Królowa Konsorcjum

Po śmierci królowej Elżbiety II i objęciu tronu przez Karola III z licznym mediów dowiedzieć się można, że u boku nowego monarchy stoi „Królowa Konsorcjum”, Kamila. Serio?

Rozumiem jeszcze, że o brytyjskiej rodzinie królewskiej piszą obecnie wszyscy, nie tylko ludzie, którzy się tym tematem zajmowali regularnie i wiedzą, że Elżbieta II podczas swojego wielkiego Jubileuszu wyraziła życzenie, by Kamila, druga żona ówczesnego Księcia Walii Karola, nosiła po jej śmierci tytuł królowej małżonki. Rozumiem też, że wśród dziennikarzy pewnego pokolenia termin „królowa małżonka”, oznaczający żonę panującego króla, może być mniej znany niż „królowa matka”.

Ale że ktoś pisze bezmyślnie „Królowa Konsorcjum” i nie zauważy, że to po prostu bez sensu i brzmi głupio? Jakiego Konsorcjum? Jak zwykle, Tłumacz Google okazuje się być mądrzejszy…

Wieża Babel

Ktokolwiek wymieszał ludzkie języki, rzeczywiście skutecznie utrudnił nam komunikację i współpracę w osiąganiu celów. Nawet jeśli dzięki temu mam pracę (inaczej mój zawód pewnie by nie istniał), przeglądając dzienniki informacyjne w kilku różnojęzycznych stacjach telewizyjnych poczułem głęboki żal, że nie mówimy – jako ludzkość – jednym językiem.

W ataku na stację kolejową w Kramatorsku, w którym zginęło około 50 osób próbujących uciec przed wojną, a jeszcze więcej zostało rannych, Rosjanie użyli pocisku, na którym umieścili napis „за детей”. Pokazujące to stacje anglojęzyczne przetłumaczyły ten napis jako „for children” lub „for the children”. Wszystko w zasadzie się zgadza, jeśli tylko dziennikarz danej stacji uzupełnił to tłumaczenie stosowną interpretacją, gorzej jeśli wskutek błędnego zrozumienia napisu wprowadził swoich odbiorców w błąd.

Wyrwana z kontekstu anglojęzyczna fraza „for children” (lub „for the children”) nie jest bowiem jednoznaczna i na język rosyjski może być przetłumaczona jako „за детей”, ale również jako „для детей”. Niektórzy, najwyraźniej nieznający rosyjskiego ani cyrylicy w ogóle dziennikarze, wiedząc jedynie, że napis oznacza „for the children”, pozwolili sobie wczoraj na komentarze o wyjątkowym cyniźmie i bestialstwie rosyjskiej armii, która – ostrzeliwując ukraińskich cywilów – zamieszcza na wysyłanych na nich pociskach i bombach bezduszne dedykacje „dla dzieci”. Ten błędny przekaz powtórzyły wczoraj także niektóre największe polskie stacje informacyjne, tłumacząc z angielskiego i nie zwracając uwagi na rosyjski oryginał lub nie rozumiejąc go.

Nic oczywiście nie usprawiedliwia ataku Rosjan na stację kolejową, na której zgromadzonych było kilka tysięcy osób próbujących się wydostać z terenu działań wojennych. Ale napis na pocisku miał zupełnie inne przesłanie niż to, które do wielu z nas dotarło za pośrednictwem mediów. To nie był pocisk „dla dzieci”, ale pocisk „za dzieci”. Bardzo możliwe, że na zniszczonej części pocisku była dalsza część napisu, być może w pełnej wersji brzmiał „за детей Донбасса”. Czyli że ten zbrodniczy atak miał być zemstą „za dzieci Donbasu”.

https://youtube.com/watch?v=tRHfQGpp5qQ

Nurtuje mnie to, że z tak prostej – wydawałoby się – frazy, w językach słowiańskich w dodatku dość jednoznacznej i chyba niepodatnej na sprzeczne interpretacje, może wyniknąć takie nieporozumienie. Ba, że zniekształcenie znaczenia tej frazy przez osobę tłumaczącą ją na język angielski może się odbić tak szerokim echem, że błędne tłumaczenie powraca następnie do mediów posługujących się innymi językami słowiańskimi, w tym językiem polskim.

Jak tu być optymistą w kwestii dogadania się ludzi między sobą w bardziej złożonych kwestiach, jak tu spodziewać się rychłego sukcesu negocjacji pokojowych, rozejmu i końca wojny, jeśli nawet język, którym się posługujemy, jest wrogiem, którego musimy pokonać po drodze?

Pewnym pocieszeniem jest stale rozwijająca się sztuczna inteligencja. Wiele razy chwaliłem tutaj Google Translate, zwłaszcza porównując tę usługę z Microsoft Bing. Warto odnotować, że w tłumaczeniu frazy „for the children” Google świetnie radzi sobie z kontekstem i rozumie różnicę.

Muszę przyznać, że tym razem i Bing sobie poradził. Jest więc może jakaś nadzieja…

Na zadupiu sztucznej inteligencji

Wiele razy pisałem na blogu o tłumaczeniach automatycznych, zwykle pastwiąc się nad Microsoftowym Bingiem i pokazując wyższość Google Translatora, jeśli już. Właśnie, jeśli już. Bo prawda jest taka, że bezmyślne korzystanie z jakiegokolwiek translatora czy słownika może być źródłem nieporozumień i przynosić więcej szkód, niż pożytku. W jednej z grup B2 studenci sprawdzali niedawno, jak jest po angielsku „kazać” („kazał nam przyjść). W Google Translatorze wyszło im, że „preach” – długo się zastanawiałem nad źródłem takiego rozumowania i przyczynami wyświetlenia takiego wyniku przez algorytmy tłumaczące, zanim zrozumiałem, że polski czasownik „kazać” ma jakiś tam związek etymologiczny z rzeczownikiem „kazanie”. Z kolei ci, którzy sprawdzali w Diki.pl, odkryli, że „kazać” to „keep”.
Furorę w mediach społecznościowych robi od wczoraj przezabawne tłumaczenie przez Google Translator frazy „mieszkam na zadupiu”. Ludzie rozsyłają to sobie głównie w tłumaczeniu na angielski, ale działa we wszystkich językach. Ktoś się naprawdę wysilił, by przekonać mechanizmy sztucznej inteligencji, że Kraków to synonim zadupia. Co by nie mówić, jak patrzę na poniższe screeny, to jestem dumny z krakowskich informatyków. Niektórzy z nich to moi byli studenci…

Bug tłumaczeniowy

Jak zauważono na jednym z moich ulubionych blogów językowych, translator Bing zaliczył kolejną zabawną wpadkę (celowo dodałem przymiotnik „zabawną”, bo kolejną wpadkę Bing zalicza właściwie za każdym razem, gdy próbuje coś przetłumaczyć).

Wygląda na to, że zdaniem Binga Macron zastąpi Trumpa na fotelu prezydenta USA.
Language Log sprawdził, że z tym samym tłumaczeniem translator Google radzi sobie dobrze.
To nie jest mój pierwszy wpis o wyższości translatora Google nad mechanizmem Microsoftu.