Relikt restaurowany

Od paru znajomych – wszystkich zbyt młodych, by pamiętać Polskę Ludową – dostałem ostatnio kilka zdjęć i filmów, w których wzdychali nad reliktami PRL-u. Zastawą stołową, grą planszową, meblami, starym telewizorem.
Od dwóch lat intensywnie pracujemy nad restauracją PRL-u w naszej ojczyźnie i zaszliśmy już w tym tak daleko, że czasem wydaje mi się, że nie wrócimy już na drogę obraną w 1989 roku. Co ciekawe, są jednak w Nowej Hucie miejsca, które ostały się nieprzerwanie od Polski Ludowej aż do teraz i nie zniknęły w słusznie minionych latach, gdy wrogowie i zdrajcy narodu próbowali Polskę włączyć w cywilizację Zachodu. Na przykład takie kultowe miejsce, które ostatnio zyskało nowe schody, i które cieszy się nieprzerwaną popularnością nie tylko emerytów i rencistów, ale także łatwo tam spotkać całe wycieczki Anglików i Amerykanów, zwiedzających najciekawsze miejsca w Krakowie.

Powiedzcie sami, gdzie jeszcze można w menu znaleźć pozycje takie, jak chleb z masłem, albo gdzie jeszcze ceny są tak misternie precyzyjne, że nie sposób sobie wyobrazić, by Narodowy Bank Polski przestał emitować monety jednogroszowe?

Na ludzi

Z wiekiem coraz bardziej patrzę pod nogi zamiast przed siebie. Zacząłem w związku z tym zauważać rzeczy, które na chodnikach są już od bardzo dawna, a dotąd ich nie dostrzegałem… A były w nich stawiane tak poważne pytania…

Boniecki bez cenzury

Pod niektórymi kościołami w Nowej Hucie pojawiły się na chodnikach napisy, które żywcem przypominają te „Telewizja kłamie” ze stanu wojennego, odświeżone przez graficiarzy z VIII kadencji Sejmu w wersji „TVP kłamie” lub „TV Publiczna kłamie”.
Kościołowi z przykrością trzeba przyznać, że chociaż w latach osiemdziesiątych miał olbrzymi autorytet jako instytucja, która stanęła w obronie praw i wolności, współcześnie zagalopował się tak bardzo w ich zwalczaniu, w walce o dobra doczesne oraz w szerzeniu nienawiści, że nawet opamiętanie części hierarchów w ostatnich miesiącach nieprędko (o ile kiedykolwiek) zaowocuje przywróceniem dawnego autorytetu.

Podziękowania dla trzeciego

Chciałbym bardzo serdecznie podziękować Marcinowi i Mateuszowi oraz „panom” Michałom z trzeciego roku, Julii, Kondradowi i Wojtkowi, „panu” Łukaszowi, a także Tomkowi, obu Kasiom i Ani za olbrzymi wkład, jaki w tym tygodniu wnieśli w wychowanie pierwszego roku i sprawienie, by nie poszedł na marne.
Pierwszy rok jest bardzo w porządku. W minionym tygodniu nauczył mnie paru rzeczy, w tym poprawnej wymowy „adjust”. Jak tak dalej pójdzie, pierwszy rok będzie tak zacny jak obecny piąty. Są na pierwszym roku osoby, które mówią po angielsku tak pięknie, jak Tomek śpiewa.
Drugiemu rokowi trzeba przyznać, że nauczył mnie w minionym tygodniu amerykańskiej wymowy „agile” i że wzruszył się na koncercie wczoraj.
Może z nas wszystkich będą jednak ludzie.

Requiem inżyniera Mozarta

W imieniu studentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, w szczególności studentów inżynierii wzornictwa przemysłowego oraz informatyki stosowanej, serdecznie zapraszam na koncert Krakowskiej Orkiestry „Ardente” i Akademickiego Chóru Politechniki Krakowskiej „CANTATA”, który odbędzie się w gotyckim kościele św. Katarzyny w Krakowie w najbliższą sobotę, 2 grudnia 2017.
W programie „Da nobis pacem, Domine” Felixa Mendelssohna-Bartholdiego oraz „Requiem d-moll KV 626” Wolfganga Amadeusa Mozarta. Zaproszenie zawdzięczam chyba głównie mojej miłości do Mozarta oraz temu, jak skutecznie komunikujemy się z częścią studentów na Snapie. Ale pokój to coś, czego nam wszystkim, nie tylko wykładowcom i studentom Politechniki Krakowskiej, także bardzo potrzeba.
Link do wydarzenia na FB znajdziecie tutaj. Wstęp wolny.

Podróże w czasie

Telewizja ZDF (o której nie pierwszy raz wspominam i która jest jedną z moich ulubionych stacji telewizyjnych) ujawniła niechcący przełomowe odkrycie ludzkości, które najwyraźniej trzymane jest przed nami w ukryciu. To nie żadna teoria spiskowa, EPG w niemieckiej „dwójce” zapowiada na dzisiaj melodramat wyprodukowany w… przyszłym roku.
Z opisu filmu w Klack.de wynika, że nie jest on szczególnie warty polecenia. Ale jako miłośnik teorii spiskowych (jedna z moich prac magisterskich poświęcona była stereotypom podczas pisania Konstytucji 1997 roku, a druga konspiracjom związanym z atakami terrorystycznymi 11 września 2001) serdecznie polecam ten film. To epokowe wydarzenie w historii ludzkości. Opanowaliśmy podróże w czasie i mamy na to namacalny dowód.

