Tag: angielski

O wymowie SQL

Do wpisu o wymowie informatyków dodałem parę uwag o wymowie SQL. Prawdę mówiąc dziwię się, że dotąd nie ująłem wymowy tego skrótu na liście problematycznych w wymowie wyrazów, często rozmawiamy o tym ze studentami dyskutując o jednej ze stron w podręczniku Beaty Błaszczyk dla informatyków szlifujących swój angielski.

Wymowa SQL to jedna z bardziej kontrowersyjnych rzeczy w środowisku informatycznym. Większość autorytetów językowych każe ten skrót literować [es kju: el], a jednocześnie – zwłaszcza w kontekstach serwerowych i związanych z firmą Microsoft – profesjonaliści nadal mówią sequel [ˈsiː.kwəl]. Warto może wiedzieć, że SQL powstał w latach siedemdziesiątych XX wieku jako SEQUEL (Structured English Query Language), a później – wskutek konfliktu z brytyjską firmą produkującą dla lotnictwa – nazwa została zmieniona. Czyli – formalnie – powinniśmy literować. Ale jeśli chcemy zabłysnąć w środowisku zawodowym jako miłośnicy firmy stojącej za systemem Windows, albo jeśli chcemy podkreślić kontekst serwerowy, a nie programistyczny, to mówimy sequel. Natomiast absolutnie nie należy wymawiać SQL jak school. To ewidentny błąd.

Oprócz listy błędów w wymowie, robionych przez informatyków, na stronie jest także lista mitów dotyczących wymowy oraz lista brzydkich wyrazów. Są też analogiczne listy dla matematyków i inżynierów w ogóle.

egze (o angielskim informatyków)

Do mojej listy wyrazów zakazanych dodałem właśnie nieprawidłową wymowę .exe.

egze
Pliki wykonywalne systemu Windows z rozszerzeniem .exe po polsku zwykliśmy nazywać „egzekami”, albo przynajmniej „eksekami”. Ale po angielsku to tak nie działa. Po angielsku rozszerzenie .exe literujemy [i:, eks, i:], ewentualnie mówimy cały wyraz executable.

Oprócz listy błędów w wymowie, robionych przez informatyków, na stronie jest także lista mitów dotyczących wymowy oraz lista brzydkich wyrazów. Są też analogiczne listy dla matematyków i inżynierów w ogóle.

Angielski sportowy

Studenci informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, Stefan Postrożny i Rafał Sarata, tchnęli drugą młodość w stworzoną kilka lat temu bardzo obszerną, polsko – angielską bazę słownictwa sportowego, nanosząc w niej szereg poprawek, ale – przede wszystkim – udostępniając ją na nowe platformy. Baza zainteresuje pewnie w mniejszym stopniu inżynierów i kandydatów na inżynierów z Wydziału Mechanicznego, a bardziej naszych sąsiadów z tego samego przystanku tramwajowego – studentów Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. Okolicę mamy zresztą bardzo sportową – z okna w pracy widzę codziennie halę widowiskowo – sportową Tauron Arena, miejsce wielu spektakularnych imprez minionych (i przyszłych) tygodni, miesięcy i lat.

Autorami pierwszej wersji bazy są Michał Składanowski i Karol Trybulec. Opracowali oni ilustrowaną bazę polsko – angielskiego słownictwa sportowego, podzieloną na kilkadziesiąt kategorii (przeważnie są to dyscypliny sportowe). By z niej korzystać, należy ściągnąć i zainstalować darmowy program Supermemo UX, a następnie otworzyć w nim stworzoną przez nich bazę (pobrane archiwum należy rozpakować do jednego folderu, a następnie otworzyć plik course.smpak w Supermemo UX).

Wśród haseł są pojęcia proste i oczywiste, a zdarzają się takie, że osoba niewtajemniczona może mieć kłopoty ze zrozumieniem, o co chodzi, jeśli nie uprawia danej dyscypliny ani jej nie kibicuje.

