Znużeni czytaniem i słuchaniem tekstów o oczyszczaniu stali, produkcji aluminium z tlenku glinu i podobnymi rzeczami, studenci informatyki z pierwszego roku myślą już tylko o tym, żeby zajęcia się skończyły i żeby pójść do domu. Tymczasem ja zarzucam ich kolejną porcją słownictwa matematycznego, tym razem o potęgowaniu i pierwiastkach. Na ich twarzach bez wyrazu trudno dostrzec nadzieję, gdy mówię im, że już wkrótce skończymy, niech tylko ustalą w parach odpowiedzi do dwóch ćwiczeń na dobieranie. Zostawiam ich na moment, a kiedy wracam, zadowoleni z siebie pokazują mi całkowicie niepoprawne, losowo udzielone odpowiedzi wypisane na tablicy. Nie powiedziałem, że mają uzgodnić prawidłowe odpowiedzi, oznajmiają, czyli że zajęcia należy uznać za skończone.
Logika informatyków jak zawsze rzuca mnie na kolana i rozbraja. W dodatku bywa, że jest bardzo pomocna.

Moi Koledzy i Koleżanki Matematycy z Politechniki Krakowskiej w najbliższym czasie będą oficjalnie żegnać dr Pawła Michalca, który nie będzie już pracować na uczelni, ale który - mam nadzieję - będzie jeszcze długo cieszyć swą obecnością i zaangażowaniem tych, którzy mają ten przywilej, by z nim obcować. Ufam, że chociaż jeden czytelnik mojego blogu jeszcze nie rozliczył się z fiskusem i przekaże 1% swojego podatku na dalsze zmagania Dumbledore'a z Politechniki Krakowskiej z bezlitosną chorobą, więc pozwalam sobie powtórzyć wpis sprzed trzech lat, opublikowany w czasach, gdy dr Michalec regularnie inspirował nas do pracy swoją wzorową postawą i relacjami ze studentami, nawet tymi, którzy z zaliczeniem matematyki mieli pewne trudności.

Są takie popołudnia i poranki, świty i zmierzchy, gdy Wydział Mechaniczny Politechniki Krakowskiej zdaje się przypominać Hogwarts, chociaż budynki mają bryłę daleką od takiej, którą dałoby się skojarzyć z zamkiem. Na tym zdjęciu na przykład brązowy kolor elewacji zmienił się tak magicznie, że chwila ta uwieczniła się w mojej pamięci, nie tylko na fotografii. Nawet widoczna w kadrze latarnia przywodzi na myśl skojarzenie z lampami, które na samym początku cyklu o Harrym Potterze czarodziejskim sposobem gasi - jedną po drugiej - Albus Dumbledore na ulicy Pokątnej.
Nad niektórymi z pracujących na Wydziale ludzi unosi się aura magii porównywalna do tej, jaka wisi nad dyrektorem Hogwartsu. Jedną z takich osób jest doktor Paweł Michalec. Studenci odnoszą się do niego z niezwykłą, naturalną życzliwością, a jego cierpliwość w tłumaczeniu im zagadnień matematycznych nawet podczas poprawiania niezaliczonego kolokwium nie ma chyba sobie równych. Urzekające jest też to, z jakim spokojem i zrozumieniem studenci przyjmują od niego wyjaśnienia dotyczące popełnionych przez siebie błędów.
Za późno się zorientowałem, że Pawłowi Michalcowi może pomóc 1% naszego podatku. Zostało jeszcze parę tygodni na złożenie rocznej deklaracji podatkowej i pewnie nie ja jeden miałem rozterkę, dla kogo przeznaczyć ten swój 1%. Ale jeśli ktoś z Was jeszcze się nie rozliczył, a jednocześnie nie zna żadnej organizacji pożytku publicznego, której warto przekazać parę groszy, serdecznie zachęcam do wpisania w swoją deklarację organizacji o wpisie do rejestru KRS 0000055578 z podaniem celu szczegółowego "Paweł Michalec". To nie będą zmarnowane pieniądze, a doktor Michalec odda je z nawiązką swoją zaangażowaną pracą ze studentami, szerząc zamiłowanie braci inżynierskiej do matematyki.

