Kategoria: Kraków

Żarełko

Co semestr, najlepsza, najmądrzejsza, najbardziej zaangażowana grupa studentów, jaką mam, awansuje do pozycji, w której podlegają procesowi stałego dokarmiania na wszystkich zajęciach lektoratowych z języka angielskiego.

Chciałbym z przyjemnością poinformować, że na semestr letni 2019/2020, grupą taką zostaje grupa C2 z I roku informatyki stosowanej (grupy dziekańskie 11K1/11K2/11K3). Wygraliście w ostrej konkurencji z I rokiem pojazdów samochodowych (11S1/11S2/11S3) i nie bądźcie pewni, że Wasze owoce, warzywa, białka i węglowodany nie pójdą za pół roku do nich. Bo szala przechyliła się naprawdę w ostatniej chwili i niewielkim w sumie wahnięciem…

O wektorach

Po wielogodzinnej uczcie intelektualnej, w której ze zdumieniem słuchałem między innymi tego, jak młodsi ode mnie o ćwierć wieku informatycy rozmawiają o Dantem i jego „Boskiej komedii”, kilku najbardziej wytrwałych wyszło na poranny tramwaj i pokłócili się. Jeden z nich, Kamil, pisze do mnie: „Oni pojechali tramwajem w zły zwrot!!!”.

Komunikat wprawił mnie w chwilowe zdumienie, ale za moment nastąpił podziw i intelektualny zachwyt. No tak. Tramwaj linii 52, bez względu na to, czy jedzie na Osiedle Piastów, czy na Czerwone Maki, kierunek ma jeden. Jak wektor. Natomiast zwroty są zupełnie różne.

To był przykład tego rodzaju języka, jakiego informatycy używają bez przerwy. Oni są do bólu precyzyjni. Potocznie może się mówi, że tramwaj jedzie w kierunku takim czy innym. Ale tramwaj po obu stronach ulicy, na obu przystankach, jedzie w tym samym kierunku. Najwyżej zwrot dany skład ma inny. Elementarne pojęcia z dziedziny matematyki i fizyki.

Nie masz pojęcia, o co chodzi? Nie próbuj nawet iść i uczyć angielskiego młodych inżynierów. Polegniesz. Pozostań na planecie Dantego, chociaż ona tym informatykom też nie jest obca…

Nauczyciel za dużo widzi

W sobotę w samo południe, na ruchliwym deptaku ulicy Karmelickiej pomiędzy śpieszącymi w różnych kierunkach ludźmi, w cieniu przejeżdżającego tramwaju, tuż przed siedzibą dużego niemieckiego banku, bez najmniejszej żenady obsikuje pień drzewa młody mężczyzna. Trudno powiedzieć, czy poza mną ktokolwiek to zauważył. Na ławeczce obok starszy pan czyta gazetę, z drugiej strony drzewka dwie starsze panie pochylając się nad wózkiem dziecięcym poprawiają dziecku poduszkę. W promieniu kilkunastu metrów od sikającego mężczyzny jest przynajmniej dwadzieścia bardzo zajętych sobą osób.
Mężczyzna kończy sikać, bez najmniejszego pośpiechu czy zakłopotania zapina rozporek, podnosi z ziemi jakieś torby i wolnym krokiem oddala się w kierunku Alej.
Z pobieżnej, poczynionej w ułamku sekundy obserwacji otoczenia wnioskuję, że poza mną nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, co się dzieje. I tak się właśnie zastanawiam, czy to nie jakieś skrzywienie zawodowe, jakaś belferska perwersja, widzieć kogoś czy coś nawet wtedy, gdy nikt inny tego nie zauważa i nikogo to nie interesuje.
Daleki jestem od pochwalania zwyczaju publicznego oddawania moczu. Ale czy ten mężczyzna sikał w centrum miasta w środku dnia dlatego właśnie, że jego wychowawca w szkole podstawowej nie zwracał mu uwagi, by należycie się zachowywać? Czy jeśli nagle przestaniemy zwracać naszym uczniom uwagę, by nie ciągnęli się za warkoczyki, nie opluwali się wzajemnie, nie bili się i tym podobne, wszyscy oni wyrosną na takich sikających na Karmelickiej żuli (nawiasem mówiąc, pan wyglądał bardzo elegancko)?
Mamy poczucie pedagogicznej misji i wydaje nam się, że od nas i wyłącznie od nas zależy, jaki człowiek za lat dwadzieścia czy trzydzieści stać będzie na przystanku na ulicy Karmelickiej. Niesamowicie wyolbrzymiamy swoją rolę i wydaje nam się, że od nas wszystko zależy.
Nie doceniamy zwykle innych ludzi, a jeśli nawet, to zwykle nie za życia. Nie potrafimy dostrzec w ludziach ich wewnętrznego pokładu dobra, ich wewnętrznego pragnienia do dokonania wyboru między tym, co godne potępienia, a tym, co godne pochwały. Wielu nauczycielom wydaje się, że jeśli nie da się po łapach komuś, kto ma brud za paznokciami, to tego brudu nigdy nie wyczyści. Że jeśli komuś da się wolną rękę, to na pewno zabłądzi i zejdzie na manowce. A przecież to są ludzie, jak i my, i zgodnie z definicją bycia człowiekiem oni sami muszą dokonywać wyborów.
Swego czasu poseł będącej u władzy w Polsce partii, która w dodatku miała swojego ministra edukacji, lansował w parlamencie ideę przywrócenia w szkołach kar cielesnych, a cała jego partia pragnęła uzależnić promocję do następnej klasy od oceny z zachowania (i odniosła w tym pewien, w rzeczywistości ograniczony czynnikami naborowo – subwencyjnymi, sukces). Życzyłbym panu (byłemu) posłowi, by przyszedł kiedyś do mnie na lekcję w technikum mechanicznym i spróbował wymierzyć karę cielesną któremuś z uczniów. Dostałby krótko mówiąc i prosto z mostu wpierdol i prawdę mówiąc nic więcej się moim zdaniem nie należy osobie, która – nie będąc w stanie na niczym innym oprzeć swojego autorytetu – buduje go na kiju.
Kraków to piękne miasto, które kocham naprawdę. To miasto, w którym afisze reklamujące premierę filmu sensacyjnego demaskującego ciemne karty historii Kościoła (Kod Da Vinci) patrzyły w oczy plakatów witających papieża Benedykta XVI podczas jego wizyty w siedzibie biskupstwa poprzednika. To miasto, w którym doświadczony tragedią osobistą ksiądz Ormianin porzuca wszelkie chrześcijańskie wartości i organizuje nagonkę na współbraci oskarżając ich o współpracę ze służbą bezpieczeństwa, wbrew papieskim homiliom zapominając o specyfice czasów, w których żyli ludzie starsi od niego i mądrzejsi, ludzie bez których wysiłków niejednokrotnie nie byłby w stanie dzisiaj organizować swoich konferencji prasowych. To miasto, w którym można sikać w samo południe na ruchliwej ulicy i nikt tego nie zauważy. To miasto, w którym można być kibicem Wisły lub Cracovii, ale można się spotkać razem na modlitwie o duszę odchodzącego starca, wielkiego człowieka, którego i tak się nie szanuje.
Kraków to miasto, w którym się dokonuje wyborów. W którym się jest człowiekiem. I jako takie, bardzo mi to miasto odpowiada. Nie urodziłem się tutaj, ale czuję się tutaj jak u siebie w domu.

