Na barana

Idylliczny wieczór rodzinny na wsi kilka lat temu, chyba właśnie w okresie świąteczno – noworocznym. Rozbawieni chłopcy biegają, śmieją się i krzyczą radośnie. Niestrudzony Przemek podrzuca Maksymiliana niemalże do sufitu i łapie go, a następnie podrzuca ponownie. Maksymilian jest w siódmym niebie, ale Wiktor też chce. Na szczęście wówczas było to jeszcze możliwe, bo nie tylko nie potrafił jeszcze wiązać sznurówek, ale był znacznie mniejszego wzrostu i lżejszy niż obecnie. Zabawa trwa jeszcze chwilę, Maks przygląda się jej cały rozpromieniony siedząc między mną a Małgosią, a gdy zmęczeni Przemek i Wiktor siadają obok nas spoceni i wyczerpani, tryskają może już nie niespożytą energią, ale na pewno szczęściem.

I wtedy Wiktor wpada na znakomity pomysł, który natychmiast nam obwieszcza, że teraz pora na to, by tata podrzucał… mnie. Patrzymy po sobie, wszyscy dorośli w pokoju, i wybuchamy śmiechem na myśl o tym, że Przemek ma podrzucać do sufitu chłopa dwa razy starszego od siebie i cięższego, niż on sam. Na twarzy Wiktora widać intensywne procesy myślowe zachodzące właśnie w jego mózgu. Zerka na tatę, zerka na mnie, ogarnia mnie wzrokiem od stóp do głów i zaczyna się śmiać razem z nami.

Patrzę na Maksymiliana i widzę, że się nie śmieje. Jest zdezorientowany. Spogląda a to na mamę, a to na tatę, nie rozumie, czemu Małgosia, Przemek, Wiktor i ja śmiejemy się do rozpuku. Spuszcza głowę, odwraca wzrok, robi smutną minę. Nie rozumie jeszcze tego, co do Wiktora właśnie dotarło, jest jeszcze za malutki.

Do pewnych rzeczy nie warto dorastać, lepiej na zawsze pozostać dzieckiem, jak Maksymilian wtedy. Są rzeczy, których nie warto zrozumieć ani których nie warto się uczyć. Człowiek marnuje w życiu tyle czasu na sprawy i problemy, o których lepiej w ogóle nie wiedzieć i nimi się nie zajmować. Pozostać w niewiedzy. W Nowym Roku i na resztę życia bądźcie na zawsze niewinnymi dziećmi, gdy chodzi o takie rzeczy. A w każdym razie nauczcie się przełączać tryb „dorosły” na tryb „dziecko” zawsze, gdy jest taka potrzeba. Będziecie czerpać więcej przyjemności z życia i lepiej się bawić, nie tylko w Sylwestra. Będziecie szczęśliwsi.

Ten wpis jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu,
– w Sylwestra 2013, o Pawle,
– w Sylwestra 2014, o Tomku,
– w Sylwestra 2015, o Albercie,
– w Sylwestra 2016, o Dominiku,
– w Sylwestra 2017, o Michale,
– w Sylwestra 2018, o Wiktorze
,
– w Sylwestra 2019, o Adamie,
– w Sylwestra 2020, o Maksymilianie (niniejszy wpis).

Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.
W Sylwestra 2021 roku ukaże się wpis o Przemysławie.

Przez pola i krzaki

Zuzanna, lat prawie czternaście, Wiktor, lat cztery, i ja, lat czterdzieści cztery. Z nas trojga najstarsza Zuzanna, bo to pies. Idziemy w pole, daleko jak się da, a potem wracamy. Zuzanna resztkami sił, bo jest już bardzo, bardzo stara.

Wiktor nagle wpada na pomysł, że idąc polną drogą, wyjeżdżoną przez traktory, można uprawiać swego rodzaju slalom i zmieniać raz po raz ścieżki wygniecione przez lewe i prawe koła traktorów. Zaczynamy więc, udając samochody na wirażach, biec a to po lewej, a to po prawej stronie, robiąc dużo hałasu i ciesząc się w niepojęty sposób z tego zmieniania ścieżki.