1

W miniony piątek, nie doczekawszy się na stworzenie przez grupę studentów jednego wspólnego tekstu na koniec zajęć, z bólem serca (świadom, że będę przez to miał pracowitą niedzielę) poprosiłem, by w zaistniałej sytuacji każdy wykonał zadanie samodzielnie i przesłał mi je mailem do godziny 14:30 w niedzielę.
Pierwsze maile dotarły w sobotę, kilka w ostatniej chwili. W niedzielę po południu, gdy zegar na moim komputerze obwieścił godzinę 14:30, maile spływały nadal. Zacząłem odpowiadać na nie krótko, jednym zdaniem po angielsku, przypominając, że zadanie domowe należało przesłać w uzgodnionym terminie.
Ale z informatykami nie wygrasz. W kilka minut po jednej z moich dyscyplinująco - dyskwalifikujących odpowiedzi dociera do mnie mail od Krzysztofa, w którym - poprawną angielszczyzną - Krzysztof zapewnia mnie, że jest w pełni świadomy tego, że pracę należało przesłać w określonym terminie, ale zwraca mi uwagę, że - wyznaczając termin przesłania zadania - nie uzgodniliśmy strefy czasowej, zgodnie z którą termin ten będzie rozliczany. A na Hawajach na przykład był blady świt, gdy Krzysztof wysyłał swoją pracę domową. Czemu więc miałbym jej nie przyjąć? No zgadza się. Przyjąłem.
Zadając im pracę domową wydałem instrukcję zawierającą potwornego buga...

1

Śledząc moje wpisy można odnieść wrażenie, że informatyków idealizuję i że są oni pozbawieni wszelkich usterek. Otóż nie są, a niektóre popełniane przez nich błędy w wymowie są bardzo denerwujące. Postanowiłem zebrać poniżej te notorycznie się powtarzające, których informatykom po prostu nie wypada popełniać. Wpis ten będę też aktualizować, jeśli przypomni mi się coś nowego.

a piss of software
Trzeba nie mieć szacunku do własnej pracy jako programisty, by porównywać kunszt kompilowanego kodu do ... sików. Błąd niestety bardzo często popełniany, w wielu różnych słowach i wyrażeniach (patrz spreadsheet poniżej), polegający na myleniu ze sobą dwóch dźwięków, krótkiego i płytkiego [ɪ], będącego czymś pośrednim między polskim [i] a [y], oraz długiego, głębokiego [i:], bliższego polskiemu [ij], np. w wyrazie bij. Niejaka Ann Baker napisała świetny podręcznik wymowy dla średnio zaawansowanych o tytule nawiązującym do tego właśnie problemu (Ship or Sheep). Oczywiście, prawidłowa wymowa to [ə piːs əf ˈsɒft.weə(r)].

Androyeed
Litera j w polskiej ortografii ma to do siebie, że jak Polak zobaczy wyraz Android, to nie umie go przeczytać inaczej, niż jakby miał trzy sylaby. Tymczasem po angielsku nazwa systemu operacyjnego Android mieści się w zaledwie dwóch sylabach. Prawidłowa wymowa to [ˈæn.drɔɪd].

Apel ['eipəl]
Wydawałoby się, że nazw popularnych owoców uczą się już dzieci w podstawówce i że nikt nie powinien mieć najmniejszego problemu z poprawną wymową nazwy Apple: [ˈæp.əl]. A jednak się zdarza.

back
Gdy student informatyki narzeka na plecy i chce sobie z nimi radzić poprzez ich usunięcie, najprawdopodobniej chodzi mu o bug. Prawidłowa wymowa [bʌɡ], w liczbie mnogiej [bʌɡz]. Nie ubezdźwięczniamy spółgłosek na końcu wyrazu, jak to zwykliśmy robić po polsku.

cart
Cart to taki pojazd na dwóch kołach, ciągnięty zapewne przez konia. Takim pojazdem bodajże, zrobionym z dyni, pojechał Kopciuszek na bal. W kontekście komputerowym, internetowym, wyraz ten też ma zastosowanie. Amerykański cart to po brytyjsku shopping basket, chyli koszyk w sklepie internetowym. Natomiast karta graficzna i każda inna to card, prawidłowa wymowa [kɑːd], po amerykańsku [kɑːrd]. Nie ubezdźwięczniamy spółgłosek na końcu wyrazu, jak to zwykliśmy robić po polsku (patrz back powyżej).

delate
Ten paskudny wyraz, nie mający wiele wspólnego ze słowem, o które mówiącemu chodzi, przyprawia mnie o dreszcze, ilekroć go usłyszę. Ponoć ta dziwna wymowa przyswajana jest we wczesnym dzieciństwie, następnie utrwalana przez niektórych nauczycieli informatyki w szkołach, i potem nawet studentom nieźle mówiącym po angielsku zdarza się powiedzieć delate zamiast delete. Just for the record, prawidłowa wymowa to [dɪˈliːt].

