Nauka jazdy

Bardzo się martwię o młodego kursanta, któremu w sobotnie popołudnie dwukrotnie zgasł silnik, gdy pojazdem nauki jazdy próbował opuścić skrzyżowanie ulic Dekabrystów i Kiedrzyńskiej w Częstochowie. W zamieszaniu spowodowanym zatamowaniem ruchu na dojeździe do skrzyżowania doszło do stłuczki, w której uczestniczył jadący za kursantem Opel i dojeżdżający do sąsiedniego pasa Volkswagen, kierowany przeze mnie. Myślę, że temu kursantowi mogła pozostać jakaś okropna świadomość, że przez jego problemy z puszczaniem sprzęgła i wciskaniem gazu doszło do kolizji i szkód komunikacyjnych.
Mam straszne wyrzuty sumienia, że ktoś może się teraz przeze mnie denerwować i przypomni sobie o całym zajściu podczas egzaminu na prawo jazdy. A to w oczywisty sposób może wpłynąć na wynik tego egzaminu. Nie mam pojęcia, kim była osoba prowadząca pojazd nauki jazdy na sąsiednim pasie tego feralnego dla mnie dnia, ale chciałbym ją zapewnić, że ta drobna kolizja przysporzyła mi wprawdzie trochę kłopotów i będzie mnie kosztowała nieco wolnego czasu, ale w sposób zupełnie niespodziewany poprawiła ona jakość mojego życia. Z braku czasu przestałem zupełnie nadążać za tym, który polityk ile razy zdradził żonę, który ma jeszcze jakieś czyste taśmy, na które nikogo nie nagrał, a który zarchiwizował swoje nagrania na nośnikach cyfrowych. Ba, całkiem mnie to przestało interesować.
Mam lekko wgniecione prawe drzwi, muszę zmarnować trochę czasu na wizyty w towarzystwie ubezpieczeniowym, banku i u blacharza. I jestem przez to bardzo szczęśliwy. Powodzenia na egzaminie!

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bez kategorii Tagi

Ofiary katami

Pod koniec wakacji wybrałem się z mamą, bratową i kuzynką do Oświęcimia. Bratowa nigdy nie była i od lat przy różnych okazjach wspominała, że musimy pojechać. Mama była wiele lat temu i nie wszystko pamiętała, nad latrynami w baraku w Brzezince nie wytrzymała i puściły jej nerwy.

Dla mnie wizyta w Oświęcimiu też miała tym razem trochę inny wymiar, niż każda poprzednia. Znużony i zdegustowany często obecnie słyszanymi antyniemieckimi stereotypami o tym, kto był ofiarą wojny, a kto był za nią odpowiedzialny, z niekłamaną satysfakcją obserwowałem kilkaset osób zwiedzających obóz razem z nami. Przemieszczając się z grupy do grupy wzruszyłem się na myśl o tym, że do Oświęcimia w czasach współczesnych przyjeżdżają tłumy ludzi, tak samo jak przyjeżdżały pociągami na rampę śmierci w latach czterdziestych ubiegłego stulecia. Są w rozmaitym wieku, różnych narodowości. Tego dnia słyszałem w Oświęcimiu ludzi mówiących po polsku, niemiecku, rosyjsku, japońsku, hiszpańsku, francusku, w jidisz.

W obozie głównym jest plansza z mapą pokazującą miejsca w całej Europie, z których zwożono do Oświęcimia więźniów. Jeden rzut oka na tę mapę obala mit, jakoby linia podziału między ofiarami a oprawcami dała się wyznaczyć jako linia oddzielająca od siebie jakieś narody. Widać, że ofiarami II wojny światowej byli tak naprawdę wszyscy.

Gdzie indziej jest olbrzymia ekspozycja walizek zostawionych przez więźniów przybyłych do Oświęcimia i skierowanych wprost do komór gazowych. Walizki te były w pośpiechu podpisywane nazwiskami, numerem transportu i miejscem zamieszkania. Niełatwo wśród tych walizek wypatrzyć polskie nazwiska.

