Listy Wujka Janka

Wujek Janek był starszym bratem mojego ojca. Zapamiętałem go jako wesołego staruszka z amputowaną nogą, którego czasem odwiedzaliśmy w Łodzi, i o którego pogrzebie zawiadomił nas telegram przyniesiony przez milicjanta. O ile dobrze pamiętam, milicjant mało co nie został przy tej okazji pogryziony przez naszego psa. „Ojciec umarł. Pogrzeb w sobotę” – to brzmiało jak zaszyfrowana wiadomość o wywrotowej akcji Solidarności, nieprawdaż? Pamiętam też, jak wracaliśmy z pogrzebu Wujka Janka do sparaliżowanej rozruchami sierpnia 1980 Częstochowy.
Dzisiaj moje kuzynki z Łodzi dostały śliczną pamiątkę po Wujku Janku. Listy, jakie pisał do Rodziców (czyli moich Dziadków) w latach 1947-1949. To wprawdzie rodzinna pamiątka, ale wydaje mi się, że może być ciekawą lekturą dla każdego, kto tęskni za lekcjami kaligrafii albo zastanawia się nad tym, jak to było, kiedy nie było internetu, mediów społecznościowych, telefonów (nie tylko komórkowych)…
Zeskanowałem te listy i upubliczniam je, wkrótce wrzucę także listy mojego Ojca z wojska, z tego samego okresu.

Opublikowano Częstochowa, Rodzina | Otagowano , , , , | Skomentuj

Byli uczniowie, byłe uczennice

Damian jako uczeń wydawał się być takim normalnym gościem. Jednym z wielu. Z angielskiego przeciętniak, taki pomiędzy dostatecznym a dobrym, nie uczący się nic, nadrabiający miną i pewnością siebie w swoim – niezbyt poprawnym, ale komunikatywnym – mówieniu po angielsku. Ponad przeciętną przystojny, stanowił obiekt westchnień wielu uczennic i był przez dziewczyny adorowany – w klasie, na korytarzu, w internacie. Dawał się zresztą adorować z dużym wdziękiem. Trenował jakieś wschodnie sztuki walki i miał jakiś tam czarny czy inny świadczący o wysokim stopniu zaawansowania pas, przez co stał się w starszych klasach idolem także dla chłopców z młodszych klas.
Ale generalnie lekkoduch, gwiazda. Takie sprawiał wrażenie.
Szkołę skończył i zniknął. Minęło prawie pół roku. We wrześniu widziałem się z wieloma osobami z jego klasy, na początku października znowu zaczęli odwiedzać szkołę, by się pochwalić, jak było w pierwszych dniach na uczelni. Krótkie rozmowy na korytarzu albo na parkingu, szybka wymiana zdań, parę frazesów, życzenia szczęścia…
Na początku listopada, późnym wieczorem, właściwie nocą, podchodzę do komputera, żeby go wyłączyć i iść spać. A tam otwarte okno komunikatora, a w nim nieśmiałe „puk, puk”. Damian. W zupełnie innym mieście, gdzie wynajmuje z siostrami mieszkanie i uczy się, pracuje w nocy jako ochrona jakiegoś budynku. Dwie godziny rozmowy o rodzinie, przyszłości, przeszłości, sensie życia. O tych, którzy rozczarowują, o tych, którzy zaskakują. O tym, co by było, gdyby…
Uczniowie czasami zaskakują. Nie myślałem, że mogę z Damianem rozmawiać tak długo i o takich intymnych rzeczach.
Niespodzianki bywają miłe, jak gdy po latach spotyka się zadbanego faceta, który – chodząc do szkoły – zdawał się wiecznie być pod wpływem jakichś pobudzających prochów. Albo gdy spotyka się elegancką, szczupłą kobietę, która pracuje w dyrekcji dużej ogólnopolskiej firmy, a jako licealistka była nieśmiałym, w dodatku tłuściutkim Kopciuszkiem.
Niezwykle przyjemnie jest pomagać przetłumaczyć C.V. jakiemuś uczniowi sprzed lat i zobaczyć, ile osiągnął – tak w życiu prywatnym, zakładając rodzinę, jak i w życiu zawodowym, zdobywając moc rozmaitych dyplomów, certyfikatów, uprawnień. To nastraja wielkim optymizmem, gdy popatrzy się w to C.V. i przypomni się sobie, że to jest C.V. tego Sławka, który był chudy jak patyk i bardzo późno przebył mutację, a w ogóle nigdy się nie słyszało, żeby powiedział coś głośno i całym zdaniem.
W tym roku minie 20 lat, odkąd zacząłem pracę w szkole, sytuacje tego rodzaju spotkały mnie już i ciągle spotykają. Jeśli faktycznie mam jeszcze pracować przez 25 lat, to idąc na emeryturę będę chyba człowiekiem przepełnionym dumą i szczęściem bardziej, niż jestem to sobie w stanie w tej chwili wyobrazić.