[ˈen.dʒaɪn]
Ta dziwna wymowa słowa silnik (engine) to grzech wspólny informatyków, mechaników i wszelkich w ogóle inżynierów. Prawidłowa wymowa to oczywiście [ˈen.dʒɪn].

eetem
Studenci sami kazali mi dopisać do tej listy wyraz item. Wiedzą, że powinno się mówić [ˈaɪ.təm]. Prawdę mówiąc, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek mówili ['i:tem]. Ale podobno ktoś mówi. Śmiali się z tej osoby i nie chcieli mi powiedzieć, o kogo chodzi.

Gogle
Gogle, szczególnie zimą, to ważne wyposażenie, szczególnie dla narciarza. Nazywają się po angielsku goggles, czyli [ˈɡɒɡ.əlz]. Natomiast wyszukiwarka internetowa nazywa się Google. Prawidłowa wymowa to oczywiście [ˈɡuːɡəl].

HTML i inne skróty
Mówi ktoś po angielsku, mówi, i nagle w środku zdania literuje "ha - te - em - el". Można by tu podać mnóstwo przykładów, szczególnie częsty był swego czasu "Windows iks-pe", teraz - z oczywistych względów - słyszany coraz rzadziej. No umówmy się, że jak mówimy po angielsku, to skróty literujemy przy użyciu angielskich nazw literek. HTML - [eɪtʃ ti: əəl], XP - [eks pi:], itd. Angielskiego alfabetu, jeśli go nie znasz, nauczy cię ta piosenka.

instahl
Wbrew powszechnemu, jak się wydaje, mniemaniu, angielski wyraz install nie jest wcale skrótem od polskiego czasownika instalować. I wymawia się go inaczej, i akcent pada w innym miejscu. Nawet w amerykańskim angielskim, choć jedna z samogłosek bliższa jest polskiej wymowie, takie proste skrócenie z polskiego jest karykaturalne. Prawidłowa wymowa czasownika install to [ɪnˈstɔːl]. Ten sam problem dotyczy oczywiście uninstall, prawidłowa wymowa [ˌʌn.ɪnˈstɔːl], i innych.

JPEG i nieznajomość konwencji
Niektóre skróty nie są literowane pojedynczymi literami i wypada o tym wiedzieć. JPEG na przykład to [ˈdʒeɪ.peɡ], podobnie jak MPEG [ˈem.peɡ].

liar
Zdziwilibyście się, jak często - podczas specjalistycznych prezentacji o tematyce informatycznej - pada słowo kłamca (liar). Czasami z ust mówcy tak biegle władającego angielskim, że u słuchaczy dochodzi do konsternacji i wyraźnego braku zrozumienia, o co właściwie chodzi. Tymczasem powód jest bardzo prosty i jest to błąd językowy tępiony nieprzerwanie już na poziomie szkoły podstawowej. Tak bowiem, jak łatwo jest sobie pomylić czasowniki lie lay, zwłaszcza jak jeszcze się zaczniemy uczyć czasowników nieregularnych, tak samo łatwo jest błędnie wymówić wyraz layer (warstwa), którego prawidłowa wymowa to [ˈleɪ.ə(r)].

lunch
Lunch to można sobie zjeść w miłym towarzystwie, na naszym Wydziale jest nawet kultowe miejsce w postaci kawiarni Pantograf w zabytkowym tramwaju. Natomiast słowo launch, dość często używane w rozmaitych kontekstach informatycznych, prawidłowo wymawiamy [/lɔːntʃ/] Jeśli nawet decydujesz się na amerykańską wymowę, samogłoska w tym wyrazie ma być długa.

Meekrosoft
Nie wiem, skąd takie przekonanie, że korporacja Billa Gatesa jest cicha i potulna (meek and mild) czy też łagodna jak baranek (as meek as a lamb). W rzeczywistości firma ta nazywa się [ˈmaɪ.krəʊ.sɒft], pisane Microsoft, a nazwa ma związek etymologiczny z niezwykle popularnym w początkach ery komputera osobistego przedrostkiem "micro" (microchip, microcomputer etc.).

realise
To się nie zdarza zbyt często, ale zdarza się u studentów mówiących bardzo dobrze po angielsku. Nagle, zamiast release, mówią realise. To bardzo bolesne doświadczenie dla słuchających. Prawidłowa wymowa release to naturalnie [rɪˈliːs], a nie [ˈrɪə.laɪz].

