Niedyskretni

Okazuje się, że pierwszy rok nie dochował dyskrecji i od przedwczoraj po różnych grupach rozeszło się zdjęcie zrobione na zajęciach z grupą 11K2 C1. W tej sytuacji może już nie będę się próbował wypierać i sam je udostępnię.
Tak, to prawda. W czwartek wieczorem 11K2, a ściślej jeden ze studentów w tej grupie, zadał mi pytanie, na które nie odpowiedziałem, uchyliłem się od odpowiedzi, aczkolwiek, zamiast ugryźć się w język, odpowiedziałem na nie częściowo, mówiąc: „zero”.
Potem całą noc nie spałem z czwartku na piątek. Trochę dlatego, że przechodził nad Polską orkan, a trochę dlatego, że miałem wyrzuty sumienia. To zero nie było zasłużone. W piątek rano, zanim jeszcze I rok przyszedł na zajęcia w J206, zrobiłem im szczegółową rozpiskę, nad którą myślałem całą noc. Poprawiłem w niej to zero, bo inaczej nie mógłbym spojrzeć w oczy niektórym całkiem przyzwoitym i rzetelnym ludziom. Potem nic o tej rozpisce nie mówiłem, ale każda z trzech grup ją zauważyła.
Bez wątpienia nie powinno się na takie pytania odpowiadać w ogóle. Ale skoro już nie ugryzłem się w język mówiąc o tym zerze, a potem moja odpowiedź rozeszła się po ludziach i niektórzy ją zrozumieli, chociaż nie znali pytania, to nie pozostaje nic innego, jak przyznać się do winy. Tak, to jest autentyczne zdjęcie z tablicy w J206, zrobione w piątek do południa. Nie jestem dumny z tego powodu, ale dostałem też rozgrzeszenie od paru osób potraktowanych w tej rozpisce najsurowiej.

Neologizmy ułamkowe

Myślałem, że nic nie przebije w tym tygodniu pomysłu drugiego roku, że „A” w „WAN” oznacza „WIDE”.
A jednak. W równoległej grupie niektórzy uporczywie wpisywali odpowiedzi z nie swojej wersji krzyżówki, nie zauważając, że pytania są inne i że nawet liczba liter się nie zgadza. Powpisywali takie kwiatki, jak „THROAD” (że niby „wątek”), „EQUILEVENT” (łatwo się domyślić), „SHEEL” („powłoka” niby), albo „FIRMWALE” (O jeżu…)
Ale nie to było najsmutniejsze. Także nie to, że – gdy rozmawialiśmy o wymowie Artema – część z nich wpadła w bezrozumną euforię, w której zdawali się sądzić, że jedynym językiem używanym na Ukrainie jest rosyjski. Albo może dotąd myśleli, że ich kolega z Ukrainy jest Rosjaninem?
Najsmutniejsze było to, że część z nich doszła w pewnym momencie do wniosku, że dziewiętnaście dwudziestych to mniej niż dziewięć dziesiątych. I byli tak przekonani, że mają rację, że ja i dwóch studentów z piątego roku, którzy przyszli do nas na swego rodzaju hospitację, zamarliśmy na chwilę i nie było nas stać na żadną adekwatną reakcję. Są takie sytuacje, że ręce po prostu opadają.
We wszystkich trzech grupach na pierwszym roku dzisiaj nikt nie miał wątpliwości, że dziewiętnaście dwudziestych jest jednak większe niż dziewięć dziesiątych. Umieją gnojki w ułamki… Na szczęście.

