Udany pogrzeb

Lata temu, gdy opuszczałem Częstochowę, napisałem na moim nieistniejącym już profilu społecznościowym, że zostawiam ją pod opieką Michała.

Pamiętam, jak mój siostrzeniec Michał się rodził. Ostatnio byłem na jego pogrzebie. W przyszłym tygodniu będą pierwsze urodziny jego syna, Juliana.

Co by nie powiedzieć, pogrzeb Michała był najpiękniejszym pogrzebem, na jakim byłem. Miał świecki charakter, dzięki czemu bezmyślne formułki odczytywane z brewiarza zastąpiły intymne wspomnienia, przemyślenia, muzyka i poezja. Nie był to pierwszy świecki pogrzeb, w którym uczestniczyłem, ale był najpiękniejszy. Tak jak i urna. Żona Michała, Paulina, jego brat, Paweł, jego rodzice i przyjaciele odwalili kawał dobrej roboty, pożegnali Michała naprawdę godnie i z szacunkiem.

Naturalnie lepiej by było, by Michał nadal żył. Dla wszystkich. Ale skoro już stało się tak, jak się stało, to przynajmniej pogrzeb był godny pozazdroszczenia. Byłem naprawdę dumny z Michała, gdy z kolumn w sali pożegnań cmentarza komunalnego w Częstochowie popłynął głos Morriseya.

Mam nadzieję, że ktoś uszanuje mnie i moje przekonania, gdy będzie organizować mój pogrzeb. Tak jak okazali mi współczucie i empatię panowie policjanci, którzy udzielili mi pouczenia i przyjęli moją skruchę, gdy – wracając z pogrzebu syna mojej siostry -przekroczyłem w terenie zabudowanym w okolicach Lelowa prędkość o zdecydowanie, zdecydowanie za wiele.

Michał też zbyt szybko przejechał przez to życie.

Na zawsze zdalnie

Dopiero co pisałem o zaletach nauczania zdalnego i o tym, że po powrocie na kampus pewnych rzeczy będzie mi brakowało. Dziś chciałbym dać przykład czegoś, co już na zawsze powinno pozostać na uczelni zdalne, a w każdym razie – powinna być taka opcja dla zainteresowanych.

Dzisiaj odbyliśmy egzamin doktorski z języka angielskiego z kandydatem, który był podczas egzaminu w Warszawie, gdzie mieszka i pracuje (aczkolwiek sporo czasu – z uwagi na obowiązki zawodowe – spędza także w Niemczech). Jednocześnie ja i reszta komisji byliśmy na Politechnice Częstochowskiej, Politechnice Krakowskiej, w Krakowie, Nowej Hucie i na wsi pod Krakowem. Gdyby nie pandemia, musielibyśmy wszyscy razem spotkać się w jednym pomieszczeniu na około pół godziny. W tym konkretnym przypadku ludzie z trzech różnych województw – mazowieckiego, śląskiego i małopolskiego – musieliby się umówić i spotkać w Czyżynach.

Naukowcy związani z naszym Wydziałem rozsiani są na codzień na wielu kontynentach, co najmniej od Kalifornii po Chiny. Odkąd zmagamy się z pandemią COVID-19, egzaminy doktorskie z języka angielskiego zdarzyło mi się prowadzić z doktorantami łączącymi się z różnych krajów, a nawet kontynentów. Zastanawiam się, czy na egzamin z języka angielskiego naprawdę ludzie muszą przyjeżdżać na Politechnikę Krakowską, jak to było przed pandemią, czy też może jednak możemy zacząć korzystać z możliwości technologicznych, jakie są teraz udziałem każdego studenta i każdego nauczyciela akademickiego, a o których ludzie renesansu czy oświecenia nie mogli nawet marzyć, bo wykraczało to poza ich możliwości pojmowania?

To było – moim zdaniem – pytanie retoryczne.