Na ścianie jednego z baraków znajduje się tablica, która młodych austriackich komunistów zgładzonych w Oświęcimiu nazywa bohaterami i patriotami. Ważna lekcja dla obsesyjnie zawłaszczających sobie monopol na patriotyzm polityków współczesnych. Gdy słyszę niektórych z nich, mam wrażenie, że słucham bezprzedmiotowych kłótni o wyższość takiego czy innego koloru oczu albo włosów.

Warto jeździć do Oświęcimia i uświadamiać sobie, że to człowiek człowiekowi zgotował ten los. I nieważne zupełnie, jakiej byli narodowości, bo ludzi szalonych nie brakuje i dziś. W każdym narodzie, także naszym. I to właśnie szalonych Polaków boję się najbardziej.


Jestem częścią układu

Nie ma sensu dłużej ukrywać, jestem częścią układu. Prędzej czy później, naukowcy posługujący się metodą ujawnioną wczoraj przez premiera dotrą po nitce do kłębka i stanie się to pewnie niebawem. Sypiam w koszuli i pod krawatem, żeby wyglądać w miarę przyzwoicie, gdy z kamerami wpadną rano mnie zatrzymać. Mam spakowaną szczoteczkę i pastę do zębów przy drzwiach, o jedenastej wieczorem golę się gładko i zamiatam klatkę schodową.
W wywiadzie dla Gazety Pomorskiej premier powiedział, że „dziś o układzie można więcej powiedzieć niż kiedyś, nawet są prowadzone badania o charakterze naukowym, przy użyciu modelu komputerowego układu, by ukazać te wszystkie związki między różnego rodzaju ośrodkami sił społecznych w Polsce”.
Do moich czytelników w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Kochani, nie wracajcie do Polski. Z daleka chyba jeszcze jest możliwe czuć się Polakiem i kochać Polskę. Tu, na miejscu, można się już tylko wstydzić.

The best defense against usurpatory government is an assertive citizenry.

William F. Buckley
Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bez kategorii Tagi ,

Rolnicy, leśnicy i inni tacy…

Zostałem słusznie upomniany. W przeglądzie mniej i bardziej debilnych filmów studenckich po macoszemu potraktowałem jedną z największych uczelni Krakowa, na której w dodatku studiuje wielu moich absolwentów. Przeglądając filmy z Akademii Rolniczej publikowane przez studentów tej uczelni na YouTube.com można odnieść wrażenie, że studiuje się tam śpiewająco.
Film 1
Film 2
Film 3
Film 4
Film 5
Film 6
Film 7
Film 8
Film 9
Film 10
To jest wpis ze szczególną dedykacją:
– dla Wojtka, by odnalazł się na filologii węgierskiej i by się tam bawił równie dobrze, jak niektórzy jego koledzy kontynuujący studia na Akademii Rolniczej. By czerpał z tego taką samą satysfakcję;
– dla drugiego Wojtka, żeby przynajmniej swoich dzieci dopilnował przy wybieraniu przedmiotów na maturę, skoro sam wybrał bez sensu. Będą mogły pójść na Politechnikę. Tylko pamiętaj, Wojtek, że one akurat mogą marzyć o czymś innym, niż mechanika pojazdów samochodowych;
– i dla Łukasza, żeby wymyślił wystarczająco romantyczne zaręczyny.

Pocieszenie plus

Wakacje akademickie trwają o miesiąc dłużej, więc mam jeszcze kilka tygodni na przygotowanie się do spotkania ze studentami. Ale jeśli po ostatnich dwóch wpisach ktoś doszedł do wniosku, że nie ma to jak praca z ludźmi, którzy zdali już maturę, pozwolę sobie podać linki do kolejnych filmików, tym razem wykonanych przez studentów Politechniki Krakowskiej.