Neologizmy

W krzyżówce dla drugiego roku jednym z trudniejszych haseł okazało się to, w którym trzeba było wyjaśnić, co oznacza litera „A” w skrócie „WAN”. „WAN” to „Wide Area Network”. Najczęstszą odpowiedzią udzielaną przez studentów było „WIDE”. Wiadomo, „WIDE” zaczyna się na „A”.
Zastanawiająco liczna grupa studentów stworzyła także piękny wyraz „TROUBLESHORTER” i wstawiła go do krzyżówki w miejsce „TROUBLESHOOTER”.
Niektórzy zamiast „CRAWLER” wpisali sobie „BROWSER”. Ponieważ nie chciało się potem skrzyżować ze „SCREENSAVER”, bardzo przytomnie przerobili na „BRAWSER”.
Niektórym nawet mówienie o cechach XML-a nie pomogło sobie przypomnieć, że X w „XML” to „EXTENSIBLE”. No nic dziwnego. Przecież „EXTENSIBLE” zaczyna się na „N”. „N”, jak „neologizm”. Albo „nemo”. Albo parę innych wyrazów.
Pogratulować.

Umieramy

Dolores była ode mnie o rok starsza. Była dla mnie ikoną i legendą. Byłem w wieku moich obecnych studentów, gdy Dolores była na listach przebojów. Dziś ciągle zdarza mi się słyszeć jej charakterystyczny głos w tle filmów na snapach z ich imprez. Żegnam Ciebie, Dolores, ja – rówieśnik Eminema, o ledwie rok młodszy od Ciebie.
Moim postanowieniem noworocznym musi chyba być, śladem Arka z III roku, by nie marnować czasu. Nie wiadomo, ile mi go jeszcze zostało…

I, specjalnie z myślą o 12K1 i 12K2… „No Need To Argue” to była jedna z pierwszych płyt CD, jakie w życiu kupiłem. Kupiłem ją podczas studiów w Brukseli, nie jestem tylko pewien, czy w Brukseli, czy na wagarach w Amsterdamie. Tym samym Amsterdamie, do którego my z Adrianem, Agatą i Bartłomiejem nie możemy się wybrać, żeby odwiedzić Marcina… Co za strata czasu i co za destrukcyjna hierarchia wartości…

I cały album:

*** Za postanowienia noworoczne Arka trzymam mocno kciuki. I za Łukasza i Paulinę, żeby nie dali mi się stoczyć. Wszystkiego najlepszego, Łukasz, tak BTW, nie tylko od pierwszego roku 🙂

A do tej piosenki odwołał się dzisiajjakże symbolicznie@donaldtusk.

Wszystkie osoby wspomniane w tym wpisie zostały zawiadomione. Potrafią się skontaktować w celu wyrażenia protestu.

You’ll always be special to me,
Special to me, to me.

Gdy słyszę dziś lub czytam antyunijne wypociny pseudointelektualistów, przypominam sobie lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte i myślę, że pamięć o nich to albo przekleństwo, albo błogosławieństwo, ale na pewno nie coś, co pozostaje bez większego znaczenia.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 2018

Podczas zakupów w Lidlu (pozdrowienia dla mojego ulubionego kasjera Michała) wsparłem już Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Pewnie jeszcze uda mi się dorzucić parę groszy dzisiaj i jutro.

Postanowiłem także pozbyć się futerału, który kupiłem przez pomyłkę na Allegro jakiś czas temu. Nie mam do niego opakowania, ale jest nieużywany, a w komplecie do niego jest szkiełko (niekontaktowe) na Motorolę E4 Plus.

Tak, oczywiście, ten wpis to jedna wielka farma linków. Futerał wyślę na własny koszt każdemu, kto zechce go kupić, ale Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbierze – mam nadzieję – rekordową w swojej historii kwotę między innymi dzięki innym aukcjom, do których linkuję.

Impreza na Elektrycznym

Koło naukowe studentów Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej obwiesiło nasz Wydział bardzo skutecznie plakatami zachęcającymi do wzięcia udziału w imprezach na ich kampusie. Idziemy?

