znających obce języki. Ale – z drugiej strony – zastanowiłem się nad moją odwieczną, stereotypową niechęcią do Microsoftu, jako do monopolisty i złodzieja mojej prywatności. Chyba jednak nie mam racji. Chyba bardziej powinienem się jednak bać swojego telefonu z Androidem niż Windowsa na laptopie. Sztuczna inteligencja z Microsoftu jest po prostu nieudolna. W dodatku bezpodstawnie zadufana w sobie – gdy kiedyś trafiłem na ich stronę pomocy w poszukiwaniu jakiegoś problemu sprzętowego, strona została mi – bez wyraźnego życzenia z mojej strony – przetłumaczona automatycznie na polski. Nie mogąc zrozumieć ani słowa, próbowałem znaleźć jakiś przycisk czy link wyłączający tłumaczenie, by zobaczyć stronę w oryginale. Niestety, nie udało mi się…

Opublikowano Komputer | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Ocieplenie

W piątek, 1 sierpnia, zrobi nam się wszystkim bardzo ciepło. Nie warto tego ignorować. Już raz ludzkość zignorowała globalne ocieplenie i skończyło się to opisami w legendach sumeryjskich, w Biblii i w wielu innych miejscach.

Zdjęcie zrobiłem 5 lat temu w Łodzi, podczas konferencji, na której zasiadałem obok mojego zacnego brata – blogera (już widzę minę Janiny), a w międzyczasie walczyłem na Piotrkowskiej z siecią, w której wówczas nikt poza mną nie chciał mieć telefonu komórkowego, a teraz mają albo pragną mieć wszyscy (tu linku nie będzie, sorry).
Widok był piękny, nie tylko na Piotrkowskiej.

Tak samo jak teraz widok jest piękny, czy patrzeć w przeszłość, czy przyszłość, czy patrząc na to, co jest obecnie.

Opublikowano Rodzina | Otagowano , , , , , , | Skomentuj