Przypominam sobie, że – jako dziecko – bawiłem się w coś identycznego. Tyle tylko, że jako dziecko wychowane w mieście, wyobrażałem sobie zmianę torów przez tramwaje, a nie – jak Wiktor, syn kierowcy rajdowego – wyścigi samochodowe. Na podjasnogórskich „Okopach” (nazwa została chyba z czasów II wojny światowej) mieliśmy takich wiejskich dróg w centrum miasta pod dostatkiem.

Biegniemy z Wiktorem – jak idioci – a to lewą, a to prawą stroną drogi. Za nami Zuzanna, bardzo stara suka, próbuje nadążyć i – nie wiedzieć czemu i zupełnie bez sensu – też ciągle zmienia te ścieżki, co przychodzi jej z dużą trudnością. Resztkami sił próbuje iść po naszych śladach.

Zuzanny wkrótce już nie będzie. Zastanawiam się, czy ja będę, gdy Wiktor będzie miał lat czterdzieści cztery, czyli tyle, ile ja mam obecnie. Zastanawiam się, czy będzie biegł za mną po ścieżkach przeze mnie wydeptanych. Jestem więcej niż pewien, że nie będzie. W sumie to dobrze. Świat tylko dlatego idzie do przodu, że ludzie nie biegną po tych samych ścieżkach, co ludzie od nich starsi o jedno czy dwa pokolenia.

Kogoś takiego, jak Wiktor, życzę Wam nie tylko w Nowym Roku. Taki ktoś niech przychodzi na świat co minutę. Żebyśmy nie stali w miejscu i nie chodzili tymi samymi drogami.

Ten wpis jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku;
– w Sylwestra 2017, o Michale;
– w Sylwestra 2018, o Wiktorze (niniejszy wpis)
;
– w Sylwestra 2019, o Adamie,
– w Sylwestra 2020, o Maksymilianie.

Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami. W tym wpisie, wyjątkowo, zamiast mojego zdjęcia, jest zdjęcie kilkutygodniowej Zuzi.
W Sylwestra 2021 roku ukaże się wpis o Przemysławie.

Trakt ostatni

Dzisiaj, nieopodal oświetlonego w zapadającej ciemności Wawelu, na tylnym siedzeniu przewieźliśmy z Dominikiem po raz ostatni moją Przyjaciółkę, której miłości, wierności i oddania nie sposób opisać słowami. Zasługiwała na królewską ostatnią podróż.

Niezasłużony

Wjeżdżam na dwójce (na początku umiałem tylko na jedynce, teraz już wjeżdżam na dwójce) na magiczne wzgórze, z którego widać Wisłę, pół Krakowa, a przy dobrej pogodzie Tatry w całej okazałości, cel jednej z ostatnich wycieczek mojego ojca, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Zdumiony, pokazał Przemkowi stromą drogę pod górę, mówiąc, że oto i tam mieszkają ludzie. A Przemek wówczas skręcił i oznajmił, że właśnie tam jadą.

Podjeżdżam pod dom i patrzę ze zdziwieniem porównywalnym tylko z tym, jakiego doznałem w dniu zamachu na World Trade Center, na Grześka i Dominika w panice biegających przed domem i wykrzykujących jakieś zgoła niezrozumiałe komunikaty.
Nie jestem pewien, czy wysiadać, czy uciekać. A jeśli uciekać, to czy kogoś ratować, czy tylko dbać o własny tyłek. Dominik podbiega do mojego samochodu i otwiera drzwi. Nikt nigdy w żadnym miejscu nie traktował mnie z takimi honorami, nikt nie otwierał drzwi mojego Volkswagena (tego ani poprzedniego) i nie zapraszał mnie do wyjścia równie uroczyście. Brakuje tylko czerwonego dywanu.

– Umiesz zmienić pieluchę?! – krzyczy Dominik głosem pełnym trwogi.

Wychodzę z samochodu z ulgą i robię swoje, trochę nawet zdziwiony, jak naturalnie – po kilkunastu latach przerwy – mi to przychodzi.