Ten wpis to odgrzewany kotlet z 2006 roku.

Zacny chodnik

Nowa Huta obchodzi właśnie swoje siedemdziesiąte urodziny, całe lato pełne jest imprez mniej i bardziej oficjalnych, tych podniosłych i tych rozrywkowych. Hucznemu świętowaniu nie będzie końca. Rada Miasta uhonoruje budowniczych Nowej Huty, póki jeszcze niektórzy z nich żyją. Nad Zalewem mamy się wreszcie doczekać otwarcia tężni solankowej, zresztą nie będzie to jedyna nowohucka tężnia. Proste wyrazy hołdu, mam nadzieję, że nie pod wpływem środków halucynogennych, jakiś ziomek z osiedla złożył naszej kostce brukowej. To naprawdę miłe i świadczy o wielkiej wrażliwości, obyśmy wszyscy pochylali się nad naszą wspólną lokalną ojczyzną z takim szacunkiem.

Brudne okna w Bieńczycach

Jak widać na poniższym zdjęciu, mam brudne okna, a w dodatku przeżywam właśnie inwazję mrówek. Ale, jakby się skupić na tym, co jest na pierwszym planie, widać jeszcze, że Kraków to miasto nowoczesne i otwarte, Nowa Huta jest wymarzonym miejscem do mieszkania, pracy czy rozrywki, a Bieńczyce są zielone i piękne. Aż chce się żyć.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie szukał dziury w całym i nie zastanawiał się nad tym, czy na znaku nie ma błędu. „Całowanie dozwolone do 3 minuty” czy „całowanie dozwolone do 3 minut”?

English 4 IT, Beata Błaszczyk, Helion

Jeżeli korzystasz z podręcznika English 4 IT Beaty Błaszczyk, wydanego przez Wydawnictwo Helion, i chcesz poćwiczyć słownictwo w nim zgromadzone, stworzona w ubiegłym roku na Wielkanoc w prezencie dla studentów IV roku informatyki stosowanej na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej baza słowek została właśnie importowana na kolejną platformę, tym razem na Quizlet. Bazę stworzyli studenci obecnego III roku pierwszego stopnia, Maciej Fiutowski i Grzegorz Wiśniowski.

