We współczesnej literaturze i kinie science-fiction wiele jest przykładów antyutopijnych wizji państw totalitarnych opartych na różnego rodzaju wypaczeniach (np. straż pożarna jako służba paląca książki w Fahrenheit 451). Między innymi są takie wizje, w których ludzi w pewnym, niekoniecznie bardzo podeszłym wieku społeczeństwo uśmierca, zwykle w podniosłej i odbywającej się publicznie ceremonii (np. Logan's Run), albo wręcz stwarza im się iluzoryczne pozory życia, podczas gdy w rzeczywistości są hodowani i z góry przeznaczeni na śmierć (The Island).
Nie mogłem się oprzeć tym literacko - filmowym skojarzeniom, gdy przystanąłem na chwilę przy tablicy wmurowanej w budynek Gimnazjum w Proszowicach i zauważyłem, że 1 września tego roku szkoła ta będzie obchodzić swój osiemnasty jubileusz.

1

Wjeżdżam na dwójce (na początku umiałem tylko na jedynce, teraz już wjeżdżam na dwójce) na magiczne wzgórze, z którego widać Wisłę, pół Krakowa, a przy dobrej pogodzie Tatry w całej okazałości, cel jednej z ostatnich wycieczek mojego ojca, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Zdumiony, pokazał Przemkowi stromą drogę pod górę, mówiąc, że oto i tam mieszkają ludzie. A Przemek wówczas skręcił i oznajmił, że właśnie tam jadą.
Podjeżdżam pod dom i patrzę ze zdziwieniem porównywalnym tylko z tym, jakiego doznałem w dniu zamachu na World Trade Center, na Grześka i Dominika w panice biegających przed domem i wykrzykujących jakieś zgoła niezrozumiałe komunikaty.
Nie jestem pewien, czy wysiadać, czy uciekać. A jeśli uciekać, to czy kogoś ratować, czy tylko dbać o własny tyłek. Dominik podbiega do mojego samochodu i otwiera drzwi. Nikt nigdy w żadnym miejscu nie traktował mnie z takimi honorami, nikt nie otwierał drzwi mojego Volkswagena (tego ani poprzedniego) i nie zapraszał mnie do wyjścia równie uroczyście. Brakuje tylko czerwonego dywanu.
- Umiesz zmienić pieluchę?! - krzyczy Dominik głosem pełnym trwogi.
Wychodzę z samochodu z ulgą i robię swoje, trochę nawet zdziwiony, jak naturalnie - po kilkunastu latach przerwy - mi to przychodzi.
Mijają kolejne lata i oglądam się za siebie. Nieraz się zastanawiam, co by było, gdybym się miał zlać albo narobić w majty. Co by było, gdybym zrobił coś takiego, że nie sposób o tym napisać. Jest ktoś, kto nigdy nie miałby najmniejszego problemu w takiej sytuacji. Dominik zrobiłby to, co trzeba, mówił to, co należy. Milczałby, gdyby trzeba było. Nikt nigdy nie dowiedziałby się o tym, o czym nie powinien. Zastanawiam się, jak to możliwe, że wtedy Dominik nie umiał sobie poradzić z kupą małego chłopca. Widocznie dopiero później dojrzał i stał się Dominikiem takim, jakiego każdy może pozazdrościć. Dominikiem, bez którego nie podołałbym większości poważnych problemów mojego życia. Dominikiem, którego nie da się zastąpić.
Dominik to prawdziwy Herkules dla stajni Augiasza - w moim domu, samochodzie, a przede wszystkim w mojej głowie. Kogoś takiego, jak Dominik, zaznajcie chociaż raz w tym Nowym Roku. To będzie i tak nadmiar szczęścia. Nikt z nas na Dominika nie zasługuje. Nie znacie Dominika? Nie spotkacie go? Trudno. Niech życie da Wam w Nowym Roku coś innego, na co zupełnie nie zasługujecie. Cokolwiek.


Ten wpis jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
- w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
- w Sylwestra 2013, o Pawle;
- w Sylwestra 2014, o Tomku;
- w Sylwestra 2015, o Albercie;
- w Sylwestra 2016, o Dominiku (niniejszy wpis).
Za rok, w Sylwestra 2017 roku, w tym samym cyklu wpis o Michale.
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.

