Kategoria: Polityka

Pomniki w koszulkach


Tadeusz Kościuszko żył w czasach, gdy nikt nie słyszał o przeszczepach szpiku kości w celu ratowania ludzi przed białaczką. Mimo to, jak sądzę, nie obraziłby się, gdyby się dowiedział, że studenci Politechniki Krakowskiej często zakładają jego popiersiu na środku kampusu głównego koszulkę promującą wśród braci studenckiej ideę rejestrowania się jako dawcy szpiku. W końcu Tadek był osobą bardzo postępową, tak postępową, że nie tylko popierał zniesienie pańszczyzny, ale jego antyklerykalizm był tak silny i ostentacyjny, że do dziś wydaje się radykalny.
Organy państwa polskiego prowadzą obecnie postępowanie w sprawie kilkudziesięciu już przypadków ubrania pomników, głównie Lecha Kaczyńskiego, w koszulki z napisem „Konstytucja”. Lech Kaczyński, który nie był nigdy moim ideałem głowy państwa, konstytucję jednak znał i szanował. Nie rozumiem za bardzo, czemu miałby się obrazić za ubranie go w koszulkę z napisem „Konstytucja”, lecz w toczących się postępowaniach ktoś kierujący się pokrętną i przedziwną logiką twierdzi, że pomniki zostały znieważone (artykuł 261 kodeksu karnego).
Koszulki wzywające do przestrzegania konstytucji zawisły w ostatnich dniach także na Smoku Wawelskim oraz na warszawskiej Syrence. Bardzo jestem ciekaw, czy Smok i Syrenka zdaniem organów państwa zostały znieważone w równym stopniu, co Lech Kaczyński, czy w mniejszym, czy może w jeszcze większym? Bardzo jestem ciekaw argumentacji. Wyrosło nam państwo naprawdę teoretyczne, naprawdę groteskowe, zajmujące się rzeczami jeszcze bardziej „bulwersującymi” niż ściganie wrocławskich krasnoludków u schyłku Polski Ludowej. Polska Ludowa Plus.

Arytmetyka publiczna

Dobrze się stało, że Senat odrzucił wczoraj absurdalną prezydencką inicjatywę referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji. Prezydent nie ma moralnego prawa inicjować dyskusji o konstytucji, a dyletancka formuła propozycji i treści pytań nie przełożyłaby się na nic pożytecznego. Ale ekwilibrystyka słowna, jaką od wczoraj uprawiają media publiczne, marszałek Senatu i niektórzy inni politycy władzy, przekonując nas, że odrzucenie wniosku prezydenta to wina Platformy Obywatelskiej, to propaganda jeszcze bardziej absurdalna.
W głosowaniu, w którym brało wczoraj udział 62 senatorów partii rządzącej, wniosek prezydenta padł rzekomo z winy opozycji, która nie umiała się wznieść ponad cechującą jej działania nienawiść. Czerpiący wiedzę o świecie z telewizora prosty obywatel dowiedział się wczoraj, że to wszystko wina Platformy, bo senatorowie PiS zagłosowali za lub wstrzymali się od głosu. Platforma Obywatelska nie pozwoliła Polakom wypowiedzieć się w ważnych dla nich sprawach, odebrała im głos, z członu „Obywatelska” w nazwie tej partii nic już nie zostało.
Policzmy. Gdyby nawet wszyscy senatorowie nie tylko Platformy, ale także senatorowie niezależni, poparli wczoraj wniosek Andrzeja Dudy, a nie zagłosowali przeciw, mielibyśmy 40 głosów za (10 głosów senatorów PiS i 30 głosów opozycji). To wciąż byłoby za mało, gdyż większość bezwzględna wynosiła 47. 52 senatorów PiS wstrzymało się od głosu.
Ja nie wiem, co mam myśleć o kraju, w którym marszałek izby refleksji podczas konferencji prasowej nie reprezentuje swojego urzędu, tylko występuje w roli rzecznika partyjnego. Ale jeszcze bardziej nie wiem, co mam myśleć o kraju, w którym spora część obywateli myśli, że 52 + 10 < 30. A nie mam już złudzeń, że spora część naprawdę takie ma pojęcie o arytmetyce.