Oprócz Macieja i Grzegorza, którzy dopieścili kurs na trzech różnych platformach, uznanie i wdzięczność należą się sporej grupie anonimowych studentów III roku informatyki stosowanej. Ludzie ci odwalili kawał fizycznej roboty przy ręcznym wklepywaniu contentu do kursu (a umówmy się, że taka ręczna robota jest – póki co – więcej warta, niż automatyczne wczytanie poprzez bezrefleksyjny mechanizm OCR).

Baza słownictwa z podręcznika Beaty Błaszczyk „English 4 IT” jest obecnie dostępna jako:

Kawałek historii

Wraz ze studentami niestacjonarnymi II roku transportu wystawiliśmy dzisiaj na charytatywnej aukcji Allegro na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zabytkowy skrypt do maszynoznawstwa z 1947 roku. Autor skryptu, Jan Korecki, pracował na Wydziałach Politechnicznych ówczesnej Akademii Górniczej w Krakowie. To piękny ślad historii zarówno Akademii Górniczo – Hutniczej, jak i Politechniki Krakowskiej.

Paradoksalnie, po tylu latach, książka nadal zawiera wiele aktualnej wiedzy na temat kół i turbin wodnych oraz silników wietrznych (to ostatnie sformułowanie ze strony tytułowej powtarza się w wielu miejscach w skrypcie, choć dzisiaj chyba mówimy „wiatrowych”). Bibliografia zawiera pozycje autorów nie tylko radzieckich, ale także niemieckich – z lat dwudziestych, trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia.

Ciekawa pozycja pokazująca, jak wydawało się skrypty uczelniane przy pomocy maszyn do pisania, tuż po II wojnie światowej. A przede wszystkim, okazja na wsparcie szczytnego celu. Syn mojej koleżanki, Emil, mimo złamania nogi nie poddał się i pracował dzisiaj jako wolontariusz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie szukaj wymówek, bądź jak Emil.

Kolejna wieczerza

Wyjątkowo wzruszyło mnie to zdjęcie. Mogłem już takich zdjęć dostać wiele, ale to w sumie jest pierwsze. Dla mnie wygląda jak „Ostatnia wieczerza”  Leonarda da Vinci, tylko jadła i trunków brak, za co Marcina serdecznie przepraszam. Zgadza się, tu zawaliłem. Wybacz.

Przy okazji pozwalam sobie zaprosić wszystkich na imprezę organizowaną przez nasze koło naukowe 4 grudnia w Sali Konferencyjno – Wystawowej „Kotłownia” Politechniki Krakowskiej. Tym razem będzie strawa duchowa, ale będzie też to i owo dla ciała.

ITAD (IT Academic Day) Politechniki Krakowskiej odbywa się już po raz dziesiąty, to jubileuszowa edycja. Aż dziwne, że nadal mieścimy się w Kotłowni… Kto wie, może za rok konieczny będzie powrót do Muzeum Lotnictwa, w którym ta cykliczna impreza odbywała się przed laty…

Serwisowanie pomników

W czasach, gdy buduje się i odsłania coraz więcej pomników osób, które nie mają żadnych zasług dla polskiego lotnictwa, a bywa, że można by im wręcz wytknąć parę szkód, jakie polskie lotnictwo przez nie poniosło, tym smutniej wygląda pomnik w Parku Lotników w Krakowie, ogrodzony taśmą i kartkami z napisem takim, jak widać na poniższym zdjęciu.

Polska. Kraj, który lubi stawiać pomniki. Lubi także je burzyć. Na ostatnim miejscu jest chyba bieżąca troska o ich serwisowanie (po drugiej stronie ulicy otwarto niedawno spektakularną fontannę, było to w przeddzień drugiej tury wyborów samorządowych).

IMG_20181029_102510

Łacina w Nowej Hucie

Stereotyp nowohuckiego tubylca młodego pokolenia jako prostaczka na dopalaczach jest bardzo krzywdzący. Kolejny dowód znalazłem w samym centrum Nowej Huty na murze w jednej z bram. Czy u Was w okolicy młodzież wyznaje sobie miłość w języku Cycerona? W Nowej Hucie owszem. Po przeciwnej stronie ulicy, na wprost bramy, w której zrobiłem to zdjęcie, znajduje się magiczny portal, którym Basia przenosi się do Paryża.

Ten wpis to odświeżany kotlet sprzed ponad roku. A to dlatego, że nowohucki Romeo chyba nie trafił w gusta mieszkańców bloku Osiedle Szkolne 35, więc próbowano go już dwukrotnie zamalować. Ale on się nie poddaje. On nadal kocha. Nadal wyznaje miłość po łacinie w samym środku Nowej Huty. Zdjęcie powyżej z lipca 2017. Zdjęcie poniżej z dzisiaj.

IMG_20181102_160913

Kruszynce szczerze zazdroszczę. Mnie chyba nikt aż tak nie kocha… A jeśli nawet ktoś mnie odrobinę kocha, to nie umie tego tak pięknie wyrazić po łacinie.

Następna strona »