Jest nadzieja

Jest siła w narodzie i jest nadzieja na przyszłość. Młodzież studencka – co można poznać nie tylko po naklejkach w windach – ma coraz bardziej patriotyczne nastroje. Nie brak im także gotowości do gestów altruistycznych, co rusz a to dają sobie upuścić krwi w szlachetnym geście, a to – jak w ostatnich dniach – rejestrują się jako dawcy szpiku. Trudno takie akcje przeoczyć, bo cały wydział obwieszony jest wtedy ogłoszeniami i strzałkami kierującymi do punktu altruistycznego wykazywania się.

DSC_0005

Jak jednak widać na poniższym przykładzie, szlachetnej braci studenckiej nie brak także innych cech. Są ekologiczni i nie marnują papieru – poniższy znak ze strzałką może się nie udał do końca, ale nie został zmarnowany. Poza tym tak świetnie posługują się angielskim, że pomyłkę łatwiej im było wyjaśnić w tym języku, niż po polsku. Swoją drogą jakby to było po polsku? Oj tam oj tam?

DSC_0004

Koniec sesji

Koniec sesji zbliża się wielkimi krokami. Mam wrażenie, że przyniesie mi to ulgę. Od kilku dni – niestety – brak mi już cierpliwości, co daje o sobie znać przede wszystkim wtedy, gdy jakiś student czy studentka przyślą mi maila lub SMS-a z pytaniem, kiedy będzie mnie można zastać na Wydziale / Uczelni.
Najbardziej rozbrajający są ci, którzy podczas mojego dyżuru przysyłają mi to pytanie SMS-em, którego ja odczytuję zwykle po powrocie do domu (paradoksalnie, maile i wiadomości przez komunikatory odczytuję zwykle szybciej niż SMS-y, których spora część w ogóle do mnie nie dociera dzięki różnym aplikacjom blokującym marketingowy spam).
No i zacząłem im odpowiadać tym obrazkiem. Wiem, trochę chamsko. Mam wyrzuty sumienia… Z drugiej strony, większość z nich to studenci … informatyki.

English Quiz

Większość moich studentów, którzy decydują się na tworzenie jakichś komputerowych pomocy dydaktycznych do nauki języka angielskiego, robi bazy słownictwa do Supermemo albo strony internetowe. Niewielu decyduje się na napisanie własnego programu, chociaż zdarzyło mi się już przyjąć i zaakceptować programy napisane na Androida, Windowsa i działające niezależnie od platformy (np. w Javie). Ci, którzy tworzą coś własnego, rzadko kiedy dochodzą ze swoim projektem do etapu, który można by uznać za zakończony, chociaż w Google Play i Sklepie Windows Phone jest parę projektów, które powstały wskutek inspiracji lektoratowej podczas studiów na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. W związku z tym aplikacje te rzadko udostępniam.
Program, którego autorem jest Oskar Strzelecki, to stworzony w C# prosty interfejs do ćwiczenia leksyki (i nie tylko) w oparciu o ćwiczenia w dopasowywaniu oraz pytania prawda/fałsz. Program zawiera autorską bazę pytań (nie bezbłędną, więc choćby z tego powodu można uznać, że to taka wersja „alfa”) z zakresu informatyki i matematyki. Surowość interfejsu dla jednego będzie wadą, dla drugiego zaletą – zwłaszcza, że jest to w oczywisty sposób związane z prostą, intuicyjną obsługą programu.

Dodatkową zaletą programu jest fakt, że potencjalny użytkownik może przy jego pomocy tworzyć / edytować własną bazę pytań na dowolny temat.

Mleko, jajka, programista

Z serii kawałów z brodą dla informatyków:

A programmer is going to the grocery store and his wife tells him, „Buy a gallon of milk, and if there are eggs, buy a dozen.” So the programmer goes, buys everything, and drives back to his house. Upon arrival, his wife angrily asks him, „Why did you get 13 gallons of milk?” The programmer says, „There were eggs!”

Czyli:

Idzie programista do sklepu i żona mówi mu: „Kup karton mleka, a jak będą jajka, to kup dziesięć.” Programista wraca do domu z zakupami, a żona – zaglądając do siatki – zwraca się do niego z pretensjami: „Czemu kupiłeś jedenaście kartonów mleka?”. No to programista odpowiada: „Bo były jajka!”.

Bardzo lubię studentów informatyki. Ale trzeba naprawdę uważać, co człowiek do nich mówi…

Dlaczego programiści noszą okulary…

Z cyklu kawałów z brodą dla informatyków (kawałów dla informatyków z brodą?):

Why do Java programmers always wear glasses?
Because they don’t C#

Dla niewtajemniczonych: C# to obiektowy język programowania, nazwę języka czytamy „C Sharp”, czyli tak samo, jak „see sharp”, co znaczy „widzieć wyraźnie”.