2

Jeden z moich przyjaciół, na tyle młody, że nieobca jest mu sfera życia człowieka zwana seksualnością, zwierzył mi się kilka tygodni temu, że bez żadnego oczekiwanego przez siebie rezultatu odwiedził wszystkie apteki w dwóch podkrakowskich miasteczkach, próbując kupić tak zwaną pigułkę "dzień po". W paru aptekach kazano mu przynieść receptę od lekarza specjalisty (chociaż zgodnie z obowiązującymi przepisami tak zwana antykoncepcja awaryjna powinna być dostępna bez recepty), w niektórych powiedziano mu, że wprawdzie nie mają na stanie, ale mogą zamówić i że przyjdzie w ciągu dwóch tygodni, a w kilku wprost odmówiono sprzedaży specyfiku twierdząc, że nie ma go w ofercie.
Pewnym światełkiem w tunelu okazał się nagle fakt, że drugiej osobie zainteresowanej kupnem pigułki udało się zdobyć numer telefonu ginekologa w Nowej Hucie, który podobno podaje kobiecie ten środek w ramach prywatnej wizyty w swoim gabinecie. Wizyta kosztuje 180 zł i można się na nią umówić już dzisiaj wieczorem.
Ponieważ do wieczora było jeszcze trochę czasu, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do najbliższego dużego centrum handlowego w Krakowie, gdzie ja udałem się do biura sprzedaży mojego operatora telefonicznego, by załatwić pewną formalność, a dość pesymistycznie nastawiony przyjaciel poszedł do apteki. Po chwili wrócił i z pełną satysfakcji miną pokazał mi ukradkiem zawartość jednej z kieszeni. Udało się, zaoszczędziliśmy kilkadziesiąt złotych i kilka godzin nerwów.
Myślę, że wszyscy protestujący wczoraj i dzisiaj przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce postępują bardzo rozsądnie. Trzeba działać prewencyjnie, a nie awaryjnie. Zanim zostanie ustanowione drakońskie prawo, postulowane przez ludzi, dla których bezpieczeństwo, zdrowie i godność kobiety są niczym, i którzy nie rozumieją, że powołując się na obronę życia chcą zakazać nawet stosowania leków regulujących menstruację albo ograniczyć dostęp do badań, które pozwalają ratować i leczyć życie w fazie prenatalnej.

3

Byłem dziś na cmentarzu na grobie Przyjaciela, który - gdyby żył - skończyłby dzisiaj trzydzieści pięć lat. Była to jedna z tych osób, których uważa się za przyjaciół nie dlatego, że spędzają z nami czas albo że dobrze się z nami bawią, ale dlatego, że cokolwiek nam mówią, mówią prawdę, także tę bolesną. Uważał, że wyprowadzanie z błędu jest ważniejsze od podtrzymywania na duchu. Wydaje mi się, że dr Gregory House i dr James Wilson z serialu House, M.D. to dobra ilustracja przyjaźni, jaka nas łączyła. Jestem pewien, że nie tylko mnie go brakuje.
Żył intensywnie i szczerze, był jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich spotkałem, chociaż zmarł tak młodo. Ostatnim przełomowym wydarzeniem historycznym, jakie miało miejsce za jego życia, były zamachy terrorystyczne 11 września 2001 w Nowym Jorku, o których dowiedziałem się stojąc w kolejce w aptece na parterze jego bloku. Martwił się, że świat idzie w złym kierunku. Nie doczekał się nowej płyty Red Hot Chilli Peppers, która dzisiaj jest już klasyką. Będę jej pewnie słuchał dzisiaj wieczorem, bo - kiedy się ukazała - nie potrafiłem się nią cieszyć.
Jeśli to komuś bardziej odpowiada, o godzinie 18.00 może się udać na mszę w kościele parafialnym w Proszowicach.

2

Niektórzy zwolennicy systemu Windows XP mają pretensje do firmy Microsoft, że wstrzymała wsparcie dla tego produktu. No ale powiedzcie sami, jak oni mieli dalej promować system operacyjny, którego kultowa tapeta została zeszpecona przez kogoś, kto postawił takie paskudne słupy energetyczne? Musieli się poddać.