Mijają kolejne lata i oglądam się za siebie. Nieraz się zastanawiam, co by było, gdybym się miał zlać albo narobić w majty. Co by było, gdybym zrobił coś takiego, że nie sposób o tym napisać. Jest ktoś, kto nigdy nie miałby najmniejszego problemu w takiej sytuacji. Dominik zrobiłby to, co trzeba, mówił to, co należy. Milczałby, gdyby trzeba było. Nikt nigdy nie dowiedziałby się o tym, o czym nie powinien. Zastanawiam się, jak to możliwe, że wtedy Dominik nie umiał sobie poradzić z kupą małego chłopca. Widocznie dopiero później dojrzał i stał się Dominikiem takim, jakiego każdy może pozazdrościć. Dominikiem, bez którego nie podołałbym większości poważnych problemów mojego życia. Dominikiem, którego nie da się zastąpić.

Dominik to prawdziwy Herkules dla stajni Augiasza – w moim domu, samochodzie, a przede wszystkim w mojej głowie. Kogoś takiego, jak Dominik, zaznajcie chociaż raz w tym Nowym Roku. To będzie i tak nadmiar szczęścia. Nikt z nas na Dominika nie zasługuje. Nie znacie Dominika? Nie spotkacie go? Trudno. Niech życie da Wam w Nowym Roku coś innego, na co zupełnie nie zasługujecie. Cokolwiek.


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2016 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu,
– w Sylwestra 2013, o Pawle,
– w Sylwestra 2014, o Tomku,
– w Sylwestra 2015, o Albercie,
– w Sylwestra 2016, o Dominiku (niniejszy wpis),
– w Sylwestra 2017, o Michale
,
– w Sylwestra 2018, o Wiktorze,
– w Sylwestra 2019, o Adamie,
– w Sylwestra 2020, o Maksymilianie.

Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.
W Sylwestra 2021 roku ukaże się wpis o Przemysławie.

Nieustraszony

Mikołaj z przerażeniem patrzy, jak Albert, lekko pod wpływem chmielowego trunku, biegnie w jego kierunku, nieco koślawo i niezdarnie, i z całym impetem skacze mu na kolana. Przed Mikołajem trudne zadanie, musi poradzić sobie z dzieckiem, które – pytane o paciorek – pokazuje „pa pa”, więc trzeba je przez jakiś czas potrzymać na kolanach i utemperować jego zapał i entuzjazm, zanim wręczy mu się świąteczną paczkę. A przecież to dziecko waży sporo, chyba nawet trochę więcej niż sam Mikołaj, wyjątkowo jakiś chudy… Pewnie przez stresy.

Dwudziestoczteroletni Albert zdaje się być najszczęśliwszym czterolatkiem na świecie, Paweł chichra się jak opętany, podczas gdy Sandra i Sylwia, podobno przez jakąś traumę z dzieciństwa, ukrywają się przed Świętym w drugim pokoju.

Mija kilka miesięcy i jestem w jakimś dołku. Przygnieciony problemami dorosłych, zaczynam się zachowywać irracjonalnie, infantylnie nawet. Albert patrzy na mnie zdziwiony i mówi: „Daj spokój, nie masz już pięć lat. Wiesz, jak jest.”

Jak oni szybko dorastają, myślę sobie. Wkrótce wszyscy mnie przerosną.

W Nowym Roku bądźcie wszyscy dziećmi, gdy tylko nadarzy się okazja. A kiedy będzie potrzeba, miejcie w sobie dojrzałość zgodnie z potrzebą chwili. I miejcie kogoś takiego, jak Albert. Z nim jesteście jak Batman z Supermanem. Jednego dnia bawicie się z brzdącami w chowanego, drugiego – ryzykując życie – pokonujecie razem Jokera, Doktora Xa-Du, Dartha Vadera, Lorda Voldemorta i inne najpotworniejsze szelmy tego świata.

Albertowi i Sandrze – ze szczególnymi podziękowaniami. Nie sposób by było sobie Was wymarzyć. Wszystkiego najlepszego, całej Waszej Trójce!

Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2015 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu,
– w Sylwestra 2013, o Pawle,
– w Sylwestra 2014, o Tomku,
– w Sylwestra 2015, o Albercie (niniejszy wpis),
w Sylwestra 2016, o Dominiku,
– w Sylwestra 2017, o Michale
,
– w Sylwestra 2018, o Wiktorze,
w Sylwestra 2019, o Adamie,
– w Sylwestra 2020, o Maksymilianie.

Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.
W Sylwestra 2021 roku ukaże się wpis o Przemysławie.

Psi mechanik

Z okazji Dnia Mechanika 2014 najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich moich mechaników, w tym mojej suki Zuzanny, którą dzisiaj zawiozłem na kolejny staż w zakładzie wulkanizacyjnym na szczycie wzgórza, a także dla mechanika najmłodszego z nas wszystkich. Ten wpis to w sumie odgrzewany kotlet sprzed roku, kiedy Zuzannę po raz pierwszy wysłałem, by przyglądała się spawaniu, przykręcaniu i odkręcaniu i różnym innym ciekawym dla niej czynnościom. Był wówczas między nami jeszcze mechanik najstarszy spośród nas wszystkich.

Wszystkiego Najbardziej Mechanicznego!

Zuzanna, w przeliczeniu na ludzkie lata, jest psem od dawna emerytowanym. Ma za sobą dekadę psich doświadczeń, niejedno widziała i niejedno przeszła. Od dwóch lat, za sprawą okrutnego losu i zwykłej kolei rzeczy, spędza długie godziny na samotnych rozmyślaniach, zamknięta w małym mieszkaniu na drugim piętrze bloku. Bywa, że godzin tych jest tak wiele, że Robert musi ustalać dyżury i kilku oddanych i bezinteresownych pomocników odwiedza ją i urozmaica jej wolno płynący czas.
W ubiegły weekend po raz pierwszy, zamiast ustalać dyżury, zdecydowaliśmy się na eksperyment i wysłaliśmy Zuzannę na dwudniowe wczasy do jednego z tych pomocników. Ze zdziwieniem patrzyłem, jak dumnie siedziała dwa metry nad ziemią na miejscu obok kierowcy w kabinie transportowego Mercedesa, gdy Michał przyjechał ją zabrać i gdy odjeżdżali spod bloku.  Przyjęła to tak naturalnie, jakby na co dzień jeździła takimi autami, a nie w bagażniku samochodu osobowego.
Niepotrzebnie martwiłem się, że te dwudniowe wczasy Zuzanna źle zniesie albo że będzie to kłopotliwe dla gospodarzy, u których przebywała. Wygląda na to, że nie tęskniła za swoim kątem, za zabawkami ani za szklaną półką stolika, na której można wygodnie położyć łeb i przy okazji dbać o to, by była wiecznie wysmarowana. W zamian – nie licząc takich niezaprzeczalnych atrakcji, jak psy sąsiadów za siatką, jeże w krzakach agrestu i niczym nieograniczona swoboda biegania wokół domu – były zajęcia bardzo kształcące i rozwijające, jak kładzenie gładzi gipsowej i asystowanie w warsztacie samochodowym.
Mojej osoby chyba też niespecjalnie jej brakowało, bo radości z mojego przyjazdu starczyło może na dwa machnięcia ogonem, po czym Zuzanna wróciła do spraw, które akurat bardzo ją pochłaniały. Z pewnym rozbawieniem patrzyłem potem z daleka, jak pomaga swojemu nowemu panu i gospodarzowi grzebać przy samochodzie. Gdy leżał pod autem, obserwowała go bacznie. Gdy przechodził z jednej strony auta na drugą, ona za nim. Gdy kładł koło auta jakąś część, którą akurat wymontował, podchodziła i ostrożnie ją obwąchiwała. Kto by pomyślał, że przez tyle lat nie dostrzegliśmy wrodzonego talentu naszej suki i nie zadbaliśmy o to, by zdobyła kwalifikacje mechanika samochodowego?
Jak jednak widać na jej przykładzie, na naukę nigdy nie jest za późno. Poza tym pozory mylą i można odkryć predyspozycje do różnych rzeczy u psów i ludzi, u których nikt by się tych predyspozycji nie spodziewał. Skoro dziesięcioletni pies może się zainteresować z powodzeniem budowlanką i mechaniką, to może w te wakacje uda mi się podszlifować trochę swoją znajomość języków romańskich? W każdym razie spróbuję.
Z lekką zazdrością przyjąłem fakt, że suka bardziej się teraz cieszy, gdy zajeżdżamy w miejsce, gdzie spędziła te dwudniowe wczasy, niż gdy wracamy do domu. Hefajstosowi i Afrodycie bardzo dziękuję za to, że dostarczyli jej niezapomnianych wrażeń. Bez Adama, Alberta, Dominika, Kamila, Marcina, Michała, Roberta i Tomka życie Zuzanny też byłoby do niczego. Wczoraj, gdy Michał z Tomkiem przyjechali golfem z Hebdowa i wysiedli z niego na parkingu sto metrów od nas, też ucieszyła się bardziej niż wtedy, gdy ja wróciłem po nią z Paryża w ubiegły weekend.