Cholerny Owsiak

Ten wpis ukazał się 1 sierpnia 2006 roku. Od tamtej pory – niestety – zupełnie się nie zestarzał.

Jurek Owsiak jest wariatem nieszkodliwym, a nawet i pożytecznym. W styczniu tego roku na ratowanie życia dzieci poszkodowanych w wypadkach i naukę pierwszej pomocy jego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała prawie dziesięć milionów dolarów. Jurek i jego żona Lidia nie mają pewnie wiele życia poza tą wielką ideą, którą rozkręcili. A Jurek budzi dobro i empatię w młodych ludziach od tak dawna, że w międzyczasie zdążyła powstać i przeminąć III Rzeczpospolita.
Jurek Owsiak, podobnie jak ja zresztą, wstydzi się Polski takiej, jaka nas obecnie otacza. Ale kiedy na Przystanku Woodstock pod wpływem otaczającego go entuzjazmu zmienił zdanie i krzyknął do młodych ludzi „Jestem z was cholernie dumny”, mój ojciec zapewne prychnął z pogardą. I pewnie nie dlatego, a przynajmniej nie tylko dlatego, że nie umie sobie wyobrazić dumy z dziwnie ubranych i uczesanych nastolatków podrygujących w rytm muzyki, której nie rozumie. Powodem pogardy dla Owsiaka bardzo często jest to, jakich używa słów.
Niestety w dobie dość ograniczonych umiejętności w zakresie czytania ze zrozumieniem nie każdy się zastanawia nad tym, jakie treści mu są przekazywane, natomiast dość łatwo jest wychwycić pojedyncze słowa czy slogany i na ich podstawie oceniać wypowiedź, nawet jeśli ocena ta niewiele ma wspólnego z faktyczną treścią wypowiedzi. I tak często jest z wypowiedziami Jurka Owsiaka.
Gdy Jurek mówi „Róbta co chceta” do tego jego powiedzenia dopisywana jest jakaś satanistyczna wizja ludzi, którzy zwabieni tego rodzaju hasłem zaczynają masowo kopulować z kim popadnie, zażywać narkotyki i popijać alkohol. Jakby zło było esencją tego, co chce robić człowiek. Jakby człowiek tylko dlatego robił dobro, że nie wolno mu czynić zła. A gdyby mógł robić, co chce, to zaraz zacząłby kraść, mordować i oddawać się czynom lubieżnym. Bardzo smutna wizja świata i bardzo dziwny zbieg okoliczności, że taką wizję mają przeważnie ludzie wierzący w bardzo miłosiernego i optymistycznego Boga.
Gdy Jurek obwieścił, że jest cholernie dumny z uczestników Przystanku Woodstock, u wielu słuchaczy doszło do kolejnego przekłamania treści tej wypowiedzi, ponieważ wyraz „cholernie” spowodował jakieś zwarcie w ich korze mózgowej i zablokował dostęp do treści tego okrzyku dumy. A treść była przecież taka, że w tym kraju, w którym jest tyle powodów do wstydu, który Owsiaka wkurwia do tego stopnia, że przyznał to otwarcie i tymi dokładnie słowami, jest jednak coś, co napawa go dumą, radością, nadaje sens jego życiu i działaniom.
Język ma to do siebie, że oddaje emocje na rozmaity sposób. Czasem jest to użycie środków stylistycznych, czasem intonacja, a czasem nie da się czegoś oddać nie używając wulgaryzmów. Co ciekawe, wyraz wulgarny potrafi czasem wyrażać emocje skrajnie pozytywne. W moim systemie oceniania istnieją pewne mechanizmy dające dużą autonomię uczniom, którzy są aktywni i wykazują się osiągnięciami na tle klasy. Uczeń, który wielokrotnie wykaże się czymś wysoce ponad przeciętną, dostaje na kilka miesięcy premię w postaci pełnej swobody w decydowaniu o tym czego, kiedy i jak się uczy. Kiedyś gdy sprawdzałem jakąś pracę domową i chłopaki między sobą rozmawiali o tym, czemu Wojtek jej nie zrobił, jeden z uczniów wyjaśnił drugiemu, że Wojtek nie musi, bo jest … przechujem. I tak oto wyraz bardzo wulgarny został przez Tomka użyty w bardzo swoistym – pozytywnym – kontekście. Może tylko w takim wulgarnym wyrazie dało się zamknąć cały podziw, szacunek i zazdrość, jakie w tej sytuacji kłębiły się w Tomku?
Dlatego trochę mi szkoda Owsiaka. We wrogiej mu politycznie atmosferze pada ofiarą ludzi, którzy łapią go za słówka, ale tak naprawdę nie słyszą co mówi.