I jeszcze raz podkreślam, że jeśli decydujesz się na pracę jako nauczyciel – czy to w gimnazjum, czy w szkole średniej, czy wyższej – musisz się liczyć z tym, że będziesz pracował z autorami takich filmów. I że to prawdziwy zaszczyt, bo od nich też się można wiele nauczyć, o dziwo. To są ludzie. Mniejsi albo więksi, młodsi albo starsi, ale ludzie. Tacy jak my.

Film 1

Film 2

Film 3

Film 4

Film 5

Film 6

Film 7

Film 8

Film 9

Film 10

I obszerniejszy obraz akademickiego Krakowa – oczami studentów różnych uczelni:


Multimedia dla nauczycieli gimnazjum

Uczysz w gimnazjum? Spotkasz się wkrótce w szkole ze swoimi uczniami i uczennicami, którzy wrócili z kolonii? Może warto wcześniej obejrzeć kilka filmików, które na koloniach nakręcili i beztrosko umieścili na YouTube.com?
Uwaga, filmiki – nawet te wykonane przez dwunastolatków – są przeznaczone raczej dla osób dorosłych, oglądasz na własną odpowiedzialność. Pod wskazanymi adresami masz również możliwość zgłosić film jako nieodpowiedni i niezgodny z regulaminem serwisu YouTube.com, co zaskutkuje jego trwałym usunięciem.

Film 1

Film 2

Film 3

Film 4

Film 5

Film 6

Film 7

Film 8

Film 9

Film 10

Zbulwersowało Cię to? Uważasz, że świat się zmienił i że teraz jest gorzej, niż w czasach, gdy z rodzeństwem jeździliście na kolonie? Widocznie jestem dużo młodszy, bo moim zdaniem nic się nie zmieniło. Tyle, że wtedy nie było tak powszechnie dostępnych urządzeń rejestrujących dźwięk i obraz.

Autorzy tych debilnych filmików będą się nami opiekować, gdy będziemy na emeryturze. Będą nas leczyć, spowiadać, przeprowadzać przez ulicę i podcierać nam tyłki. Ja mimo wszystko mam do nich zaufanie.

Jeśli po obejrzeniu któregoś z tych filmików tracisz zaufanie do swoich uczniów, gimnazjum nie jest dla Ciebie idealnym miejscem pracy.

Dla równowagi inny film jednego z autorów filmów powyżej.


Komisyjny egzamin poprawkowy

Tomek, dzisiaj poważny wykładowca na wyższej uczelni, do nauki w liceum przykładał się tylko na tyle, na ile było to konieczne. Oznaczało to między innymi spędzanie większości lekcji w kinie na przedpołudniowych seansach i pokazywanie się w klasie tylko wtedy, gdy było to absolutnie niezbędne. A że już w pierwszej klasie wraz z dwójką przyjaciół został laureatem stopnia centralnego olimpiady humanistycznej, konieczność ta nie zachodziła często. Przez całą szkołę praktycznie noszono ich na rękach.
Niemiła niespodzianka miała miejsce pod koniec trzeciej klasy, gdy nagle jeden z profesorów wyłamał się z tradycji hołubienia całej trójki olimpijczyków, postawił na swoim i udowodnił Tomkowi i paru innym osobom, że oceny pozytywnej z chemii nie dostaje się za darmo. Właśnie, czy udowodnił?
Z relacji Tomka wynika, że gdy przyszli skorzystać z ostatniej szansy poprawki, profesorowi pękała głowa i cierpiał chyba także na inne dolegliwości. Wyjął z wazonu dwutygodniowe kwiaty i jednym haustem opróżnił jego zawartość, którą – co było widać wyraźnie, bo wazon był szklany – stanowił płyn przypominający kolorem napój z owoców kiwi. Niestety, nie tylko nie przyniosło to profesorowi żadnej ulgi, ale sprowokowało natychmiastowe, obfite wymioty wprost do klasowej umywalki.
Po chwili, gdy profesor doszedł do siebie, wysłał jednego z mających się poprawiać uczniów do sklepu po coś do picia, a reszcie, w tym Tomkowi, resztkami sił wpisał do dziennika najniższą możliwą ocenę pozytywną.
Tomek nieszczególnie ucieszył się z tej poprawionej oceny z chemii, do dziś trzęsie się z nerwów na myśl o stopniu, na który mógł po dwóch tygodniach ciężkiej nauki uczciwie zasłużyć, ale nie było mu dane.
Za kilka dni egzaminujemy z Renatą i Tadeuszem grupkę niedocenionych w czerwcu uczniów. Musimy pamiętać, żeby – przy całej naszej pobłażliwości – dać im jednak możliwość popisania się wiedzą i umiejętnościami, bo taka złość na nauczyciela, który dał coś za darmo, ciągnie się potem przez lata.