Dzięki Stefanowi i Rafałowi kurs Supermemo ze słownictwem sportowym został zaktualizowany, a w dodatku jest dostępny na różne platformy:

Sophomores

W dniu, w którym Jakub ubrał się w swój strój galowy z okazji naszych ostatnich zajęć, nie wypada mi nie napisać o studentach trzeciego semestru informatyki stosowanej pierwszego stopnia. Spotkamy się jeszcze wprawdzie na egzaminie i przy odbiorze certyfikatów językowych, ale już nigdy nie wyciągnę kolorowych karteczek z zapisanymi na nich słówkami, jakich się nauczyłem w ostatnim tygodniu czytając książki, prasę, czy oglądając seriale i filmy na Netflixie, by przekonać się, że oni je wszystkie znają i potrafią po angielsku wyjaśnić ich znaczenie, podać mnóstwo synonimów i bywa, że powiedzieć coś zabawnego albo pouczającego o ich pochodzeniu.

Przyjrzałem się niedawno egzaminowi, jaki niespełna dekadę temu pisali studenci pierwszego stopnia na zakończenie lektoratu. Wśród nich było takie zadanie rozumienia tekstu słuchanego, w którym należało do nazw pomieszczeń w rodzinnym pensjonacie dopasować kolory, na które John i Mary, właściciele pensjonatu, mają je zamiar pomalować. Rozmowa między Johnem i Mary wyglądała mniej więcej tak:

-John, może pomalujemy naszą kuchnię na żółto?
-Tak, żółty to mój ulubiony kolor. Żółta kuchnia będzie jasna i radosna. Pomalujmy kuchnię na żółto.
-A jadalnię? Czy jadalnię pomalujemy na żółto?
-Nie, jadalnia powinna być zielona. Co sądzisz o zielonej jadalni? Czy zielona jadalnia będzie podobać się gościom?
-Tak, w zielonej jadalni nasi goście będą ze smakiem spożywać śniadania, obiady i kolacje, patrząc na zielone ściany.

Nie będę cytował innych części egzaminu sprzed lat, nie będę też pokazywał wszystkich zadań z egzaminu z tego roku, ale z tych naszych kolorowych karteczek, które zbierałem przez miniony rok, i z których studenci pierwszego roku zbudują najprawdopodobniej pomnik swoim starszym kolegom, zrobiłem im takie oto zadanie na 20 punktów do części Use of English. Choć to inne części egzaminu, różnica w poziomie jest bardzo wyraźna.

Complete these sentences with appropriate words (one word only). The first letter has been provided.

  1. There are no s_______________ attached in a friends with b______________ relationship.
  2. Aunt I________________ has not visited Emma this week and she is beginning to think she might be pregnant.
  3. Can you do me a s_______________, please? I don’t think I can manage without your help.
  4. Peter wanted to surprise his parents at the table by telling them about a good mark at school, but his brother totally stole his t________________ with the news of his engagement.
  5. After his wife’s death he really fell of the w_________________ and started drinking heavily.
  6. You have been cruising for b__________________ and I think you’d better stay out of trouble.
  7. I think the offer is no longer on the t_______________, the ship has very much s_______________.
  8. The boss decided to cut John some s_______________ at work, because he knew his child was seriously ill.
  9. She has her s_____________ legs, stage fright is no problem for her.
  10. No need to discuss those old time quarrels, it’s water under the b_______________ now.
  11. The agreement needs to be signed, can you give me your John H______________ here at the bottom of the page?
  12. He couldn’t understand the joke for a long time, but now the penny has finally d________________ for him.
  13. He left her in the l_______________ by abandoning her and not helping when she needed it most.
  14. I only got away by the skin of my t_______________, they almost caught me.
  15. There is not even an i_______________ of doubt in my predictions. I’m pretty sure of them.
  16. If you want to phone someone but you are out of balance, you can always make a c_______________ call.
  17. I’ve been really on the f______________ about it, I cannot make up my mind.
  18. It’s not a permanent fix, it’s just a k_______________ solution.