Studentów, zwłaszcza II roku informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego (im to szczególnie potrzebne), zachęcam bardzo serdecznie. Tradycyjnie +W +obecność, tak jak na imprezach organizowanych przez koła z naszego Wydziału. Tylko trzeba mieć potwierdzenie od kogoś ze starszego roku, kto też będzie i kto mi to przekaże, a z tym na Elektrycznym może być gorzej. Weź ze sobą studenta starszego roku…

Angielskie akronimy

OMG, LOL, WTF? Każdy wie, co to znaczy. Ale akronimów stosowanych w internecie (i nie tylko) jest o wiele więcej i warto je poznać, jeśli chce się sprawnie poruszać po anglojęzycznych forach i grupach dyskusyjnych.
Student II roku informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, Adrian Róg, zaktualizował w tym semestrze bazę programu Supermemo UX zawierającą akronimy, o których najtęższe umysły doświadczone w przesiadywaniu nad klawiaturą komputera nigdy nie słyszały. Autorem tej bazy, która powstała sześć lat temu, jest Mariusz Byczyński.

Adrian nie ograniczył się wyłącznie do aktualizacji bazy (polegającej głównie na poprawie literówek i uporządkowaniu haseł, które nie były jednoznaczne). Baza jest od teraz dostępna na różne platformy, a postępy w uczeniu się akronimów na różnych urządzeniach w każdej z tych platform można synchronizować.
Baza angielskich akronimów jest bowiem dostępna jako:

Wymowa na Mechanicznym

Wygląda na to, że nie tylko mnie denerwują błędy w angielskiej wymowie popełniane przez informatyków, matematyków i inżynierów wszelkiej maści. Moja koleżanka Kasia, w porozumieniu z władzami Wydziału Mechanicznego i kierownictwem Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych Politechniki Krakowskiej, zaczęła rozwieszać wierszyki o poprawnej wymowie najczęściej kaleczonych wyrazów.
Już w przyszłym tygodniu kolejny odcinek tej akcji, a – póki co – na Wydziale można jeszcze poczytać wierszyk sprzed świąt, który – jak można by sądzić po Snapach od co mądrzejszych studentów – jest zauważany.

Duma z Michała

Zuzanna, pies dziesięcioletni, przyzwyczajony do jeżdżenia samochodami osobowymi i traktująca to jako coś całkowicie naturalnego, jest wywożona przez Michała na kilka dni do Jaksic. Tym razem dużym samochodem bagażowym, do którego wsiada tylko dzięki naszej bardzo wydatnej pomocy (bo ma lat dziesięć i zostało jej już lat tylko cztery, chociaż tego jeszcze wtedy nie wiemy). Patrzę, jak odjeżdżają z Michałem spod bloku, a ona siedzi spokojnie dwa metry nad ziemią, czyli jakieś cztery razy wyżej, niż zwykle, i spogląda z miną królowej Elżbiety II na oddalające się trawniki, drzewa i osiedle, jakby był to widok, do którego jest całkowicie przyzwyczajona. Zazdroszczę jej, bo ja nigdy nie jechałem tak dużym samochodem, nigdy nie siedziałem tak wysoko nad powierzchnią jezdni. Ale jestem z niej przede wszystkim dumny, także gdy dowiaduję się od Michała, że – po zajechaniu na miejsce – samodzielnie zeskoczyła na jaksicką ziemię po otwarciu drzwi.
Kilka lat później siedzimy z Tomkiem i Michałem i rozmawiamy o tym, co słychać. Michał opowiada o tym, co mu udało się osiągnąć samodzielnie i w sposób zupełnie dla mnie nieprzewidywalny. Skoczył z bardzo wysoka, spadł na cztery łapy, nikt mu w tym nie pomógł. Gratuluję mu i mówię mu, że jestem z niego dumny. Pytam, czy mam prawo być dumny. Michał patrzy mi w oczy (co rzadko robi, bo podobno – tak mówi Tomek – mnie się boi) i mówi, że tak, że mam prawo być z niego dumny. To jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia. Czuję się tak, jak pewnie czuła się Zuzanna, siedząc wysoko nad ziemią w dostawczym Mercedesie Michała.
W Nowym Roku bądźcie wszyscy chociaż raz z czegoś, a najlepiej z kogoś dumni, nawet jeśli powód do dumy może wydawać się komuś śmieszny. Ważne, by ktoś Wam dostarczył powodu do dumy, i by to była duma w Waszym odczuciu uzasadniona. I by ktoś Wam pozwolił być z siebie dumnym…