Ten wpis to odgrzewany kotlet sprzed 9 lat.

Opublikowano Szkoła | Otagowano , , , | Skomentuj

Odkrywcza łamigłówka

Odkąd aero2 wprowadziło mechanizm weryfikowania użytkowników bezpłatnego dostępu do internetu przez mechanizm captcha, borykamy się wszyscy z trudnymi do odczytania esami – floresami (jeden z wyrazów, które trzeba wprowadzić, jest zwykle faktycznie istniejącym słowem, łatwym do zidentyfikowania, podczas gdy drugi jest bezsensownym ciągiem liter, w dodatku trudnym do odczytania).
A może lepszy jest mechanizm tego samego rodzaju, jaki ostatnio zauważyłem na portalu Orange?

Tylko, tak z drugiej strony, jeden z moich wychowanków maturzystów był przedwczoraj na tyle genialny, że obliczył objętość prostokąta i wyszło mu, że prostokąt ma 34 cm (bynajmniej nie sześcienne) objętości. Stawia to pod znakiem zapytania całą dotychczasową wiedzę geometryczną, jaką udało się naszej cywilizacji zdobyć przez tysiąclecia. Ale stawia też pod znakiem zapytania to, czy wszyscy użytkownicy aero2 umieliby odróżnić sztućce od trzech figur płaskich.

Opublikowano Szkoła | Otagowano , , , , | Skomentuj

Liberalizm wiedzy

W ubiegłym tygodniu jak zwykle przyszedłem w czwartek rano trochę wcześniej do szkoły z uwagi na dyżur w holu internatu. Są tam wówczas pustki, więc zazwyczaj idę sobie spokojnie do pracowni, robię kawę, włączam przez internet lokalne radio z Londynu i słucham, gdzie to w Londynie i okolicach są korki, a gdzie nie ma.
Na zewnątrz jakaś klasa ogólniaka czeka na lekcję z moją koleżanką w sąsiedniej pracowni, moi panowie z drugiej grupy Technikum Mechanizacji Rolnictwa przychodzą czasem wcześniej, a czasem równo z dzwonkiem. Jeśli są wcześniej, sprawdzają sobie pocztę albo ceny komórek na Allegro. W ubiegłym tygodniu nikogo jeszcze nie było, gdy parzyłem sobie tę moją kawę. I oto robię sobie kawę i słyszę, jak na korytarzu ogólniak rozmawia.
Panie i panowie, chociaż głównie panowie, bardzo podekscytowanymi głosami, prawie że przekrzykując się, mówią po kolei o różnego rodzaju bombach. Jak skonstruować taką, jak taką, jak jeszcze inną. Padają jakieś wzory chemiczne, jakieś tajemniczo brzmiące stwierdzenia o przewodzeniu, o metalach, o reakcjach. Taka bomba za droga? No to taką można zbudować za kilkadziesiąt złotych. Robi się tak a tak. Taka bomba za czasochłonna? To można zbudować w 15 minut. Robi się tak a tak. Ale co, mały zasięg? To robi się tak a tak…
Słucham, słucham… Nie wiem już, gdzie jest korek przy wyjeździe z Londynu. Nie wiem, o czym rozmawiają na 94,9FM w Londynie. Nie umiem też zbudować bomby. Myślę o czymś innym.
Zastanawiam się nad tym, co wolę. Czy wolę mieć uczniów, którzy potrafią zbudować bomby różnego rodzaju, ale ich nie budują, bo nie mają po co, czy uczniów, którzy nie mają pojęcia jak zbudować bombę, ale za pół litra zbuduje im ją kolega z osiedla.
I wolę jednak mieć tych, którzy wiedzą, ale nie mają po co. I dlatego jak uczeń mi mówi „No chyba Cię ch**u po***ało!”, to pytam się „Dlaczego?”, a nie robię afery z formy  wypowiedzi skierowanej pod moim adresem czy z doboru słów. I nieskromnie myślę, że podobna odrobina zdrowego rozsądku przydałaby się możnym tego świata.
Zresztą zauważyłem, że jak parę razy zareaguje się w ten sposób w podobnej sytuacji, to zrozumienie wzajemne mocno wzrasta i te problemy przestają się pojawiać.

