Na początek, zanim napiszę w ogóle, o co mi chodzi, proste pytanie. Czy kiedy słyszysz "nowe szaty króla", postrzegasz to jako sformułowanie pozytywne czy też pejoratywne?
Mnie to określenie kojarzy się natychmiast z baśnią Hansa Christiana Andersena o tym samym tytule, która to - jeśli ktoś nie zwykł czytać książek - może mu być znajoma także z filmu studia Walta Disneya i paru innych ekranizacji. A skoro tak mi się kojarzy, to konotacje muszą być jednoznacznie negatywne.
Nowe szaty króla (czy też cesarza, w zależności od tłumaczenia) były w rzeczywistości oszustwem. Podający się za krawców naciągacze wyłudzili od pysznego władcy krocie za uszycie stroju, który został rzekomo uszyty z najszlachetniejszych tkanin i długotrwałym, hojnie opłacanym wysiłkiem. Problem polegał jednak na tym, że szaty te były niewidzialne dla ludzi, którzy są głupi albo niegodni swojego urzędu. Bojąc się przyznać, że są niekompetentnymi idiotami, wszyscy kontrolujący pracę "krawców" zachwalali pod niebiosa powstającą kreację. Podczas uroczystej procesji, w której odziany w nowe szaty, czyli w rzeczywistości nagi król maszerował ulicami stolicy, wszyscy wzdychali nad nieistniejącymi szatami z zachwytu. Aż wreszcie małe dziecko krzyknęło, że cesarz jest nagi, i czar prysł, a sam król zdał sobie sprawę, że padł ofiarą oszustwa.
No właśnie. I tak się zastanawiam, co miała na myśli firma Toyota (oraz jej copywriter) puszczając w medialny świat reklamę, z której dowiadujemy się, że nowa Toyota Hilux to "nowe szaty króla".

Od początku mistrzostw Europy w piłce nożnej, jak Polska długa i szeroka, rodacy siedzą i śledzą transmisje meczy w telewizji niemieckiej, dostępnej za darmo z dwóch powszechnie używanych w Polsce satelitów, Astry i Hotbirda. Ulice, place i parkingi pod hipermarketami w polskich miastach opustoszałe, Polacy siedzą przed ekranami i oglądają ZDF.
Ostatnie minuty meczu Polski ze Szwajcarią, dogrywka w karnych. Z każdym strzałem do bramki niemiecki komentator coraz bardziej rozentuzjazmowany, wyraźnie wymawia nazwiska wszystkich polskich piłkarzy, nawet Błaszczykowskiego. Kiedy kamera pomiędzy karnymi wędruje po trybunach, komentator wskazuje z wyraźnym wzruszeniem Bońka. Z każdym kolejnym zdaniem wydaje się bardziej oczywiste, że kibicuje Polsce. Przed oddaniem strzału przez Lewandowskiego, Milika, Glika i Błaszczykowskiego daje dowody swojej wiedzy na temat polskich zawodników. Po ostatnim karnym i golu Krychowiaka krzyczy po niemiecku "Witamy Polskę wśród największych potęg Europy!".
Dobrze, że w czasach, gdy polska telewizja jest pod propagandowym i kadrowym zaborem autorytarnej partyjnej władzy, za zachodnią granicą niemiecki podatnik łoży na naszą prawdziwą telewizję narodową. Dziękujemy Wam, Niemcy, za das Zweite Deutsche Fernsehen.