Skape
Podobnie jak delate zamiast delete, Skape to rzekomo wina powszechnego przekręcania nazwy tego pochodzącego z naszej części Europy (o czym coraz mniej ludzi wie) programu przez wszystkich jego użytkowników w Polsce. Czy wszystkich, ośmielam się wątpić, bo ja również korzystam z tego komunikatora, a jakoś nigdy nie nazywam go inaczej, niż Skype. Prawidłowa wymowa: [skaɪp].

sluts
Nie ulega wątpliwości, że computer sluts, a może raczej internet sluts są w pewnych kręgach internautów niezwykle popularne, a znaleźć je tak łatwo, że nie sposób chyba powiedzieć, że poszukiwane. Natomiast najczęściej, gdy informatyk mówi coś o nich, i o wtykaniu w nie różnego rodzaju urządzeń, kart rozszerzeń, pamięci przenośnych, ma na myśli slots. Prawidłowa wymowa: [slɒt].

spetzifications
W języku angielskim niezwykle rzadko występuje głoska [c], z kolei na Polaków czyha mnóstwo zasadzek w postaci wyrazów, które są bardzo podobne do wyrazów w języku polskim, ale w których tę głoskę zastępuje jakaś inna. Dobrym przykładem jest tu właśnie specification, prawidłowa wymowa [spes.ɪ.fɪˈkeɪ.ʃən], w skrócie i potocznie - co ciekawe - specs, prawidłowa wymowa [speks].

spit
Większość zajęć mam na szóstym piętrze. Trzeba by bardzo obficie splunąć przez okno, by z tej perspektywy dostrzec charch swojej śliny na chodniku. Mimo to, co rusz słyszy się, jak studenci mówią coś o ślinie. W przypadku nazwy gry komputerowej Need For Spit brzmi to wyjątkowo obleśnie. Prawidłowa wymowa wyrazu speed to [spiːd], nie [spit].

spread shit
Nawet najbardziej kulturalnemu studentowi zdarza się nagle wyskoczyć z tekstem, w którym zdaje się straszyć lektora i innych studentów, że będzie smarować odchodami, zwykle nie wiadomo co i czemu. Tymczasem arkusz kalkulacyjny w języku angielskim nie ma wiele wspólnego z wulgarnymi wyrazami określającymi jakiekolwiek wydzieliny z ludzkiego czy zwierzęcego organizmu, a prawidłowa wymowa spreadsheet to [ˈspred.ʃiːt] (patrz a piss of software powyżej).

substraction
Chyba przez podobieństwo z pewnymi zupełnie innymi wyrazami, jedno z działań arytmetycznych jest jakoś bardzo ciężko zapamiętać. Odejmowanie po angielsku to subtraction, prawidłowa wymowa [səbˈtræk.ʃən], odejmować to subtract, wymawiane [səbˈtrækt], i w pierwszej sylabie obu wyrazów jest naprawdę tylko jedna spółgłoska [s].

tehnology
Podobnie jak chemistry, engine (patrz wyżej) i wiele innych wyrazów, jest to wyraz sprawiający kłopoty inżynierom wszelkiego rodzaju, niezależnie od kierunku studiów. Oczywiście prawidłowa wymowa to [tekˈnɒl.ə.dʒi].

veertual
Chyba przez podobieństwo do słowa w języku polskim trudno jest dosyć zapamiętać, że prawidłowa wymowa virtual to [ˈvɜː.tʃu.əl].

Jest siła w narodzie i jest nadzieja na przyszłość. Młodzież studencka - co można poznać nie tylko po naklejkach w windach - ma coraz bardziej patriotyczne nastroje. Nie brak im także gotowości do gestów altruistycznych, co rusz a to dają sobie upuścić krwi w szlachetnym geście, a to - jak w ostatnich dniach - rejestrują się jako dawcy szpiku. Trudno takie akcje przeoczyć, bo cały wydział obwieszony jest wtedy ogłoszeniami i strzałkami kierującymi do punktu altruistycznego wykazywania się.

DSC_0005

Jak jednak widać na poniższym przykładzie, szlachetnej braci studenckiej nie brak także innych cech. Są ekologiczni i nie marnują papieru - poniższy znak ze strzałką może się nie udał do końca, ale nie został zmarnowany. Poza tym tak świetnie posługują się angielskim, że pomyłkę łatwiej im było wyjaśnić w tym języku, niż po polsku. Swoją drogą jakby to było po polsku? Oj tam oj tam?