Mury

VIII kadencja Sejmu RP przejdzie do historii. To, że było się posłem tej kadencji, będzie wyjątkowym powodem do hańby albo do chwały. Nie mam wątpliwości, bez względu na to, dokąd nas zaprowadzi ta kadencja, że Kamila Gasiuk-Pihowicz będzie miała w historii zapisane miejsce po zupełnie innej stronie niż, dajmy na to, Dominik Tarczyński. Ale jakie będzie miejsce Pawła Kukiza, dość trudno dzisiaj wyrokować.
Kiedyś Kukiza wzruszała pieśń patriotyczna Jacka Kaczmarskiego. Wczoraj – tak przynajmniej to zrozumiałem – Paweł Kukiz uznał, że nie może przeszkadzać w noszeniu cegieł na budowę muru. Patrząc na głosowania posłów jego ugrupowania w różnych sprawach w tym i w ubiegłym roku, trudno się oprzeć wrażeniu, że stoją czasami przy betoniarce ramię w ramię z jedynie słuszną partią władzy.

Podstawa programowa

Z okazji Dnia Dziecka warto się zapoznać z nową podstawą programową, która ponoć była przedmiotem szerokich konsultacji społecznych, została gruntownie przygotowana, a pani minister zapewnia, że nauczyciele szkół wszelkiego stopnia przyjmują ją po prostu entuzjastycznie.
Znalazłem. Pobrałem. Otworzyłem dokument w formacie .pdf.
A oto pierwsze zdanie, na które padł mój wzrok po wyświetleniu się dokumentu na ekranie:

No naprawdę szacun… Tak nowatorska podstawa programowa na pewno trafi na karty historii. Zwłaszcza historii polskiej gramatyki. Brawo!

Dobra zmiana w transporcie

To się może dzisiaj nie mieścić w głowie, ale w pierwszej kadencji rządów PO i PSL wicepremier polskiego rządu, Waldemar Pawlak, dojeżdżał do pracy pociągiem, do którego codziennie rano wsiadał o 7:20 w Żyrardowie. Pociąg był zatłoczony, więc premier Pawlak przeważnie jechał nim na stojąco, w dodatku pozwalając sobie na kontakt ze społeczeństwem.

W pierwszym roku obecnej kadencji trafił się jeszcze jeden wariat w postaci papieża Franciszka. Pojechał on spod kurii metropolitalnej w Krakowie na Błonia tramwajem, którym zdarza się wielu z nas jeździć do dzisiaj, a można go poznać po nietypowych dla krakowskich tramwajów, biało – żółtych barwach.

Na szczęście przyszła w transporcie ważnych osób dobra zmiana i konwoje pancernych beemek wożą polityków polskiej partii rządzącej nawet na weekend do domu, w góry na narty albo na prywatne spotkania towarzyskie, przez co bezpieczeństwo przeciętnego Polaka znacznie wzrosło, a państwo stało się tańsze, lepsze i bardziej przyjazne obywatelowi.

Bardzo serdecznie współczuję chłopakowi z Oświęcimia, który w piątek wjechał w kolumnę premier Szydło. Stał się ofiarą bezmyślnej nagonki, a jednocześnie kołem zamachowym idiotycznej propagandy. I – nie znając jego personaliów – szczerze się martwiłem, gdy studenci z Oświęcimia i okolic, którzy zwykle przysyłają w weekend snapy z klubów na Śląsku i w Małopolsce albo z domówek, w ten weekend jakoś tak jednomyślnie milczeli.
Z tego, co widzę w internetach, nie tylko ja współczuję Sebastianowi. Internauci zebrali się już z nawiązką na nowe Seicento dla niego.

