Gdy po raz pierwszy zobaczyłem podobne ujęcie gdzieś w internecie, uznałem natychmiast, że to nieudany mem internetowy. W dodatku trochę niesmaczny. Ale kiedy zobaczyłem to samo na własne oczy, moje zdziwienie trwało bardzo krótko.

DSC_0017

W sumie cóż jest dziwnego w tym, że w kraju, w którym najwięksi patrioci nie znają języka ojczystego, premierowi nie wychodzi przestrzeganie prawa, a prezydentowi stanie na straży konstytucji, komuś innemu nie udaje się oddać hołdu w sposób, którego ktoś inny nie skojarzy z karykaturą bądź wręcz profanacją?

DSC_0015

Symptomatyczne miejsce na mapie Warszawy. W lewo spacerkiem do Placu Konstytucji, w prawo, w kierunku Kancelarii Premiera Rady Ministrów, do Placu Na Rozdrożu. A Pani Premier ze swoją siedzibą jest już nawet trochę dalej niż na rozdrożu... I chociaż ona sama stara się jak może podczas wizyty w USA udawać, że jest bardzo zajęta, pod KPRM-em nieustająca pikieta trwa już czterdziesty piąty dzień, domagając się publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Oprócz słynnego licznika kilka innych ciekawych instalacji, mniej eksponowanych w mediach.

DSC_0014

DSC_0013

DSC_0011

DSC_0012

Jest siła w narodzie i jest nadzieja na przyszłość. Młodzież studencka - co można poznać nie tylko po naklejkach w windach - ma coraz bardziej patriotyczne nastroje. Nie brak im także gotowości do gestów altruistycznych, co rusz a to dają sobie upuścić krwi w szlachetnym geście, a to - jak w ostatnich dniach - rejestrują się jako dawcy szpiku. Trudno takie akcje przeoczyć, bo cały wydział obwieszony jest wtedy ogłoszeniami i strzałkami kierującymi do punktu altruistycznego wykazywania się.

DSC_0005

Jak jednak widać na poniższym przykładzie, szlachetnej braci studenckiej nie brak także innych cech. Są ekologiczni i nie marnują papieru - poniższy znak ze strzałką może się nie udał do końca, ale nie został zmarnowany. Poza tym tak świetnie posługują się angielskim, że pomyłkę łatwiej im było wyjaśnić w tym języku, niż po polsku. Swoją drogą jakby to było po polsku? Oj tam oj tam?

DSC_0004

Ten wpis to odgrzewany kotlet z 2006 roku (sprzed dziesięciu lat!). Partia rządząca jest znowu ta sama i można powiedzieć, że nic się w niej od tamtej pory nie zmieniło. Ale wpis i wspomnienia są miłe.

Przy Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego funkcjonuje Rada ds. Produktów Tradycyjnych, których w Małopolsce wszak nie brakuje. Jej przewodniczący, Kazimierz Czekaj, stał się ostatnio ofiarą ataków pewnej rządzącej partii, której nazwy nie wymienię, bo występują w niej słowa odwołujące się do myśli i zasad zupełnie tej partii obcych. Partia postanowiła, że trzeba zrobić wszystko co tylko możliwe, by znany z promowania łąckiej śliwowicy, krakowskich obwarzanków, czy z pomysłu na sieć stoisk regionalnych na lotniskach w całej Polsce Kazimierz Czekaj został usunięty ze stanowiska za obrazę, jakiej się dopuścił w stosunku do pewnego od setek lat hodowanego w małopolskich domostwach ptaka.
Na Małopolskim Festiwalu Smaku Kazimierz Czekaj zaprezentował piękne bochny chleba w kształcie kaczek. Dotychczas eksponował na targach chleby w kształcie kościoła Mariackiego i smoka wawelskiego, teraz postanowił wystawić chleby w kształcie drobiu.
W najbliższych dniach zarząd województwa zajmie się tą bardzo kontrowersyjną i jednoznacznie obraźliwą zdaniem rzeczonej partii sprawą. Incydent na targach partia uważa za niedopuszczalny i nie chce, by Kazimierz Czekaj dłużej promował produkty regionalne.
Ładnych parę lat temu, gdy Dorota była w II klasie technikum ogrodniczego i jako uczennica dość dobra miała na lekcjach trochę więcej czasu dla siebie niż inni, narysowała piękną karykaturę swojego nauczyciela języka angielskiego. Karykatura ta do ubiegłego roku wisiała w mieszkaniu tego nauczyciela na ścianie, ale że już się mocno zniszczyła, pora ją zarchiwizować elektronicznie i umieścić w internecie. Dla potomnych, dla siebie na pamiątkę, a przede wszystkim dla działaczy rzeczonej partii. Jeśli naprawdę tak kochają swojego wodza, jeśli naprawdę chcą dać temu wyraz, niech postarają się wykazać tą odrobiną poczucia humoru i wezmą bochen chleba w kształcie kaczora i ozdobią sobie nim stół w kuchni. Jak zapewnia pan Kazimierz Czekaj, technologia wypieku pieczywa ozdobnego gwarantuje, że bochen z wierzchu długo będzie wyglądał świeżo.