Ten wpis jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku;
– w Sylwestra 2017, o Michale (niniejszy wpis).
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.
Za rok, w Sylwestra 2018 roku, w tym samym cyklu Zuzanna pójdzie na spacer z Wiktorem. Ten wpis miał się ukazać ładnych parę lat później, ale w lutym tego roku Zuzanna odeszła od nas na zawsze i chyba nie ma co odkładać wpisów o niej.
Wpis o Tobie, Adamie, też już jest gotowy, ale musisz jeszcze zaczekać…

Niezasłużony

Wjeżdżam na dwójce (na początku umiałem tylko na jedynce, teraz już wjeżdżam na dwójce) na magiczne wzgórze, z którego widać Wisłę, pół Krakowa, a przy dobrej pogodzie Tatry w całej okazałości, cel jednej z ostatnich wycieczek mojego ojca, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Zdumiony, pokazał Przemkowi stromą drogę pod górę, mówiąc, że oto i tam mieszkają ludzie. A Przemek wówczas skręcił i oznajmił, że właśnie tam jadą.
Podjeżdżam pod dom i patrzę ze zdziwieniem porównywalnym tylko z tym, jakiego doznałem w dniu zamachu na World Trade Center, na Grześka i Dominika w panice biegających przed domem i wykrzykujących jakieś zgoła niezrozumiałe komunikaty.
Nie jestem pewien, czy wysiadać, czy uciekać. A jeśli uciekać, to czy kogoś ratować, czy tylko dbać o własny tyłek. Dominik podbiega do mojego samochodu i otwiera drzwi. Nikt nigdy w żadnym miejscu nie traktował mnie z takimi honorami, nikt nie otwierał drzwi mojego Volkswagena (tego ani poprzedniego) i nie zapraszał mnie do wyjścia równie uroczyście. Brakuje tylko czerwonego dywanu.
– Umiesz zmienić pieluchę?! – krzyczy Dominik głosem pełnym trwogi.
Wychodzę z samochodu z ulgą i robię swoje, trochę nawet zdziwiony, jak naturalnie – po kilkunastu latach przerwy – mi to przychodzi.
Mijają kolejne lata i oglądam się za siebie. Nieraz się zastanawiam, co by było, gdybym się miał zlać albo narobić w majty. Co by było, gdybym zrobił coś takiego, że nie sposób o tym napisać. Jest ktoś, kto nigdy nie miałby najmniejszego problemu w takiej sytuacji. Dominik zrobiłby to, co trzeba, mówił to, co należy. Milczałby, gdyby trzeba było. Nikt nigdy nie dowiedziałby się o tym, o czym nie powinien. Zastanawiam się, jak to możliwe, że wtedy Dominik nie umiał sobie poradzić z kupą małego chłopca. Widocznie dopiero później dojrzał i stał się Dominikiem takim, jakiego każdy może pozazdrościć. Dominikiem, bez którego nie podołałbym większości poważnych problemów mojego życia. Dominikiem, którego nie da się zastąpić.
Dominik to prawdziwy Herkules dla stajni Augiasza – w moim domu, samochodzie, a przede wszystkim w mojej głowie. Kogoś takiego, jak Dominik, zaznajcie chociaż raz w tym Nowym Roku. To będzie i tak nadmiar szczęścia. Nikt z nas na Dominika nie zasługuje. Nie znacie Dominika? Nie spotkacie go? Trudno. Niech życie da Wam w Nowym Roku coś innego, na co zupełnie nie zasługujecie. Cokolwiek.


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2016 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku (niniejszy wpis).
Już jutro, w Sylwestra 2017, premiera wpisu o Michale.
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.