Wsparcie po chorwacku

Krzysztof Halama twierdzi, że w dobie mediów społecznościowych blogów już nikt nie czyta, więc może niniejszy wpis przejdzie niezauważony i żadne trolle nie dadzą mi się we znaki, ale mimo wszystko, wobec całkowitej nieudolności konstytucyjnych organów polskiego państwa, postanowiłem spełnić swój patriotyczny obowiązek i jako zwykły, szary obywatel, poprzeć Donalda Tuska w staraniach o drugą kadencję na stanowisku Przewodniczącego Rady Europejskiej.
Z Tuskiem można się zgadzać albo nie, można mieć do niego pretensje o ciepłą wodę w kranie, podczas gdy chciało się wziąć czy to zimny prysznic, czy zagrzać się mocno pod strumieniem wody o temperaturze nieco wyższej niż ta, na którą pozwalała bateria termostatyczna. Ja osobiście mam mu za złe uruchomienie demontażu systemu emerytalnego. Ale nie da się zaprzeczyć, że to jeden z wybitniejszych polskich polityków współczesnych, że ma dystans do siebie i do swoich przeciwników, a jego wystąpienie w parlamencie chorwackim kilka tygodni temu wzbudziło moje wielkie uznanie jako filologa. Może to był zabieg marketingowy, może kurtuazja, ale umówmy się – trzeba było włożyć pewien wysiłek w to, by wygłosić przemówienie po chorwacku i zebrać tak gromkie brawa od chorwackich parlamentarzystów.
Jak dla mnie, już sam fakt, że Donald Tusk przyzwoicie mówi po angielsku, oraz że da się zauważyć wyraźną staranność i świadomość w kwestiach fonetyki i intonacji, gdy słucha się go mówiącego po hiszpańsku, chorwacku czy w innych językach, daje Donaldowi Tuskowi wyraźną przewagę nad osobowościami polskiej polityki, które nie znają żadnego języka poza językiem polskim, w dodatku kaleczonym niedbałą wymową, rusycyzmami i sprawiającymi wrażenie błyskotliwości dziwacznymi neologizmami.
Nie mnie oceniać predyspozycje Tuska do stanowiska szefa Rady Europejskiej, ale za szlifowanie języków należy mu się wielki szacunek. Brawo!

Prošlo ljeto proveo sam u Opatiji. Zajedno s cijelom svojom obitelji posjetio sam okolicu Rijeke,  Rovinj i otoke Rab i Krk, i s radošću sam shvatio da se fascinacija Hrvatskom, njezinim krajolicima, kulturom i poviješću u mojoj obitelji prenosi s koljena na koljeno. Mojeg najmlađeg unuka čak ne zovemo njegovim poljskim imenom Michał, nego divna beba!
Šetajući Opatijom sa zadovoljstvom sam otkrivao brojne poljske tragove. Među onima koji su tamo dolazili bili su poljski dobitnik Nobelove nagrade Henryk Sienkiewicz i otac poljske neovisnosti – Józef Piłsudski. Iskreno me dirnula vaša predanost očuvanju tih tragova. Nitko hrvatsku povijest ne može razumjeti bolje od Poljaka, kao što Poljsku nitko ne može razumjeti bolje od Hrvata. Nije slučajno da vaša domoljubna pjesma iz pera Ljudevita Gaja počinje istim riječima kao i poljska himna:
Još Hrvatska ni propala dok mi živimo,
visoko se bude stala kad ju zbudimo….