DSC_0111

A tak serio, wieś Posądza w gminie Koniusza powinna moim skromnym zdaniem założyć Muzeum Windows XP. Jeśli nie w Posądzy, to nie wiem gdzie były robione zdjęcia do tapety znanej standardowo z ikspeka. Chyba że w Photoshopie (albo Paincie).

DSC_0107

DSC_0101

DSC_0097

Als die Nazis die Kommunisten holten, habe ich geschwiegen, ich war ja kein Kommunist.
Als sie die Gewerkschafter holten, habe ich geschwiegen, ich war ja kein Gewerkschafter.
Als sie die Sozialisten einsperrten, habe ich geschwiegen, ich war ja kein Sozialist.
Als sie die Juden einsperrten, habe ich geschwiegen, ich war ja kein Jude.
Als sie mich holten, gab es keinen mehr, der protestieren konnte.

Czyli, w tłumaczeniu na polski:

Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem. Nie byłem przecież komunistą.
Gdy przyszli po związkowców, milczałem. Nie należałem do związków.
Gdy zabierali socjaldemokratów, nie odezwałem się. Nie byłem wszak socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Słowa niemieckiego pastora luterańskiego, Martina Niemöllera, napisane w obozie koncentracyjnym w Dachau w 1942 roku, najlepiej oddają powód, dla którego w najbliższą niedzielę pójdę na wybory, chociaż już kilka razy z rzędu nie poszedłem do urny.
Jest wiele powodów, dla których chciałbym zagłosować na .Nowoczesną, Partię Razem, Polskie Stronnictwo Ludowe (w szczególności na wójta Pałecznicy - Marcina Gawła, na Zjednoczoną Lewicę, na niektóre osoby na listach Partii KORWiN i Kongresu Nowej Prawicy... Kandydatów z tych list przepraszam, że nie pomogę im dostać się do parlamentu. Moich wyrzutów sumienia i rozterek nie umiałbym wyrazić lepiej niż Wojciech Sadurski. Niestety, głos mam tylko jeden. Albo raczej dwa - jeden w wyborach do Sejmu, jeden w wyborach do Senatu.
By nie zmarnować mojego głosu w wyborach do Senatu, postanowiłem zagłosować w senackim okręgu wyborczym numer 32 w Krakowie, a tym samym w okręgu sejmowym numer 13. Zagłosuję na Rafała Trzaskowskiego i Jerzego Fedorowicza. Jeśli nawet nie podzielasz moich wartości i masz zupełnie inne preferencje, idź i zagłosuj. To mogą być naprawdę bardzo ważne wybory. Póki co, pod wpływem sondaży spadła tylko wartość złotego. W poniedziałek może się zacząć dziać coś o wiele grubszego. Lepiej, żebyś kiedyś nie żałował(a), że tego zakrętu ojczyzna dokonała zupełnie bez Twojego udziału i że ktoś za Ciebie siedział za kierownicą.