1

Ten wpis to odgrzewany kotlet z 3 lutego 2011...

Miał być dzień bez Smoleńska. Ale nie da rady. Przypomniało mi się, że jak chodziliśmy do podstawówki, to mieliśmy zaprzyjaźnioną szkołę w Smoleńsku. Przepraszam, próbowałem.

P.S. z 10 kwietnia 2016. Szacun dla wszystkich, którym udało się dzisiaj ani słowem nie wspomnieć o Smoleńsku w mediach społecznościowych ani żadnych innych. Mnie się nie udało, chociaż miałem silne postanowienie...

Zwykle refleksja i wzruszenie przychodzą, gdy odwiedza się muzea, miejsca pamięci, obozy koncentracyjne, inne historyczne lokalizacje związane z ludzkim cierpieniem. Stajesz w ciepły słoneczny dzień przed czystą marmurową płytą, estetycznie wkomponowaną w otoczenie, i nie zdawałbyś sobie nawet sprawy z tego, że ktoś tu zginął, gdybyś nie umiał czytać. Albo zwiedzasz jakieś jasno oświetlone, klimatyzowane wnętrza, bywa że wyposażone w nowoczesny sprzęt audiowizualny, z którego dowiadujesz się, iż ktoś w tym właśnie miejscu był poddawany kaźniom i gnił za życia.
A bywa, jak wczoraj, odwrotnie. Wielokrotnie wsiadałem i wysiadałem z metra na stacjach Maelbeek i Arts-loi w Brukseli. Wydawało mi się wówczas, że wszystko tętni tam życiem, a ja byłem młody i w pełni sił. Wychodziłem na ulicę, która wydawała mi się brzydka przez to, że przytłoczona była ciężarem kamienia i zamkniętą przestrzenią wysokich, bezdusznych budynków. Wczoraj nagle na zdjęciach internautów zobaczyłem to samo miejsce w chaosie, pełne rannych i otumanionych ludzi.
Taka inwersja czasowa. Gdy patrzysz w przeszłość i myślisz sobie, że chciałbyś, aby to właśnie ta przeszłość była pomnikiem i aby ten świat był lepszy i aby więcej w nim było optymizmu. A to, co stało się wczoraj w Brukseli, by było koszmarem zamierzchłych czasów, o którym dziadkowie mogą opowiadać wnukom, a nie z którym wnukowie muszą mieć do czynienia.
Słuchasz, że minister obrony straszy rodaków eksperymentami z bronią elektromagnetyczną, albo patrzysz na ekran telewizora i widzisz, jak blisko zdaniem publicznej telewizji jest z Polski do Paryża, i próbujesz w sobie znaleźć odrobinę optymizmu. Ciężko jest...

Zdjęcie z twitter.com/jrtorenc

Wiecie, co mają ze sobą wspólnego poniższe profile z Twittera? Tak, to osoby, które obserwuje Prezydent Andrzej Duda.