1

Wrzutka za wrzutką, afera goni aferę, ucichła sprawa posłanki Zwiercan, która zagłosowała za nieobecnego na sali posła Morawieckiego, do czego nie miała prawa, nawet jeśli wiedziała, jaką podjął decyzję i jak miał zamiar zadysponować swoim głosem.
Tymczasem w zgiełku dotyczącym tego, czy należy w tej sprawie wszcząć śledztwo czy nie, albo czy posłanka Zwiercan ma ponieść odpowiedzialność za swój czyn, i - ewentualnie - jaką, opinii publicznej umknęło coś zupełnie innego. Otóż po tylu latach podejrzeń, że Ziemia nie tylko jest odwiedzana przez obcych, ale że obcy w rzeczywistości sprawują kontrolę nad planetą, piastują urzędy i pełnią ważne funkcje w instytucjach, nie zwróciliśmy uwagi na to, że po aferze z feralnym czwartkowym głosowaniem media podały nam na telerzu dowód na to, że w Polskim Sejmie naprawdę zasiadają kosmici. Z łatwością można sprawdzić w dostępnych nadal w internecie relacjach, że posłanka głosowała "na cztery ręce". Tak powiedziano lub napisano między innymi w Fakcie, TVN24, Wirtualnej Polsce, Wyborczej, a nawet na portalu wPolityce.
Wydało się. Posłanka Małgorzata Zwiercan ma cztery ręce (a może nawet więcej, w każdym razie czterech użyła do głosowania). Pokażcie mi człowieka, który ma cztery ręce. Widzicie? Obcy są wśród nas.

1

Wskutek konfliktu między lepszym i gorszym sortem Polaków, tak wczoraj wyglądała krakowska siedziba partii o pięknej nazwie po demonstracji w obronie wolności słowa przed Radiem Kraków.

Ktokolwiek sprzątał elewację budynku, zarządca budynku czy sprawca całego zamieszania wokół mediów, warto mu - moim skromnym zdaniem - przypomnieć o obowiązku segregowania odpadów. Papier należy wyrzucać do specjalnie oznaczonych pojemników, nie jestem pewien, co się robi z flagą, ale z całą pewnością należy oddzielić składające się na nią elementy naturalne (drewno) od syntetycznych (szmata).
Wydaje mi się, że wiszący na drzwiach rysunek przedstawiający Mistrza i jego Kukiełki, z podpisem "Dobranocka dla Polski", można by spróbować przekazać na aukcję na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Sądzę, że wylicytowałaby się niezła sumka. Sam chętnie wziąłbym udział w licytacji, chociaż zapewne bym jej nie wygrał...
O ile segregacja odpadów jest naszym wspólnym obowiązkiem i odciąża znacząco nasze krakowskie sortownie komunalne, o tyle nadal nie ma jeszcze obowiązku sortowania ludzi na lepszych i na gorszych, bez względu na przyjęte kryterium, o czym przypominam z poczucia obowiązku, gdyby ktoś na widok wejścia do budynku na Alejach miał się zapomnieć.
Gratuluję osobie, która powiesiła na maszcie papier toaletowy. Wydaje mi się, że to bardzo wymowny gest przypominający każdemu, że w konkretnych czynnościach należy się posługiwać stosownymi, specjalnie do tego celu przeznaczonymi, narzędziami.

5

Obóz patriotyczny w mediach społecznościowych zachłystuje się z radości, ponieważ wczoraj o godzinie 16:00 Program Pierwszy Polskiego Radia... przestał odtwarzać "Mazurka Dąbrowskiego". Dyrektor radiowej Jedynki został za jego odtwarzanie zdjęty ze stanowiska. Podobno symboli narodowych nie powinno się nadużywać.
Idąc tym tropem, trzeba będzie zdymisjonować cały rząd premiera Kaczyńskiego, przepraszam, premier Szydło, ponieważ ministrowie obnoszą się przy każdej możliwej okazji z polskimi flagami w klapach marynarek.
Jeśli interpretacją tego, co jest nadużyciem, a co jest stosowne, zajmie się ktoś nadgorliwy, wkrótce może się okazać, że mamy bardzo duże bezrobocie...

P.S. Jednocześnie "patrioci" cieszą się, bo stanowiska w mediach "narodowych" przejmują osoby, które zapewnią wreszcie ich obiektywizm. Jaki to będzie obiektywizm i profesjonalizm, można zobaczyć w ćwierkach nowego szefa telewizyjnej Jedynki...

Dziś, w kilkunastu miastach w Polsce, a także w Pradze, Sztokholmie i Londynie, odbędą się demonstracje w obronie wolności słowa. W Krakowie pikieta o godzinie 14:00 pod siedzibą Radia Kraków na Alei Słowackiego.