Nauczyciel klozetowy

Jednym z najbardziej przykrych obowiązków nauczyciela jest zaglądanie do toalety, w pobliżu której ma się dyżur, i sprawdzanie, czy przypadkiem ktoś nie miesza tam smaku i zapachu dymka papierosowego z innymi, bardziej fizjologicznymi zapachami.

Zbliża się rok szkolny i już mnie brzuch boli na myśl o tym, gdzie dostanę w tym roku dyżury. W deszczu i śniegu będę spacerował po szkolnym parkingu próbując wypatrzyć, co dzieje się za ciemnymi szybami limuzyn naszych uczniów, czy też czekają mnie inspekcje muszli klozetowych i pisuarów?

A może byście tak, panowie, rzucili palenie?


Brednie, czyli polskie fora internetowe

Jak wiadomo, na forach internetowych można spotkać same bzdury. Gramatyczni i ortograficzni debile wypisują rzeczy takie, że nóż się otwiera w kieszeni. Na przykład ostatnio na forach Gazety Wyborczej, Onetu i Wirtualnej Polski natknąłem się na wpisy tak sprzeczne z rzeczywistością, że chyba to jakiś układ degeneratów za pieniądze wypisuje różne brednie. Biskupi mówią, że większość rodziców i nauczycieli domaga się religii katolickiej dla każdego i oceny z religii katolickiej do średniej ocen. A oto na forach, w reakcji na komunikat rządu, iż ministrowi Legutce zabroniono wypowiadania się w tych sprawach bez konsultacji, pojawiły się takie oto wpisy:

Zawiódł mnie Minister! Stchórzył przed biskupami? Straszą go jak kiedyś komuniści, tylko zmienili barwy z czerwonych na czarne. Zamiast Moskwy jest Watykan! Szkoły świeckie!

Bezczelność i hipokryzja. Jedynym twórcą dysharmonii jest hierarchia kościelna. Vide wyniki sondaży!

Kościół przejął funkcję PZPR – tkanki obcej, wysysającej z nas kapitał i wpływającej w sposób niezgodny z konstytucją na nasze prawo.

Skoro chrześcijanie tak bardzo pragną oceniać swoje chrześcijaństwo i ocenę taką porównywać na równi z oceną z j. polskiego, chemii, biologii, matematyki, to niech „temu” co chcą oceniać, nadadzą cechy nauki. Niech zamiast religii wprowadzą sobie przedmiot np.: historia kościoła, znajomość pisma świętego. Wtedy taką ocenę można byłoby jakoś zrozumieć. A tak na marginesie, to czarnym zaczyna się w głowie przewracać.
Brawo SLD!

Wiesz dobrze o tym, że dni supremacji Kościoła katolickiego w Polsce są policzone. Wszyscy wiemy i wierzymy, że niedługo już sytuacja stanie się normalna – jak w innych krajach europejskich. Twoi czarni ulubieńcy znajdą się na swoich miejscach i będą wreszcie pokorni, jak nakazuje im nauka Pana.

Ludzie, czas najwyższy masowo składać akty apostazji i odchodzić z tej zakłamanej religii.