Prezydent śledzi łącznie wpisy 777 osób. Czytanie ich przemyśleń musi mu codziennie zabierać sporo czasu. Nareszcie mamy władzę, która wsłuchuje się w głos ludu. Prawdziwego ludu.

2016-03-16 14.59.21

U mnie w pracy mamy prawdziwe siedlisko zła. Jak widać, sporo osób przyjeżdża na rowerach. A w dodatku miasto rządzone nie pierwszą kadencję przez prezydenta wspieranego przez lewaków, złodziei i komunistów (ale nie tych dobrych, w rodzaju prokuratora Piotrowicza, tylko złych, takich jak Agent Bolek), promuje perwersję cyklizmu, bo tuż za płotem zainstalowało nam stację rowerów miejskich. Z tego co widziałem w lokalach gastronomicznych, niektórzy nasi studenci i pracownicy nie jedzą mięsa, piją kawę latte, niektórzy nawet macchiato, a z niewybrednych żartów można się domyślać, że są nawet tacy, którzy nie wierzą w zamach.
No nic dziwnego, że podpisując w swojej jednostce poniższy apel do władz Rzeczypospolitej, byłem dwudziesty czwarty. Fajnie, że mogłem podpisać na miejscu, a nie lecieć na miasto i szukać zbierających podpisy na Basztowej, bo jestem trochę przeziębiony. Pewnie od tego jeżdżenia na rowerze i biegania na demonstracje, za udział w których płacą mi obce mocarstwa, chcące mi ulżyć w biedzie po oderwaniu od koryta...

PETYCJA „OBYWATELE W OBRONIE KONSTYTUCJI”
My, Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, żądamy, by Prawo i Sprawiedliwość przestało łamać Konstytucję! Przywróćcie ład konstytucyjny!
Stanowczo domagamy się, by PiS zakończyło wywołany przez siebie, groźny, sprzeczny z polską racją stanu kryzys konstytucyjny. Żądamy uznania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r. oraz przestrzegania zasady
konstytucyjnej kontroli Trybunału nad nowo stanowionym prawem.
Paraliż niezależnego Trybunału Konstytucyjnego zagraża wprost wolności praw obywateli, w tym prawu do własności, godności, równości, wolności czy zrzeszania się.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r., wydany bezpośrednio na podstawie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jest ostateczny i ma moc powszechnie obowiązującą.
Wzywamy sejmową większość i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do zakończenia kryzysu:
a) bezzwłocznego przyjęcia przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowania od trzech prawidłowo wybranych w poprzedniej kadencji sędziów Trybunału Konstytucyjnego,
b) opublikowania i wykonania przez Prezesa Rady Ministrów orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r.,
c) bezwzględnego respektowania miejsca Trybunału Konstytucyjnego w państwie prawa i przestrzegania jego wszystkich wyroków.
My, Obywatele Rzeczpospolitej nie godzimy się na obalanie przemocą konstytucyjnego ustroju. Nie godzimy się na likwidację demokratycznego państwa prawa i jego najważniejszych instytucji.

1

A oto dowcip, którego chyba nie da się przetłumaczyć na polski, a po angielsku jest prawdziwym majstersztykiem, choć pewnie nie dla każdego zrozumiałym.

A programmer tells a colleague his wife has just had a baby.
– Is it a boy or a girl?
– Yes.

Czyli:

Programista chwali się koledze, że jego żona właśnie urodziła dziecko.
– Chłopca czy dziewczynkę?
– Tak.

Po angielsku pytanie o płeć dziecka jest alternatywą ze spójnikiem LUB. Dziecko - niezależnie od tego, jakiej jest płci - jest chłopcem lub dziewczynką, więc odpowiedź "Tak" jest perfekcyjnie prawdziwa i logiczna.
Wymyśliłem tłumaczenie na język polski, ale humor przesuwa się w tym tłumaczeniu w zupełnie inne miejsce i sens jest nie całkiem taki, jak należy. O ile w ogóle jakiś jest, bo trzeba założyć, że osoba zadająca pytanie ironizuje.

Programista chwali się koledze, że jego żona właśnie urodziła dziecko.
– Zapewne chłopca lub dziewczynkę?
– Tak.