Znam koliko vam znači vaša neovisnost. Za nju ste platili visoku cijenu. Prije dvadeset i pet godina Europa i Ujedinjeni narodi priznali su vašu neovisnost, vjerujući da će Hrvatska postati dijelom političke zajednice za koju su sloboda, mir, poštovanje prema drugima te pridržavanje međunarodnih propisa i odluka istinski prioriteti.
I niste nas iznevjerili. Dobro ste iskoristili tih dvadeset i pet godina. Noseći teret teških iskustava i vidajući rane nakon okrutnoga rata uspjeli ste svoj narod zaštititi od mržnje i započeli ste veliku zadaću izgradnje moderne europske države. Europa visoko cijeni vašu političku zrelost, strpljenje i dosljednost. Zahvaljujući vašim naporima raste ugled cijele regije, a pomirenje zavađenih naroda, iako je vrlo teško, postaje stvarnost. Vi ste znak nade u promjenu teške sudbine koja je ovaj dio Europe stoljećima stavljala na tako velike kušnje.
Znam koliko je taj proces težak i koliku žrtvu i stratešku viziju zahtijeva. Duboko vjerujem da ćete u tome uspjeti, ujedinjeni unutar svoje zemlje i ujedinjeni s cijelom Europom. Okus neovisnosti i demokracije nije uvijek sladak – o tome ponešto i sâm znam. Sukobi i razlike sastavan su dio logike povijesti i našeg svakodnevnog života. Upravo je zato tako važno stalno tražiti ono što nas spaja, uvijek iznova, neumorno. I među vama često ima neslaganja, pa tako i u ovoj zgradi, o vašoj budućnosti; to je normalno. Presudno je, međutim, da nastavite s tom važnom zadaćom radi mira i stabilnosti u regiji i cijeloj Europi. Imate svako pravo biti ponosni na ovih dvadeset i pet godina, a taj ponos povezuje sve Hrvate. I Europa je ponosna na vas i vaša postignuća.
Zato bih ovdje, pred vama, najiskrenije, kao vaš prijatelj, kao Poljak, Europljanin i predsjednik Europskog vijeća htio podsjetiti na riječi vaše himne:
Lijepa naša domovino,
Oj junačka zemljo mila,
Stare slave djedovino,
da bi vazda sretna bila!

Źródło tekstu

Kremówki w Starym Sączu

Nie mogę się nadal otrząsnąć po wystąpieniu Prezydenta Rzeczypospolitej w Starym Sączu. Nie wysłuchałem go w całości, bo w ogóle nie planowałem słuchać, po prostu znalazłem się przypadkowo w sytuacji, w której nie dało się uniknąć mniej lub bardziej świadomego przyswajania sobie mądrości, jakimi Głowa Państwa raczyła się podzielić z narodem, suwerenem, odbiorcą TVP Info czy jak chciał, tak zwał.
Usłyszałem, że Pan Prezydent jako dziecko jeździł na wakacje do Starego Sącza, na trzy lub na dwa miesiące. Jak już chodził do szkoły, to na dwa miesiące. Że chodził z dziadkiem po szóstej rano do kościoła. Że służył do mszy, zupełnie jak jego stryjowie (obaj, chociaż o drugim przypomniał sobie Prezydent po chwili). Przezabawne, ale za rogiem był sklep. Po mszy dziadek wchodził na zakupy i kupował pieczywo, masło i ser biały. Ludzie szli przez Rynek masowo w kierunku stacji kolejowej, ze wszystkich stron się zlewali w jeden pochód maszerujący na pociąg do pracy do Nowego Sącza. Pan Prezydent nie pamięta, czy mieli do pracy na siódmą, czy na siódmą piętnaście, ale jeździli codziennie do pracy w nowosądeckich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego. Przy ulicy Jagiellońskiej, której nazwę ktoś Panu Prezydentowi szczęśliwie podpowiada, ktoś tam mieszkał. Chodziło się na lody. Jakaś tam pani, przywołana z imienia i nazwiska, była „ciocio-babcią” Pana Prezydenta. Była przemiła.
Słuchałem tego z niedowierzaniem. Wyciągnąłem dwa wnioski. Po pierwsze, cóż taki człowiek mógłby powiedzieć o przestrzeganiu prawa i Konstytucji, o bieżących problemach narodu i państwa? Z jaką mógłby wyjść inicjatywą, by pogodzić zwaśnione plemiona naszej ojczyzny? Jak miałby odpowiadać przed Trybunałem Stanu za zarzuty, które zdają się być formułowane wobec niego w zupełnie innym języku niż ten, który jest mu znany i bliski? Po drugie, muszę pamiętać o tym niechlubnym wystąpieniu i przypominać sobie o nim za każdym razem, gdy przyjdzie mi do głowy zrobić dygresję podczas zajęć ze studentami. Jestem wykładowcą, nie prezydentem. A już na pewno nie papieżem, żeby mieć prawo opowiadać o kremówkach i być przy tym nadal ciekawym, sympatycznym i rzeczowym. Będę się odtąd bardzo starał.