2

W minioną sobotę spędziłem kilka godzin przeglądając strony internetowe i profile społecznościowe kandydatów, którzy non stop lądują za moją wycieraczką albo w garści (z ulotek rozdawanych na skrzyżowaniach), a gdy już miałem nawet jakąś koncepcję, na kogo zagłosować w wyborach parlamentarnych 25 października, nagle dotarło do mnie, że nie jestem wcale z Nowej Huty, w której pracuję, robię zakupy i prowadzę skromne, ale jednak, życie towarzyskie, tylko z oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Tarnowa. A w każdym razie jakimś dziwnym zrządzeniem losu tam znajduje się siedziba mojego okręgu wyborczego.
W pierwszej chwili byłem niemile zaskoczony, ale nie zdegustowany. Dopiero później sytuacja stała się nie do zniesienia. Okazało się, że wprawdzie znam osobiście kilku kandydatów ze swojego okręgu wyborczego, ale tylko Władysław Kosiniak-Kamysz (którego akurat nie znam osobiście) ma konto na Twitterze. Z pozostałymi nie wiadomo, jak się skontaktować, a najpopularniejszy kandydat do Senatu ma na Facebooku osiemdziesięciokrotnie mniej followersów, niż ja miałem - do niedawna - na swoim zlikwidowanym fanpage'u. Jedyny kandydat do Sejmu RP z tego okręgu, na którego mógłbym - bez większego zastanawiania się - zagłosować, ma konto tylko na LinkedIn, ale nie udało mi się z nim skontaktować. Przypuszczam, że od wielu miesięcy się tam nie logował. Mam numer telefonu do jego żony i znam jeszcze kilka osób, które pewnie mają do niego numer, no ale bez przesady. Do kontaktu wyborców z wybieranymi powinny wystarczać inne niż prywatne kanały komunikacji, mamy rok 2015 i jest na to wiele sposobów.
Jednak wybory do Sejmu to pestka. Prawdziwy ubaw jest w wyborach do Senatu. Żadna z partii, na kandydatów której mógłbym z czystym sumieniem oddać głos, nie wystawiła nawet kandydata w okręgu wyborczym numer 34. To chyba pokazuje dobitnie, jak niedorzecznym pomysłem są jednomandatowe okręgi wyborcze i jak bardzo zniechęcają obywateli do udziału w demokracji. W okręgach, w których z góry wiadomo, że większość głosów zbierze przedstawiciel tej czy innej opcji, inne partie nawet nie startują.
Dlatego najprawdopodobniej wezmę z urzędu gminy jutro (lub któregoś kolejnego dnia) zaświadczenie o prawie do głosowania i udam się na wybory do miasta, w którym i tak spędzam większość czasu, w którym startuje w wyborach kilku moich byłych i obecnych studentów, a nawet ludzie, których nie znam osobiście, są ludźmi na swój sposób znajomymi, jest z nimi kontakt i można łatwo z nimi wymienić poglądy na każdy temat i w każdej chwili.
Jeśli ktoś z okręgu wyborczego numer 15 (Sejm) i 34 (Senat) chciałby mnie jednak do siebie przekonać, serdecznie zapraszam do dyskusji w komentarzach lub dowolny inny sposób. Jak na razie, tylko jeden kandydat z tego okręgu jest u mnie spalony, a jego spot wyborczy na YouTube zgłosiłem dzisiaj z wielkim niesmakiem jako nawołujący do nienawiści na tle religijnym. Uważam, że publikacja tego spotu jest przestępstwem w świetle artykułu 96 Kodeksu Karnego, bo w dużo większym stopniu ubliża religii, niż zrobiła to Pani Dorota Rabczewska, dlatego też nie linkuję do niego.

Kandydaci, których sztaby lub oni sami zareagowali na ten wpis

Okręg Wyborczy 13 (Kraków):
Mikołaj Janus (KORWiN)
Ireneusz Raś (Platforma Obywatelska)

Okręg Wyborczy 15 (Tarnów):
Władysław Kosiniak - Kamysz (Polskie Stronnictwo Ludowe)

Okręg Wyborczy 32 (Kraków II do Senatu)
Jerzy Fedorowicz (Platforma Obywatelska)

2

Próbuję sprawdzić w brytyjskich mediach, jak Angole postrzegają dzisiejszy wielki protest Polaków na Wyspach. Wygląda na to, że nie postrzegają go w ogóle. Trwa transmisja na żywo z żałobnej mszy i pogrzebu wielkiej gwiazdy muzyki pop lat sześćdziesiątych i na świecie chyba nic innego w tym momencie się nie dzieje. Cała planeta zamarła wraz z tą dziewczyną z Liverpoolu. Cilla Black zmarła 2 sierpnia w swoim domu w Hiszpanii. Miłujący Facebooka wyspiarze polskiego pochodzenia wybrali sobie chyba niezbyt szczęśliwy dzień na to, by zwrócić na siebie uwagę. Ba, ci chcący oddać krew za (dla?) braci Angoli zdołali bodaj zebrać dwakroć więcej lajków niż ci chcący protestować przeciwko prześladowaniu imigrantów na Wyspach...
Patrzę - unosząc lekko brwi ze zdumienia - jak Sir Cliff Richard, nieświadom chyba, że wszystkie brytyjskie stacje telewizyjne i usługi strumieniowe w internecie podpisują to jako "requiem", czyli "mszę żałobną", opowiada kolejne dowcipy. Kościół pełen żałobników trzęsie się ze śmiechu. Cliff Richard beztrosko zaczyna sobie śpiewać piosenkę...
Tak właśnie ma być na moim pogrzebie. Mam nadzieję, że moi nieliczni bliscy będą pamiętać, by dobrze się tego dnia bawić, i będą mieć odwagę, by o tym nie zapomnieć. Wydaje się może, że trzeba by z tej Polski prowincjonalnej i zapyziałej pojechać gdzieś na koniec świata, by się na to odważyć, ale przecież na koniec świata jest nie tak znowu daleko... Z Wimbledonu do Camden to tylko kilkanaście stacji metrem... A takie Camden można w Polsce znaleźć co krok, na przykład przy Alei Wolności w Częstochowie albo w Proszowicach na 3 Maja. To jest dopiero koniec świata...

