Szkieletor chudnie w oczach

Ikona Krakowa, Szkieletor, do niedawna wyglądał tak.

Ci z Was, którzy dawno nie byli na Lubomirskiego albo na Mogilskim albo w Krakowie w ogóle, mogą się zdziwić, ale Szkieletor wygląda obecnie tak (zupełnie inaczej, niż przez ostatnie dekady).

Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądać za parę lat… Coraz chudszy, biedaczek…

Ciepło w Lublinie

Idzie chłód i słota, wkrótce zima. Gdy człowiek patrzy na ten przykład małej architektury z centrum Lublina, robi się tak jakoś cieplej na sercu… Dbajcie wszyscy o siebie i swoich bliskich, a na pewno nikt się tej zimy nie przeziębi.

Muzułmanie na Sobieskiego

Trolle prawej strony lubią się – w sposób dosyć powierzchowny –  odwoływać do tradycji odsieczy wiedeńskiej i Jana III Sobieskiego, gdy nawołują do „obrony” Polski przed islamem. Kraków, jak to Kraków, potrafi zaskoczyć, a że jest to miasto, które kocham, muszę je po raz kolejny pochwalić.

Na zdjęciu powyżej po lewej stronie jest jedno z lepszych liceów Krakowa, znane ostatnio szerzej w Polsce z tego, że w tym właśnie liceum języka niemieckiego uczy(ła) żona głowy państwa. Po prawej stronie, na wprost wejścia do liceum, budynek, w którym znajduje się siedziba Centrum Muzułmańskiego w Krakowie.
Ironiczny uśmiech może pojawić się na twarzy, gdy człowiek sobie uzmysłowi, że szkoła po lewej to II Liceum Ogólnokształcące im. Jana Sobieskiego, a sama ulica to ulica Sobieskiego. I to tu właśnie, przy Sobieskiego 10, popularyzuje się w Krakowie język i kulturę arabską, a także kultywuje islam (choć pewnie to nie jedyne takie miejsce w mieście).

Pierwszy rok z predyspozycjami

Na pierwszym roku informatyki stosowanej tylko kilka osób znam, póki co, z imienia i nazwiska, a – kiedy wchodzą na zajęcia – nadal nie wszystkich jeszcze kojarzę nawet z widzenia. A jednak muszę powiedzieć, że dzisiaj pokochałem ich już z całego serca i doszedłem do wniosku, że jest w nich jakaś nadzieja dla przyszłości ludzkości.
Poczułem to nie tylko wtedy, gdy jeden z nich – odpowiadając na jakąś głupawą i niewiele w sumie znaczącą zaczepkę na początek zajęć – zaczął swoją spontaniczną reakcję używając słowa whimsical. Choć to oczywiście też zrobiło na mnie wrażenie.
Ale moje serce zabiło mocniej, gdy jedna z grup dała mi dobitnie odczuć, że mają wybitne predyspozycje do studiowania informatyki. Kończąc zajęcia w jednej z tych grup, oznajmiłem im, że teraz posiedzimy sobie spokojnie w milczeniu do godziny jedenastej, na co któryś z nich przytomnie i rezolutnie zauważył, że zajęcia kończą się o dziesiątej czterdzieści pięć. Reagując na tą jakże słuszną uwagę oznajmiłem, że w takim razie ja posiedzę w milczeniu do jedenastej, a oni niech robią to, na co mają ochotę i co uważają za stosowne. Cała grupa bez słowa komentarza wstała, poskładała swoje rzeczy i – żegnając się (każdy z osobna i bardzo grzecznie) – opuściła salę. Zapewniam was, że tak logicznie zachowują się tylko informatycy. Na każdym innym kierunku nastąpiłaby albo konsternacja, albo rozpoczęłaby się dyskusja i negocjacje, albo byłby foch.
Jest nadzieja dla ludzkości w pierwszym roku informatyki*.


* W pierwszym miesiącu zajęć pierwszy rok informatyki dodał z własnej inicjatywy już trzy nowe słowa do listy słów zakazanych. Pojawią się na tej liście w najbliższych dniach.

Bardziej otwarta Serenada

Z jednej strony jestem rozczarowany, bo okazuje się, że tajemnicze billboardy w Krakowie i okolicach nie są – jak się spodziewałem – kampanią społeczną przeciwstawiającą się ksenofobii, nacjonalizmowi i rządowej propagandzie, lecz przedsięwzięciem reklamowym o charakterze czysto komercyjnym.
Z drugiej strony, nowej krakowskiej galerii handlowej wypada pogratulować sloganu, który tak mnie zaintrygował. Wkrótce okaże się, co się za nim faktycznie kryje.

Kwantyfikatory Jacka

Zaczepiam Jacka na przystanku tramwajowym, bo wydaje mi się, że nie oddał mi książki. Wyjaśniamy sobie sprawę, przyjeżdża 52, wsiadam, a Jacek wsiada ze mną, bo wprawdzie czeka na 9, ale trasa przez kilka przystanków (do Cystersów) się pokrywa, a Jacek – jak się okazuje – też ma do mnie sprawę. Poza tym dziewiątki są stare, głośne i nie ma w nich klimatyzacji.
Zaczyna mi tłumaczyć, że nie będzie go na zajęciach, bo musi sobie uporządkować różne rzeczy w harmonogramie, pogodzić je, i podczas najbliższych zajęć ze mną musi iść do jakiegoś gościa, który wymaga, żeby do niego chodzić na zajęcia. I że umówi się z nim, że będzie chodził w innym terminie. A potem, mówi mi Jacek, musi jeszcze iść do drugiego gościa, który wymaga, żeby do niego nie chodzić na zajęcia, i z nim też coś uzgodnić.
Spoglądam na Jacka z lekką konsternacją, on sam się lekko przycina i zastanawia nad tym, co powiedział, a następnie obaj czujemy ulgę. No tak, gdyby Jacek naprawdę miał takie kłopoty z logiką, jakie na pierwszy rzut oka wynikały z tego przejęzyczenia, to nie ma szans, by mu się kompilowały programy, które skodzi. Dziekan w ubiegłym roku pozwolił Jackowi się przenieść z mechaniki i budowy maszyn na informatykę stosowaną, widocznie miał nadzieję, że w Jacku jest to coś, co sprawia, że może być informatykiem. Oby to się nie okazało pomyłką. Szkoda by było Jacka czasu…

Bardziej otwarci

Na mieście, ba, nawet na wsi, pojawiły się intrygujące billboardy.
Póki co, hashtag #bardziejotwarci jest w mediach społecznościowych prawie nieobecny. Nie wiem, kto finansuje te billboardy ani w jakim celu ta kampania została uruchomiona, ale pora chyba na następny krok. Tym bardziej, że grunt dla takiego przesłania chyba nie jest szczególnie podatny… Dzisiaj Polacy szczelnym kordonem różańcowym obstawili granice kraju i część z nich wprost mówiła, że to po to, by się zamykać przed napływem osób i wartości z zewnątrz.
Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony kampanii.

Wszystko dla Niemców


Gdy pierwszy raz przyjechałem służbowo do Rzeszowa, ten budynek i cały kompleks w ogóle nie istniał. Dziś wrósł już na stałe w krajobraz stolicy Podkarpacia i mało kto zwraca uwagę na tabliczki o unijnych funduszach, które przyczyniły się do jego powstania nie tak przecież dawno temu. Korytarze, sale wykładowe i ich wyposażenie robią na mnie wrażenie swoją nowoczesnością, ale odwiedzająca budynek młodzież nie zwraca na nie w ogóle uwagi, zdają się być dla nich zupełnie naturalne.
Kilka lat temu bywało, że do Rzeszowa jechałem autem nawet 4 – 5 godzin, w zależności od natężenia ruchu i korków. Po drodze miałem do wyboru albo drewniany prom, albo most, na którym mijające się auta musiały sobie ustępować, ponieważ ruch dwukierunkowy nie był możliwy. Dzisiaj mam do wyboru kilka strzelistych mostów, w tym prowadzący wprost na autostradę Most Kardynała Macharskiego, jadąc którym czuję się prawie tak, jakbym jechał po Golden Gate. Autostradą jedzie się niecałe półtorej godziny, a można krócej. Nawet nie jadąc autostradą, każde z miasteczek, w których dawniej stało się w długich korkach, omija się szerokim łukiem obwodnicy. Na Podkarpacie co chwilę jedzie też pociąg Intercity, nawet z Częstochowy jest dziewięć ekspresów dziennie. Pomyśleć, że kiedyś – by dojechać z Częstochowy do Krakowa – przesiadałem się po drodze dwukrotnie, bo bezpośrednich połączeń było bardzo mało.
Jeszcze parę lat temu moje koleżanki z Rzeszowa jeździły do Krakowa na zakupy. Patrzę na młodzież na sali i widzę, że ich buty, bluzy, spodnie, kurtki, plecaki i torebki zostały kupione w sieciach, których sklepów do niedawna nie było na Podkarpaciu, a w czasach mojej młodości w całej Polsce.
Myślę sobie, że powinni być szczęśliwi. Mają na wyciągnięcie ręki wszystko to, o czym my nawet nie marzyliśmy, bo nie wiedzieliśmy, że jest możliwe. Przed nimi perspektywy, które dla nas były niewyobrażalne. Tymczasem koleżanka pracująca w innej rzeszowskiej uczelni, również rozbudowanej niewyobrażalnie w ostatniej dekadzie i imponującej nowoczesnością, opowiada mi, że jej studenci są bierni i nie próbują korzystać z możliwości, jakie stoją przed nimi otworem. Na konwersacjach w ubiegłym roku akademickim grupa jednomyślnie zaskoczyła ją opinią, że autostrada na Podkarpacie powstała tylko po to, by Niemcom łatwiej było przyjeżdżać do Rzeszowa i wykorzystywać mieszkańców miasta i regionu jako tanią siłę roboczą i rynek zbytu. Część grupy, chociaż ma bryki z kilkulitrowymi silnikami, w ramach protestu nie jeździ autostradą, a korzystających z niej uważa za zdrajców narodu.
Od 1989 roku wiele zrobiliśmy, wiele osiągnęliśmy, ale jest jakiś obszar w edukacji i wychowaniu, który pozostał zaniedbany. Wyrosło nam pokolenie ludzi, którzy bohaterami gardzą, a z morderców, złodziei i gwałcicieli robią bohaterów. Pokolenie ludzi, którzy z dobrowolnie wybranej jako przedmiot maturalny wiedzy o społeczeństwie osiągają żenująco niskie wyniki, a mimo to uważają, że mają niepodważalny mandat do decydowania o kształcie konstytucji i konieczności jej zmiany. Ludzi, którzy największe zwycięstwa postrzegają jako porażki, a klęskom gotowi są oddawać cześć. Trochę to smutne.