Netykieta

Po kilku otrzymanych w październiku mailach od studentów nie wytrzymałem i na którychś zajęciach spytałem informatyków z pierwszego roku, co jest grane. Osobiście jestem w internecie od samych jego początków i kojarzy mi się on ze wspólnotą, w której ludzie szanują się wzajemnie, ale licealista jest w nim na równych prawach z profesorem uniwersytetu i mogą ze sobą dyskutować nie kwestionując swojego autorytetu ani nie twierdząc, że którykolwiek z nich jest lepszy czy mądrzejszy. Rozumiem, że internet lat „nastych” wieku dwudziestego pierwszego jest już inny i że studenci zwracają się do nas w formie grzecznościowej, ale kolejne maile tryskające lizusostwem w rodzaju poniższego wprawiły mnie w zdumienie:

Wielce Szanowny Panie Profesorze (tu moje imię i nazwisko, mniejsza z tym, że jestem magistrem, może do kwadratu, ale jednak magistrem)!
Proszę wybaczyć, że pozwalam sobie zwrócić się do Pana za pośrednictwem poczty elektronicznej (tak jakby internet był w ogóle niestosowny w kontaktach między studentami a prowadzącymi zajęcia), w dodatku podczas weekendu (tak jakby serwery mojej poczty działały tylko w godzinach konsultacji), ale… (i tu następuje długi, pełen osobistych szczegółów elaborat)

Gdy spytałem gości z pierwszego roku, o co chodzi, wyjaśnili mi – lekko zmieszani – że tak ich pouczono na spotkaniu z wydziałowym samorządem studenckim. To ponoć taka wydziałowa netykieta. Mają być grzeczni do bólu i dostali w tym celu od starszych kolegów garść gotowych formułek. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że są one przesadzone i – co najmniej niekiedy – po prostu śmieszne.
Dzisiaj rano wstałem i odpisałem na maile. Jeden z nich był od studenta ze starszego roku. Dziwne, że studenci starszych lat przekazują „kotom” takie instrukcje, a sami – tak jak Marcin – piszą w ostatnim zdaniu maila tłumaczącego się z nieobecności w ostatnich tygodniach:

Mam nadzieję, że nie przesrałem sobie za bardzo.

Cholera, jak to jest, że oni młodym każą tak się płaszczyć, a sami piszą do mnie w mailach coś takiego?

Brakuje do giga

There is a band called 1023 MB.
You haven’t heard of them because they haven’t made it to a gig yet.

Piąty rok informatyki, grupa 41K7, twierdzi, że to suchar. Ale mi się ten dowcip bardzo podoba.
Jeśli go nie rozumiesz, widocznie nie wiesz, że „gig” to wyraz dwuznaczny. To skrót od „gigabyte”, czyli 1024 megabajty. Ale to także koncert, występ przed publicznością.

Przyjaźni dla środowiska

Dzisiaj na zajęciach z drugim rokiem informatyki słuchaliśmy fragmentu podcastu, z którego można się między innymi dowiedzieć, że pobranie z internetu jednego gigabajta danych wiąże się z zużyciem dwustu litrów wody. Jednym słowem, korzystanie z komputera połączonego z siecią jest bardzo, bardzo nieekologiczne.
Studenci – niezwykle zatroskani, także dzielący się z nami przez hotspota swoim pakietem internetowym Michał – zaczęli podejmować szlachetne rezolucje, by pomóc ratować naszą biedną poczciwą planetę.
Może by tak na przykład, zamiast pobierać piracki film z internetu, jechać na rowerze do znajomych, którzy już ten film mają, i obejrzeć go u nich?
Heniek, jak zawsze najrozsądniejszy, wpada na pomysł genialny i jakże dla wszystkich inspirujący. Zamiast ściągać z sieci filmy pornograficzne, trzeba sobie znaleźć dziewczynę…

Seks na automatyce i robotyce

Od paru dni uważnie śledzę zmiany planu zajęć na studiach dziennych na naszym wydziale. Układający plan kolega stosuje – z konieczności – skróty w nazwach przedmiotów.
Domyślnie otwiera mi się plan studentów automatyki i robotyki. Patrzę na ten plan i widzę w poniedziałki dziwny przedmiot. Wykłady z tego przedmiotu jeszcze mnie tak bardzo nie niepokoją, ale ćwiczenia po południu wydają się być bardzo kontrowersyjne.
Ale może to tylko ja mam takie głupie skojarzenia i nie rozumiem (przynajmniej nie w pierwszej chwili), że to po prostu „podstawy eksploatacji maszyn”…