Jutro jeszcze zajęcia w trzech pozostałych grupach trzeciego semestru. Bardzo dużo Wam zawdzięczam. Nauczyłem się dzięki Wam chyba więcej angielskiego, niż przez całe studia filologiczne, w dodatku na nowo zaczęło mi to sprawiać niesamowitą radość. Nieco pocieszające, że Michał przyznał dzisiaj, że podczas nagrywania haseł do naszej bazy i kursu słownictwa z podręcznika Technical English 4 też się trochę nauczył.

Ostatnie zajęcia, a potem nie wiem sam. Rozpacz i tęsknota. Na szczęście te nasze kolorowe karteczki zaczęły odrobinę inspirować ziomków z pierwszego roku i zaczęli przynosić swoje odkrycia. Póki co, są takie trochę na siłę, nie zawsze życiowe, nie zawsze do końca trafne, ale jest jakaś nadzieja, że spróbują mi zapełnić chociaż odrobinę tej pustki, jaka mi po Was pozostanie.

Wyginamy

W czwartek wieczorem przyjmowałem studentów na konsultacjach do 21:45. Siedząc tak długo przed naszym pokojem lektorskim, któryś z nich w końcu zauważył, że na tablicy z ogłoszeniami przy drzwiach wiszą nie tylko wierszyki Kasi ćwiczące poprawną wymowę, ale także zabawny mem o dinozaurach, powieszony przez jedną z koleżanek.

No tak się właśnie czułem cały semestr, siedząc na dyżurach, na które nikt nie przychodzi. Teraz zbliża się sesja i to studenci sobie siedzą i wyginają, czekając w długiej kolejce…

Pamiętajcie tylko, że lepiej nie czekać na darmo, tak samo jak nie warto sobie niepotrzebnie zaprzątać głowy wyimaginowanymi problemami.

Labtop

Byłem na czwartym roku anglistyki, w malowniczym zameczku w Waterloo pod Brukselą z grupą studentów z mojej uczelni, a także z miłą paczką Rosjan i Arabów, studiowaliśmy sobie w ramach wymiany na brukselskiej uczelni kształcącej tłumaczy. To była wymiana w ramach Sokratesa, takiego ówczesnego Erasmusa.

Od abstynentów Arabów uczyliśmy się pić whisky, po którym nie mieliśmy kaca, a z Dymitrim, studentem z Moskwy, zamknąłem się kiedyś w pokoju i udawaliśmy, że mnie jednemu udało się go poderwać, chociaż marzyły o nim wszystkie nasze koleżanki. Ola była tak rozgoryczona, że waliła w drzwi pokoju, w którym mieszkałem z Januszem, nie dowierzając w to, co faktycznie w ogóle nie miało miejsca. Sporą część moich studiów w Brukseli stanowiły pobyty w Amsterdamie u mojego przyjaciela Wojtka, który był potem świadkiem na moim ślubie, podobnie jak Janusz spędził sporo czasu u brata w Stuttgarcie. Wraz ze studentami z innych krajów zepsuliśmy belgijską mikrofalówkę, bo podgrzewaliśmy w niej konserwy w puszkach. Na końcu korytarza mieszkała Amerykanka, od której pożyczyłem kasę na autobus do Polski na święta. Gdy chciało się porozmawiać z rodzicami lub ze znajomymi w Polsce, trzeba się było ustawić w długiej kolejce do stacjonarnego telefonu przy klatce schodowej.

Któregoś dnia Julia, germanistka, zadała nam trudne pytanie, jak to się mianowicie pisze po angielsku „komputer przenośny”. Czy „laptop”, że niby na kolanach się go trzyma, czy „labtop”, że taki laboratoryjny. Po dłuższej dyskusji doszliśmy wszyscy wspólnie do wniosku, że – choć początkowo mieliśmy wątpliwości – jesteśmy pewni, że „labtop”. Z pewnymi siebie minami powiedzieliśmy Julii, że na pewno „labtop”. Tak, na pewno. Wydawało nam się, że podjęliśmy bardzo mądrą decyzję, a Julia była pewna, że mamy rację. W końcu dziś niektórzy z nas mają doktorat, niektórzy są habilitowani, dla Julii już wówczas byliśmy autorytetami i darzyła nas zaufaniem. Nie było internetu, a do najbliższego sklepu szło się przez park ze dwa kilometry.