2

Odgrzewany kotlet sprzed roku. Po tym, jak "Charlie Hebdo" w rocznicę zamachu opublikował numer z uzbrojonym w kałasznikowa judeochrześcijańskim Bogiem na okładce, z napisem "L'assasin court toujours (Sprawca wciąż na wolności)", zaskakująca liczba tych, którzy rok temu jednoznacznie bronili magazynu, dzisiaj podziela oburzenie muzułmanów...

Kilka dni temu w jednej z krakowskich księgarni na półkach wyłożony został francuski tygodnik satyryczny "Charlie Hebdo". Tłumy chętnych na niego raczej się nie rzuciły. Z całą sympatią dla Francji, Paryża i wolności słowa, język znad Sekwany nie jest powszechnie znany w Polsce, a cena jednego egzemplarza czasopisma - około 40 złotych - jest lekko wygórowana.
Poza tym łatwo się jest może solidaryzować przeciwko "islamskim terrorystom" i rzucać slogany o obronie chrześcijańskich wartości przed "dzikimi hordami ze wschodu". Ale dla "Charlie Hebdo" nie ma żadnych świętości i nie jestem pewien, czy czasopismo, które na Boże Narodzenie umieściło na okładce Matkę Boską w ginekologicznym rozkroku, może się spodziewać dużych zysków nad Wisłą. Nawet jeśli największy Empik w mieście nie sąsiaduje już z Kościołem Mariackim.
Dużo bardziej gustowna satyra, w której obiektem kpin była religia i związane z nią osoby lub przedmioty kultu, musiała się już w Polsce zmagać z obowiązującym nadal Artykułem 196 Kodeksu Karnego. Dlatego w postawie niektórych Polaków stających w obronie ofiar w redakcji "Charlie Hebdo" nietrudno się doszukać nutki hipokryzji. Jeśli chodzi o naśmiewanie się z islamu i proroka Mahometa, bronią wolności słowa i są za nią gotowi umierać, ale papież (zwłaszcza ten jeden) albo dogmaty ich własnego kościoła nie podlegają krytyce.

3

Z większością najczęściej powtarzanych bzdur na temat uchodźców z Syrii świetnie sobie poradził mój znajomy z Twittera w swoim bardzo profesjonalnym wpisie internetowym. Lepiej od niego na pewno tego nie zrobię i nawet nie próbuję.
Ale po prostu muszę się podzielić brednią, przez którą ćwiczę mięśnie brzucha od kilku dni, a która to brednia padła na antenie jednej z ogólnopolskich telewizji. Otóż, jak się tam dowiedziałem, uchodźcy z Syrii nie przyjadą do Polski nie dlatego, że to nie jest ich kraj docelowy i że nie po drodze im przez Polskę do Niemiec czy Szwecji (naprawdę?). Nie przyjadą dlatego, że granica Polski jest naturalną barierą geograficzną trudną do pokonania. Trzeba przejść przez wysokie, niebezpieczne góry, co całkowicie przerasta możliwości uchodźców.
Tak, taki dwudziestoparoletni Syryjczyk, który właśnie się pobił na granicy węgierskiej z policją, a wcześniej przepłynął na pontonie przez Morze Śródziemne, na pewno nie da rady przejść przez te polskie łańcuchy górskie, przez przełęcze pomiędzy nimi, a jak zobaczy Bieszczady, Beskidy czy Sudety, to się po prostu ze strachu posika w majtki.
Z litości dla dziennikarki nie podam jej imienia i nazwiska ani stacji, dla której pracuje.

2

Nie wiem, może tylko ja mam takie wrażenie, ale wydaje mi się, że w tym krótkim tekście autor popisał się całkowitą nieznajomością języka polskiego. Moim skromnym zdaniem albo ktoś jest zmarły, albo zamordowany. Tego rodzaju błędy w podręcznikach znakomicie wyłapują informatycy. Szkoda, że Gazeta nie korzysta z usług moich studentów...