Dzisiaj na zajęciach z drugim rokiem informatyki słuchaliśmy fragmentu podcastu, z którego można się między innymi dowiedzieć, że pobranie z internetu jednego gigabajta danych wiąże się z zużyciem dwustu litrów wody. Jednym słowem, korzystanie z komputera połączonego z siecią jest bardzo, bardzo nieekologiczne.
Studenci – niezwykle zatroskani, także dzielący się z nami przez hotspota swoim pakietem internetowym Michał – zaczęli podejmować szlachetne rezolucje, by pomóc ratować naszą biedną poczciwą planetę.
Może by tak na przykład, zamiast pobierać piracki film z internetu, jechać na rowerze do znajomych, którzy już ten film mają, i obejrzeć go u nich?
Heniek, jak zawsze najrozsądniejszy, wpada na pomysł genialny i jakże dla wszystkich inspirujący. Zamiast ściągać z sieci filmy pornograficzne, trzeba sobie znaleźć dziewczynę…

No a jak wysłać „friendom” z fb link do dziewczyny?
To jest właśnie argument by więcej ściągać z internetu. Jak się mowi człowiek pije za mało wody, w tym administratorzy sieci. Idąc tym tokiem rozumowania każdy gigabajt to szklanka wody dla osoby, która coś robi przy routerach pośredniczących między nami a docelowym komputerem. Jestem tylko ciekawy jak wypadły by statystyki gdyby w pracy zamiast wody piło się piwo.
To jak sceny erotyczne z „Barbarelli” – warto obejrzeć! – to klasyk a w dodatku groteska…
Fajny komentarz! Gratuluję.
Czy znasz „Save the planet” Carlina? Jakże na czasie!