W radio bez przerwy leciał Coolio i „Gangsta’s Paradise”, ale to były dla mnie najlepsze lata mojego życia i nigdy ich nie zapomnę. A ta piosenka pozostanie dla mnie jednym z największych przebójów na mojej prywatnej liście, obok Toski Pucciniego i Requiem Mozarta.

Dzisiaj uczę angielskiego studentów informatyki stosowanej, a moi byli studenci mieszkają w Amsterdamie, Bristolu, Dublinie, Edynburgu, Glasgow, Londynie, Los Angeles, Nowym Jorku, San Francisco i Sidney. No comment.


Przyszłość kolei

Kolej darzę wielką sympatią i mam wiele wspomnień związanych z koleją, które sprawiają, że jest mi naprawdę ciepło i miło nawet w chłodne jesienne dni. A jednak dołożyłem ostatnio stacji Częstochowa Stradom (chociaż doceniam to, jak bardzo się zmieniła od czasów mojej młodości i fakt, że właściwie przejęła rolę dworca głównego w Częstochowie od położonej w centrum miasta między Aleją Wolności a ul. Piłsudskiego stacji Częstochowa Osobowa).

Natomiast sporo zostało polskiej kolei do nadrobienia, jeśli chodzi o znajomość języka angielskiego i w ogóle języków obcych.

Gdy zobaczyłem te podpisy pod guzikami i po kilkunastu minutach rozkminy zrozumiałem, o co przypuszczalnie chodzi, zacząłem się rozglądać wokół z nadzieją, że to taki odosobniony przypadek językowego nieudacznictwa:

IMG_20180929_133814

Niestety, nie trzeba było się wiele rozglądać, by zrozumieć, że to nie była odosobniona wpadka, nawet jeśli tym razem komuś „poślizgnął” się tylko czasem palec.

IMG_20180929_134315

Potem z mieszanymi uczuciami oglądam instrukcję obsługi hamulca ręcznego.

IMG_20180929_134325

Następnie patrzę na kolejną naklejkę z kolejnym komunikatem i z ulgą uspokajam się na moment. Na moment, bo w końcu dochodzę do tego fragmentu po niemiecku, w którym ktoś uznał, że „Teile” to dokładnie to samo, co „Telle”.

IMG_20180929_134334

A potem tak sobie myślę, no cholera, po co w ogóle pisać w obcych językach, jeśli się w obce języki nie potrafi? Przecież to Polskie Koleje Państwowe. Piszcie po polsku, jak ktoś polskiego nie zna, to niech się nauczy.  Prędzej się nauczy polskiego, niż jakiegoś wymyślonego języka przypominającego angielski, rosyjski, francuski czy niemiecki. A w każdym razie pożytek będzie większy.