2

Nie wiem, może tylko ja mam takie wrażenie, ale wydaje mi się, że w tym krótkim tekście autor popisał się całkowitą nieznajomością języka polskiego. Moim skromnym zdaniem albo ktoś jest zmarły, albo zamordowany. Tego rodzaju błędy w podręcznikach znakomicie wyłapują informatycy. Szkoda, że Gazeta nie korzysta z usług moich studentów...

3

Tak wygląda prześwietna katedra fizyki w jednym z najlepszych liceów w mieście. Od lat moi najlepsi studenci przychodzą między innymi z tego liceum. Jeden z rektorów naszej uczelni też się tu uczył. Tutaj zdawał maturę rektor jeszcze jednego krakowskiego uniwersytetu. Wśród nauczycielek pracujących w regionie - absolwentek tej szkoły - niektóre pamiętają, jak wchodziły przez okno do tej sali, bo dyrektor zamknął drzwi wejściowe, a one musiały jakoś wrócić z papierosa na Plantach.
Znakomite liceum, które wkrótce obchodzić będzie dwusetną rocznicę istnienia. Obszerny artykuł na Wikipedii o nim. Absolwenci, którzy zmienili historię świata, nauki, kultury. Palili papierosy na nowosądeckich Plantach, chodzili na wagary, bazgrali po ławkach i po biurku nauczyciela, a co niektóre absolwentki twierdzą, że są z tego dumne i że wstydziłyby się, gdyby po nich żadne bluzgi w tej sali nie zostały. Niektórzy z tych chuliganów zginęli w walce z hitlerowskim okupantem, w obozach koncentracyjnych, na innych zawirowaniach historii.
Na korytarzach tabla absolwentów (wśród nich wielu takich, których w ostatnich latach miałem zaszczyt poznać i uczyć), ale także tablice pamiątkowe ku czci wielu różnych osób. W tej szkole widocznie wiedzieli, że powoływanie się przy każdej okazji na jeden i ten sam autorytet co najwyżej ten autorytet ośmiesza i deprecjonuje, a historia szkoły i historia Polski jest pełna postaci, które mogą posłużyć za źródło inspiracji i które zasługują na to, by o nich pamiętać. O edukacji, niepodległości, wolności i różnych innych wartościach, wypowiadał się pięknie i ciekawie niejeden Polak. Było paru wybitnych, niektórzy dostali nawet nagrodę Nobla.
Znakomita placówka, której uczniowie i absolwenci szczycą się malowaniem i pisaniem wulgaryzmów w pracowni fizyki. O ileż lepsza musi być szkoła, w której nie wolno nawet odezwać się na szkolnym forum? No cóż, porównanie może być tylko jedno. Szkoła, w której nie wolno się odezwać, będzie lepsza od tej na obrazku tak samo, jak Nowy Jork będzie lepszy od Nowego Sącza. W gruncie rzeczy miasta te są podobne. Tu jest Central Park, tu są Planty. Pytanie, gdzie wolisz mieszkać. W Nowym Jorku, czy w Nowym Sączu.
Cieszę się, że są ludzie, którzy marzą o tym, by być z Nowego Sącza.