 

 

Dzień bez mięsa

Wiecie, że dzisiaj, w czwartek 20 marca, mamy Dzień Bez Mięsa? Dowiedziałem się tego z przesłodkiego kalendarza Wydanego przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, jedną z organizacji pożytku publicznego, na które można przeznaczyć 1% swojego podatku. Nie jestem pewien, co oznacza Dzień Bez Mięsa. I kto powinien się powstrzymywać od jego spożywania, jeśli o to chodzi. Ludzie czy zwierzęta?
Z kalendarza dowiedziałem się też, że zwierzęta mają swoje imieniny. W marcu obchodzą swoje święto między innymi Puszek, Znajda, Niczyj (ciekawe, czy jest żeńska forma tego ostatniego).
Urocza inicjatywa.
Dzisiaj Dzień Bez Mięsa, a jutro, według niektórych kalendarzy, Dzień Wagarowicza. Mojej suce się trochę pomyliło i zrobiła sobie całodniowe wagary w Jaksicach wczoraj.

Stary rok w nowym roku

Google, jak to Google, przeraża mnie.
W okolicy świąt przesłał mi życzenia w postaci animacji zrobionej z fotografii zarchiwizowanych w moim telefonie komórkowym. Dobór tych fotografii, dokonany wszak przez jakieś komputerowe algorytmy, okazał się tak trafny, że faktycznie stanowi idealne streszczenie minionego roku. A w tytułowym slajdzie tej prezentacji jest zdjęcie ze sceny, która będzie opisana we wpisie sylwestrowym za dwanaście miesięcy.

1990 – niezastąpiona

Starczy staroci z lat siedemdziesiątych.
Był rok 1990. Miałem 18 lat. Każdy, kto w tamtym czasie przeżywał miłosny zawód, znał na pamięć słowa Nothing Compares 2U Sinéad O’Connor.
21 lat później na stacji BP w Brzostku, gdzieś między Pilznem a Jasłem, rozmawiałem po raz pierwszy przy stole z dziewczyną, która ma tyle lat, co ta piosenka. Zostaliśmy sami, bo Przemek poszedł umyć samochód. To była rozmowa o prostych, codziennych sprawach, a jednak wynikało z niej wiele obietnic i dużo nadziei na przyszłość.
Następnego dnia wracaliśmy tą samą drogą, chociaż było nas odrobinę więcej.
Na zdjęciach z początku lat dziewięćdziesiątych wyglądam bardzo śmiesznie. Mam długie włosy i brodę i zdaję się być dziesięć lat starszy. Na zdjęciu z klasy maturalnej nie potrafię z imienia i nazwiska wymienić wszystkich kolegów i koleżanek. Na stacji benzynowej w Brzostku zatrzymuję się za każdym razem, gdy tamtędy przejeżdżam. Nie zapomnę tamtej rozmowy.

Cztery pory roku

Wiadomo, chciałoby się może, żeby zawsze była wiosna, żeby wszystko się budziło, zaczynało, rozwijało, by w powietrzu unosiły się aromaty pobudzające do optymizmu. Ale tak nie jest i być nie może. Przychodzi lato, jesień, a w końcu także i to, co przyjść musiało. Zima.
Na szczęście zima nie jest wieczna, a w świetle wielkiego niczym oczy dziecka żółtawego księżyca znajdzie się zawsze ktoś, na kogo można liczyć. Ktoś, kto pomoże łopatą odrzucić śnieg, posypać oblodzoną drogę, albo – ze śpiewem na ustach – topić Marzannę.