Przeciw bezczeszczeniu zwłok

238 osób, Bliskich Ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010, wystosowało list otwarty następującej treści:

Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli z prośbą o pomoc.
10 kwietnia 2010 roku straciliśmy naszych bliskich – dzieci, rodziców, rodzeństwo, współmałżonków. Wtedy przez wiele dni i tygodni odczuwaliśmy niewyobrażalne wsparcie nie tylko ze strony rodzin, ale i wielu osób, przejętych naszą żałobą i spieszących nam z bezpośrednią pomocą, a także symbolicznym współczuciem. Naszych Ukochanych odprowadzały na miejsce ostatniego spoczynku rodziny i przyjaciele, ale także tysiące nieznajomych – swoją obecnością oddawali hołd tym, którzy zginęli, a dla nas byli ulgą w żałobie.
Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi Bliscy mają być wyciągnięci z grobów, wbrew uświęconemu tabu, aby nie zakłócać spokoju zmarłym pochowanym z najwyższą czcią. My, rodziny, od miesięcy bezskutecznie wyrażamy swój sprzeciw wobec zapowiedzi tego niezrozumiałego i niczym nieuzasadnionego przedsięwzięcia. Dzisiaj staje się ono faktem.
Apelujemy do hierarchów Kościołów, których kapłani odprowadzali naszych Ukochanych na cmentarze: brońcie Ich grobów przed zbezczeszczeniem!
Apelujemy do ludzi władzy: nie pozwólcie, aby dokonał się ten akt, któremu sprzeciwiają się nasze serca!
Apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli z prośbą o pomoc!

Zastanawiam się, jakie znamy w historii przykłady władzy, która na wielką skalę bezcześciła groby zmarłych w celach politycznych. Ciężko mi sobie przypomnieć przykłady z ostatnich dwóch tysięcy lat.
Przypominam Przemkowi, Dominikowi, TomkowiAlbertowi, Pawłowi i innym chłopakom, że mam być skremowany. Dziękuję, bardzo Wam dziękuję, za uszanowanie mojej woli.

Piękna inicjatywa

Ktoś kupił domenę internetową, ktoś zapłacił za hosting, ktoś zrobił prostą stronę internetową. Szacun za to. Na stronie 5zdan.pl można dzięki temu komuś zaapelować do Pana Prezydenta i Pani Premier o poszanowanie prawa, można – choć to w sumie spóźniony apel – poprosić Senatorów o odrobinę refleksji, a można także – to gest bardzo piękny – wyrazić solidarność z jednym z największych bohaterów współczesnej Polski, profesorem Andrzejem Rzeplińskim, Prezesem Trybunału Konstytucyjnego, atakowanym przez arogancką władzę dążącą do destrukcji instytucji sądu konstytucyjnego i wielu innych instytucji Państwa. Profesor Rzepliński to człowiek, któremu nasze dzieci i wnuki będą stawiać pomniki. Człowiek, którego nazwisko będzie w podręcznikach historii wyróżniane na równi z Rejtanem.
Grupie Przyjaciół, Marii Ejchart-Dubois, Paulinie Kieszkowskiej-Knapik, Mikołajowi Pietrzakowi i Filipowi Wejmanowi, za ich inicjatywę serdecznie dziękuję. Zapraszam także do odwiedzania strony i podpisywania wszystkich listów i apeli. Nie trzeba dużo czasu na to, by przeczytać, pod czym się podpisujemy. Oto list do Profesora Rzeplińskiego:

Panie Profesorze!
Dziękujemy Panu i Trybunałowi za niezłomność w obronie Państwa Prawa.
To jest szczególnie potrzebne, gdy politycy próbują zabrać Polakom Konstytucję.
Sprzeciwiamy się bezprawnym próbom zastraszenia Pana.
‎Ale za twarda Rzepa do zgryzienia.
‎Jesteśmy z Panem i z Trybunalem!!!

Następna strona »