Ten wpis to odgrzewany kotlet sprzed dziewięciu lat.

Opublikowano Szkoła | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj

Stan wojenny

Patrzę na hocki – klocki, z których zamki na piasku za środki publiczne próbuje budować Antoni Macierewicz, i zastanawiam się, ile jeszcze naszych wspólnych pieniędzy jedynie słuszna partia wyda na promowanie pseudonauki i jawnej propagandy, nim wszystkim to się znudzi. W ostatnich tygodniach, od aneksji Krymu przez Rosję, z niedowierzaniem słucham, jak odżywają stare, wyciągnięte z szafy trupy, i jak sprawa Ukrainy wschodniej zaczyna być przez poważnych polityków łączona ze sprawą katastrofy smoleńskiej. Jedni straszą dzieci dłuższymi wakacjami, odwołując się dość jednoznacznie do września 1939, inni wiążą śmierć prezydenta Kaczyńskiego z planowanym już wówczas przez Rosję zagarnięciem Krymu, a jeszcze inni domyślają się, że rozbiór Ukrainy został zaplanowany przez Tuska i Putina podczas spaceru po sopockim molo.
Profesjonalizm takich wypowiedzi parlamentarzystów, rządu i mediów, jest porównywalny z tym widocznym na gazetce szkolnej w jednej z rzeszowskich szkół średnich. Można tam przeczytać, że w 1981 roku „powstał” stan wojenny. Tyle, że skutki błędnie sformułowanego równoważnika zdania w szkolnej gazetce są niewspółmiernie mniej groźne, niż potencjalne efekty działania nieobliczalnych polityków, którym marzy się, żeby wojna, jeśli będzie, była prawdziwa.

P.S. Tak, tak, w 1945 odbyły się „konfederacje” w Jałcie i w Poczdamie.

Opublikowano Media | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Spotkanie z blachą

W Rudawie koło Zabierzowa oprócz nas był wczoraj między innymi Stig, a pojazd Mojżesza nosił ślady bliskiego spotkania ze Strażnikiem Teksasu.

Opublikowano Kraków | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Wandale na Koniuszy

W maleńskiej wiosce Koniusza, gdzieś między Wisłą a Szreniawą (zdecydowanie bliżej tej drugiej), na północ od Kościoła Mariackiego, wandale zdemolowali przystanek autobusowy. Koniusza chyba tylko lokalizacji wysoko, wysoko nad poziomem morza, a także splotowi wydarzeń historycznych i randze miejscowego kościoła, zawdzięcza fakt, że jest siedzibą gminy.
Takich wandali może Koniuszy pozazdrościć niejedno krakowskie osiedle. Brawo! Na wiacie przystanku znalazło się wszystko to, co w gminie najważniejsze. Dłuższą chwilę się zastanawiałem, nim zrozumiałem, że ten dziwny gwóźdź po lewej to stół, przy którym Tadeusz Kościuszko zjadł posiłek przed bitwą pod Racławicami. Ale cóż, to nie wina współczesnego artysty, tylko osiemnastowiecznego stolarza.