Odkrywczy rusycyzm

Człowiek uczy się całe życie. Zwrócono mi dziś uwagę, w dodatku całkiem – jak się okazuje – słusznie, że – pisząc „z dużej litery” – posługuję się rusycyzmem. Lekcję przyjmuję z pokorą, ale mam też pewną refleksję. Powinno się pisać (i mówić) „dużą literą” albo „od dużej litery”.
Podczas oceniania wypowiedzi pisemnych niejednokrotnie konsultujemy się, by upewnić się w słuszności swojego rozumowania, a to ze słownikiem, a to z koleżanką czy kolegą, a to z native speakerem, a niejednokrotnie – zachowując całą uzasadnioną rezerwę do wyników wyszukiwania – z Google.
Jako rodzimy użytkownik języka polskiego, może nie polonista, ale jednak świadomy użytkownik tego języka, w życiu bym nie potwierdził, że forma „od dużej litery” jest poprawna. Każdemu uczącemu się języka polskiego powiedziałbym, że to błąd i że nigdy takiej formy nie słyszałem (pierwsze stwierdzenie byłoby niestety niesłuszne i nieprawdziwe). Wpisana w cudzysłowie fraza „z dużej litery” okazuje się w wynikach wyszukiwania Google występować trzykrotnie częściej niż „dużą literą” i dwudziestokrotnie częściej, niż „od dużej litery”, czyli nawet jeśli zsumujemy występowanie obu form poprawnych, to nadal częściej występującym sformułowaniem jest rusycyzm „z dużej litery”. To pokazuje, jak niezwykle żywym tworem jest język i jak ciężko jest czasem podjąć decyzję, czy użyta przez maturzystę czy studenta forma jest poprawna czy błędna, zwłaszcza w języku mówionym.
Bywa, że uparcie poprawiamy kogoś, choć potem okazuje się, że wcale nie mieliśmy racji. Ja tak na przykład latami poprawiałem studentów wymawiających router po amerykańsku, zupełnie nieświadom istnienia tej wymowy. Albo na przykład jedna z moich koleżanek tępi mówienie „I’m good” zamiast „I’m well”, chociaż ze świecą szukać w serialach na Netflixie kogoś, kto mówi inaczej niż „I’m good”.
Jeśli by się nam wydawało, że w rozstrzygnięciu poprawności jakiejś wypowiedzi większy autorytet od rodzimych użytkowników języka i od praktyki językowej będą mieli specjaliści, profesjonaliści, to po przeczytaniu tego komentarza na forum Słownika Języka Polskiego ja osobiście w to zwątpiłem. A w każdym razie zrozumiałem, że niekiedy nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy coś jest błędem, czy też jest do zaakceptowania.
Wniosek, jaki z tego wyciągam, jest natomiast bardzo jednoznaczny. Oceniając wypowiedź pisemną na egzaminie, trzeba mieć wielką pokorę do swojej znajomości języka. I trzeba się mocno zastanowić, zanim się oznaczy nieznane nam wyrażenie czy strukturę jako błąd.
Co do przedmiotowego „z dużej litery”, WikiSłownik jest bardzo kategoryczny i jednoznacznie stwierdza, że taka forma jest niepoprawna. Są źródła, które przyznają, że jest to forma na tyle mocno upowszechniona, że w mowie nie powinna nas razić. Doktor Mirosław Bańko w powyżej już linkowanej wypowiedzi rozkłada moim zdaniem ręce. Osobiście zgadzam się chyba z Łukaszem Mackiewiczem, który wytropił użyty przeze mnie rusycyzm w książce Wydawnictwa Znak osiem lat temu:

…ów rusycyzm […] zagościł na stałe w polszczyźnie i myślę, że ów chochlik w publikacji Znaku może nie tyle jest redaktorską wpadką, ile pobłażliwym machnięciem ręki na kolejny rusycyzm, którego po tylu latach chyba nie sposób już wyplenić z polszczyzny…

Supermemo dla graczy

Błażej Długopolski i Dominik Dyba, studenci II roku informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, rozbudowali – merytorycznie i funkcjonalnie – bazę słownictwa dla miłośników gier (nie tylko komputerowych), którą dwa lata temu przygotował Henryk Książek z obecnego IV roku. Słownictwo w bazie zostało podzielone na kategorie według typów gier (karcianki, MOBA, RPG, MMORPG itd.).
Jako dożywotni noob w tej dziedzinie nie jestem w stanie ogarnąć większości zgromadzonych terminów, a definicje mają mocno niszowy, slangowy charakter, jestem jednak pewien, że nie każdy jest tak ograniczony w kwestii gier, jak ja, a baza i kurs na pewno komuś się przydadzą.

Angielsko – angielska baza słownictwa dla graczy jest obecnie dostępna w formie:

Nie dla pacyfistów

Student II roku informatyki stosowanej na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej, Wojciech Klanowski, nie tylko zaktualizował bazę Supermemo UX poświęconą broni, ale także udostępnił ją na inne platformy.
English Military Vocabulary to baza polsko – angielska, w której zgromadzono ponad trzysta słów związanych z bronią i militariami, od krzemiennego grota strzały po silnik turboodrzutowy. Dotychczas nad kursem pracowali Karol Wieczorek, Michał Adamek i Dawid Zoń.

Kurs słownictwa z zakresu wojskowości jest obecnie dostępny jako:

Następna strona »