Urzekające

Zmieniamy się. Pamiętam, że w latach dziewięćdziesiątych na tak zwanym Zachodzie urzekało mnie to, że ludzie uśmiechają się do siebie i są mili nawet w stosunku do zupełnie obcych ludzi. Ale my też jesteśmy teraz inni niż przed laty.
Pomyślałem o tym, gdy przeczytałem na przystanku pod blokiem ten piękny komunikat zostawiony przez kogoś, kto sprząta chodnik i przystanek. Nie prosi, by nie śmiecić. Prosi, by śmiecić tak, by ułatwić mu pracę. Też mnie to urzekło.

Bezsenność w Proszowicach

Wczoraj pojechałem załatwić pewien doroczny ceremoniał ubezpieczeniowy w podkrakowskich Proszowicach.
Bywam tam rzadko, ale patent, który zobaczyłem w centrum miasteczka, wzruszył mnie i muszę się nim podzielić. Mieszkańcom Proszowic gratulujemy. Rozwiązali problem, który nurtuje ludzkość na całym globie. Brawo!

Pozory mylą na Montmartre

Jedenaście lat temu napisałem na tym blogu, że stereotyp Polaków, którzy bronią chrześcijaństwa w Unii Europejskiej, jest zupełnie nieprawdziwy. Nadal tak sądzę. Religijna obrzędowość większości Polaków jest bezrefleksyjna, bezmyślna wręcz, skupiona na gestach, a nie zanurzona w intelektualnie uzasadnionych postawach i emocjach.
W ostatnią niedzielę miałem swego rodzaju déjà vu. Znowu szedłem sobie spacerkiem wokół nawy głównej bazyliki Sacré-Cœur, gdzie – tym razem – ukryliśmy się przed ulewnym deszczem. Zbliżając się do jednej z kaplic w okolicy ołtarza głównego, w której odbywa się stała adoracja Najświętszego Sakramentu, z dala widziałem parę młodych, pochylonych w skupieniu, mężczyznę i kobietę, pogrążonych, jak mi się wydawało, w głębokiej, żarliwej modlitwie. On miał na sobie granatową kurtkę z napisem „Aston Martin Team”, co przyciągnęło mój wzrok. Ona, pochylona wraz z nim, wydawała się być symbolem skupienia i pokory.
Minąłem ołtarz i spojrzałem wstecz na tę parę, która wydawała mi się być uosobieniem modlitewnego skupienia. Okazało się, że przeglądają foty na jego komórce, siedząc (właśnie, siedząc, nie klęcząc, jak mi się wcześniej wydawało) przed najświętszą w tym momencie – według katolickiej nauki – eucharystyczną tajemnicą tego kościoła. Kilka metrów od monstrancji. Jednym słowem zupełnie jak w Polsce. Pełen kościół ludzi, którzy tam są, ale tak naprawdę nie są częścią tego kościoła.

Teleturniej

Jeśli w ogóle oglądam telewizję, co rzadko się zdarza, zwykle jest to telewizja niemiecka, ewentualnie brytyjska albo francuska. Dlatego chyba przeżyłem ciężki szok, gdy przypadkowo kątem oka obejrzałem fragment teleturnieju w polskiej telewizji publicznej. Telewizja publiczna, czyli – przypomnijmy – ta od tak zwanej „misji”.
Prowadzący program stawia – całkiem poważnie, co już samo w sobie jest żenujące – pytanie: ile jest cyfr w stosowanym przez nas układzie dziesiętnym: dwie, osiem, dziewięć czy dziesięć? Uczestniczka teleturnieju, uprzedzając, że matematyka nigdy nie była jej mocną stroną, i tłumacząc przez kilkadziesiąt sekund, jak trudno jest jej podjąć decyzję, wybiera opcję „dziewięć”. Potem jest jakaś absurdalna przerwa na lokowanie produktu, a następnie rodzina i przyjaciele uczestniczki zastanawiają się nad tym, czy podtrzymują decyzję kobiety w studiu. Nie wytrzymuję, wyłączam telewizor.
Przez kilka minut telewizja publiczna w dużym europejskim kraju nie tylko toleruje, ale wręcz promuje debilizm.
Myślę sobie, jaki to wstyd, że moje podatki idą na utrzymanie tak żenującej stacji telewizyjnej i takiego stada kretynów.
Na przerwach między zajęciami bywa, że narzekamy z koleżankami na naszych studentów, ale dociera do mnie po tej krótkiej i przypadkowej obserwacji polskiej telewizji publicznej, że praca na Politechnice Krakowskiej to niesamowity zaszczyt. Nasi studenci nie zawsze nas kochają i ja też nie wszystkich uwielbiam. Ale idiotów wśród nich raczej ciężko się doszukać. I to wszystko w państwie, w którym idiotów się promuje w publicznej telewizji. Nie tylko telewizji zresztą…