Opublikowano Kraków | Otagowano , , , , , , , | 3 komentarzy

Prorok podatkowy

Na osiedlu II Pułku Lotniczego w Nowej Hucie działa firma świadcząca usługi z jednej strony zupełnie przyziemne i takie, na które zapotrzebowanie wczesną wiosną jest naprawdę duże, a jednocześnie zupełnie niespotykane, magiczne. Bo że można oferować ludziom pomoc w wypełnianiu rocznego zeznania podatkowego PIT-36 czy PIT-37, to się da zrozumieć.
Ale że nieopodal legendarnego pasa startowego lotniska w Czyżynach ktoś od dwudziestu lat pomaga rozliczyć podatki za rok 2013, to już czysta magia. Skąd dwadzieścia lat temu nasz prorok wiedział, ile zarobią jego klienci w odległej przyszłości?
Co jeszcze bardziej mnie intryguje, to pytanie o reakcję urzędu skarbowego na zeznanie za rok 2013 złożone przed dwudziestu laty.

Opublikowano Kraków | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Poprzeczka

Młodzież, jak powszechnie wiadomo od pradawnych czasów, z roku na rok jest coraz gorsza, coraz bardziej roszczeniowa, a i na rodziców podobno nie ma co liczyć. Już Sokrates narzekał, że młode pokolenie kocha luksus, ma złe maniery i nie szanuje autorytetów, sprzeciwia się rodzicom, zakłada nogę na nogę i tyranizuje nauczycieli.
Ze strachu przed nimi bywa, że próbujemy ich na śmierć zagłaskać, a tymczasem – patrząc na to, jak świetnie sobie radzą – wydaje się, że poprzeczka ustawiona na odpowiedniej wysokości nie tylko im nie przeszkadza, a potrafi zainspirować.
Kiedy patrzymy na nich przez pryzmat umiejętności, które potrzebne były w ubiegłym wieku, w czasach naszej młodości, wydają się głupsi i gorsi. A może to właśnie wina perspektywy? Może to nasza ułomność nie pozwala nam zauważyć, jak biją nas o głowę w tym, co dla nas tak niepojęte, że aż niedostrzegalne?
Maturzyści z klasy „D” przyszli dzisiaj do szkoły w garniturach zupełnie bez powodu, co wywołało sensację wśród nauczycieli. Spodziewaliśmy się najgorszego. Że pewnie będą się zwalniać z lekcji, żeby sobie robić zdjęcia do lokalnej gazety albo na tableau z absolwentami do powieszenia na szkolnym korytarzu. Powstała teoria, że ubrali się tak ze strachu przed koleżanką matematyczką, miała też miejsce wymiana zdań na temat tego, czy strach przed nauczycielem jest wyrazem autorytetu, czy też nie.
Są rzeczy, w których ci faceci są lepsi ode mnie. Do najdrobniejszych z nich należą wiązanie krawata i pastowanie butów. Są poprzeczki, przez które oni dadzą po prostu większego kroka, a ja nawet o tyczce bym ich nie przeskoczył. I dlatego, zupełnie jak za czasów Sokratesa, świat idzie niezmiennie do przodu.

Opublikowano Szkoła | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Tłumacz gwiazdorzy

„Który z Was zajumał mój dezodorant?” – pyta Joan Collins w polskiej wersji batonów Snickers.
„A kto chciałby Cię wąchać?” – odpowiada kolega z szatni, co ma być tłumaczeniem angielskiego „Who’d wanna smell like you?”.
Oglądałem tę reklamę w różnych wersjach. W oryginale (jak poniżej), w telewizji holenderskiej (z napisami), a nawet po rosyjsku (z jakąś ichniejszą gwiazdą zamiast Joan Collins).
W każdej z tych wersji reklama miała sens. Dan zjada Snickersa, żeby nie gwiazdorzyć, a nikt nie „zajumał” jego dezodorantu, bo nie chciałby pachnieć tak jak on.
Tylko po polsku reklama nie trzyma się kupy. Nikt nie „zajumał” dezodorantu Danowi, bo nikt „nie chciałby go wąchać”. Tłumacz naprawdę dostał jakieś pieniądze za to tłumaczenie? A w ogóle jadł kiedyś Snickersa? Bo jeśli tak, to czemu odpuścił sobie to „get some nuts”?

Opublikowano Media | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj