Ostateczne rozwiązanie

Kilka dni temu profesor Bogusław Śliwerski zwrócił – bardzo celnie – uwagę na fakt, że bezprzedmiotowe przepychanki słowne, nomenklatura i definicje, w dodatku stosowane na siłę i przez ludzi, którzy nie znają znaczenia używanych przez siebie słów, nie powinny przysłaniać partii rządzącej rzeczywistych potrzeb zmian w oświacie ani przyćmić wizji tych zmian, o ile kiedykolwiek można było mówić o jakiejś wizji reformy edukacji w wykonaniu PiS.
W liście, który minister edukacji skierowała do szkół z okazji zbliżającej się inauguracji roku szkolnego, mnie z kolei zastanowiło coś innego. Mam bowiem wrażenie, że kwintesencją braku kompetencji i predyspozycji Pani Zalewskiej do zajmowanego przez nią stanowiska jest to, co napisała na samym końcu listu, jako swego rodzaju formułę grzecznościową, kończącą list. Zaprasza tam wszystkich do współpracy nad „ostatecznymi rozwiązaniami” dla polskiej oświaty.

Życząc udanego nowego roku szkolnego, pełnego satysfakcji z pracy z uczniami, zachęcam do aktywnego włączenia się do prac nad ostatecznymi rozwiązaniami dotyczącymi polskiej edukacji.

Trzeba być bardzo niekompetentnym albo popełnić wyjątkową gafę, by zapomnieć, że szkoła i edukacja to proces z definicji stale ewoluujący, w którym osiągane wyniki poddawane są analizie, a wyciąganie wnioski prowadzą do przemyślanych i celowych zmian. Trzeba też być bardzo zarozumiałym, żeby uważać, że jest się w stanie zaproponować rozwiązania, które będą miały charakter ostateczny. Nie mówiąc już o tym, że „ostateczne rozwiązanie” to termin dość niefortunny. Osobie posiadającej elementarne wykształcenie humanistyczne powinno się kojarzyć z najczarniejszymi kartami historii i nie powinno raczej mieć pozytywnych, konstruktywnych konotacji.

  • Marcin Klis

    Trafne spostrzeżenie Panie Marcinie. Ostateczne rozwiazanie to niefortunne sformułowanie, np. dla tysięcy nauczycieli gimnazjów którzy poświęcili najlepsze lata wierząc w ideały i prace u podstaw. Dzisiaj wmawia się nam, przy poklasku większości, że nasza praca była zła i niepotrzebna. Ze gimnazja to samo zło i w momencie ich rozwiązania jak za dotknięciem magicznej różdżki znikną wszystkie problemy dotyczące dzisiejszych nastolatków. W białych rękawiczkach wyślą na bruk tysiące nauczycieli, bo chyba nikt nie ma watpliwości, że wszyscy znajdziemy pracę w nowym, lepszym systemie. Aczkolwiek ostateczne słowo i tak należeć będzie do Prezesa. On przecież wie najlepiej we wszystkich kwestiach. Pozdrawiam.

    • poltiser

      Oszczędzajcie słowa – one jeszcze będą wam potrzebne, jako że wraca nowe!

      Ostateczne rozwiązanie – to element Dobrej Zmiany posługującej się ahistoryczną NowoMową. W poszukiwaniu źródeł zachęcam do studiowania wykładów Mniemanologii Stosowanej profesora doktora rehabilitowanego, które w niedzielne poranki umilały nam życie w latach 70tych. Zwłaszcza cenne byłyby prezentacje z cyklu “O wyższości…”

      Słowem – jak nie może być lepiej powinno być inaczej!