DSC_0004

Koniec sesji zbliża się wielkimi krokami. Mam wrażenie, że przyniesie mi to ulgę. Od kilku dni - niestety - brak mi już cierpliwości, co daje o sobie znać przede wszystkim wtedy, gdy jakiś student czy studentka przyślą mi maila lub SMS-a z pytaniem, kiedy będzie mnie można zastać na Wydziale / Uczelni.
Najbardziej rozbrajający są ci, którzy podczas mojego dyżuru przysyłają mi to pytanie SMS-em, którego ja odczytuję zwykle po powrocie do domu (paradoksalnie, maile i wiadomości przez komunikatory odczytuję zwykle szybciej niż SMS-y, których spora część w ogóle do mnie nie dociera dzięki różnym aplikacjom blokującym marketingowy spam).
No i zacząłem im odpowiadać tym obrazkiem. Wiem, trochę chamsko. Mam wyrzuty sumienia... Z drugiej strony, większość z nich to studenci ... informatyki.

Większość moich studentów, którzy decydują się na tworzenie jakichś komputerowych pomocy dydaktycznych do nauki języka angielskiego, robi bazy słownictwa do Supermemo albo strony internetowe. Niewielu decyduje się na napisanie własnego programu, chociaż zdarzyło mi się już przyjąć i zaakceptować programy napisane na Androida, Windowsa i działające niezależnie od platformy (np. w Javie). Ci, którzy tworzą coś własnego, rzadko kiedy dochodzą ze swoim projektem do etapu, który można by uznać za zakończony, chociaż w Google Play i Sklepie Windows Phone jest parę projektów, które powstały wskutek inspiracji lektoratowej podczas studiów na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. W związku z tym aplikacje te rzadko udostępniam.
Program, którego autorem jest Oskar Strzelecki, to stworzony w C# prosty interfejs do ćwiczenia leksyki (i nie tylko) w oparciu o ćwiczenia w dopasowywaniu oraz pytania prawda/fałsz. Program zawiera autorską bazę pytań (nie bezbłędną, więc choćby z tego powodu można uznać, że to taka wersja "alfa") z zakresu informatyki i matematyki. Surowość interfejsu dla jednego będzie wadą, dla drugiego zaletą - zwłaszcza, że jest to w oczywisty sposób związane z prostą, intuicyjną obsługą programu.

Dodatkową zaletą programu jest fakt, że potencjalny użytkownik może przy jego pomocy tworzyć / edytować własną bazę pytań na dowolny temat.

2

Czy tylko ja, gdy czytam to ogłoszenie, mam nieprzyjemne skojarzenia z kanibalizmem i czuję, jak po moich plecach przechodzą ciarki?
Myślę coraz częściej o konieczności szukania pracy na coraz bardziej mi bliskiej obczyźnie (w przeciwieństwie do coraz bardziej obcej ojczyzny), ale tak zdesperowany, by dobrowolnie dać się zjeść, jeszcze nie jestem.

6

Ruchliwy węzeł drogowy Stella-Sawickiego, Kraków. Dwupoziomowe skrzyżowanie, wydzielony przejazd dla tramwajów, po kilka pasów ruchu w każdym kierunku. Rozkosznie nieuporządkowana grupa około trzydziestu maluchów, poganiana przez trzy panie wychowawczynie, wchodzi na jezdnię na czerwonym świetle. Zdumieni kierowcy patrzą z niedowierzeniam, jak część dzieci na pasach, część gdzieś w pobliżu, niekoniecznie równolegle do tych pasów, przemieszcza się krokiem a to swawolnym, a to roztargnionym, a to frywolnie zaczepnym, w kierunku Osiedla II Pułku Lotniczego.
Po przejściu przez jezdnię następuje wyraźna reorganizacja szyku. Na środku skweru, w zacisznym, pełnym zieleni miejscu przy stole do tenisa stołowego i ławeczkach, dwie z pań nerwowo doprowadzają dzieci do porządku, ustawiają je w pary, liczą. Od razu przychodzi mi do głowy, że po ryzykownej przeprawie przez ulicę sprawdzają, ilu szkrabom udało się dotrzeć na drugą stronę, a ile poległo po drodze.
Ale nie, okazuje się, że tylko ja mam takie makabryczne wyobrażenia i jestem pesymistą. Dwie z pań po prostu ustawiają dzieci w pary, by trzecia z nich miała czas na zakup papierosów w kiosku.