Każdy wie, jak wyglądają te lekcje religii, kpina. Opowiadanie bajek i wylęgarnia prowokacyjnych zachowań uczniów, zero zasad dydaktycznych, wolna amerykanka w kształtowaniu treści. Dla uczniów pożytek jeden – możliwość odrobienia zadań z innych przedmiotów.

Nie powinno być religii w szkołach, bo uczą was zemsty oko za oko, ząb za ząb, a Jezus wam przekazuje „Jeśli cię kto uderzy w jeden policzek, nadstaw mu drugi”. Religia i stopnie z niej na świadectwie już od dawna powinny zniknąć w ogóle ze szkół. Zawdzięczamy je wszystkim rządzącym partiom politycznym po 89 roku. Każda partia, a może jej lider, kierowała się kalkulacją, co będzie lepsze, ile osób na mnie zagłosuje. Takim sposobem kościół obrósł w pierza i teraz będzie go bardzo trudno wyplenić. To nie PiS, SLD są winne. Daliśmy się złapać na lep kleru i na JPII. Każdy Polak po części chciał się wykazać miłością do niego, której nam tak naprawdę brakuje. Kto chce się uczyć religii, szkółki katechetyczne i kościół to miejsca do nauki religii i krzewienia wiary. Takie jest moje zdanie.

Na szczęście znalazłem też wśród setek temu podobnych wpisów jeden wpis odrobinę bardziej zgodny z duchem wypowiedzi księży biskupów i rządu:

Spieprzaj do Iranu uczyć się Koranu. Co ci przeszkadza, zawszony totalitarny stalinisto?

Doktor Andrzej Zbrzezny, opiekun mojego roku na studiach podyplomowych z informatyki na Akademii Jana Długosza w Częstochowie, miał rację. Nie ma najmniejszego sensu śledzić tego, co dzieje się na forach internetowych. Ludzie wypisują tam bzdury, nie mające związku z rzeczywistością, nielogiczne, wulgarne…
A jednak czasem brwi się unoszą z pewnych oczywistych przyczyn, gdy człowiek czyta komentarz do nachalnej i bzdurnej reklamy wyborczej Prawa i Sprawiedliwości na jednym z takich forów:

Wyjechałem za granicę. Płacę niskie podatki (za które mogę iść do lekarza, a nie obserwować budowę kolejnej świątyni), włączając telewizję nie muszę się wstydzić za swoich polityków. Przestępczość nigdy nie była wysoka, a w parlamencie nie siedzą przestępcy i buraki. Rząd dba o ludzi, dorobiłem się uczciwą pracą domu i samochodu. Stać mnie na to, żeby pomagać rodzinie w Polsce. Nikt mnie nie podsłuchuje, nie nagrywa, nikt nie każe mi codziennie wykonywać aktów strzelistych dla kraju, w którym mieszkam. Nikt nigdy nie kazał mi wybierać w jakim kraju (solidarnym, czy liberalnym) chcę żyć – bo żyję po prostu w NORMALNYM.
Raz tylko przyjechał jakiś dziwny, mały polityk z mojego kraju i usiłował mi mówić, że jestem beznadziejny. Nie przejmuję się tym, wzruszyłem ramionami, wyłączyłem telewizor i wróciłem do przyjaciół na piwo i grilla.
Do Polski wracam od czasu do czasu – na wakacje.
Pozdrawiam wszystkich, którzy się jeszcze męczą…

Nieznajomy forumowiczu z Onetu, dziękuję za pozdrowienia. Chciałbym uważać Cię za wariata. Niestety, dokładnie takie same wnioski wynikają z wszystkich rozmów, jakie przeprowadzam z moimi przyjaciółmi, którzy mieszkają w tym samym kraju, co ty. Mam nadzieję, że w Polsce też będę może kiedyś w stanie iść na piwo i grilla nie martwiąc się o to, co jutro rano powiedzą w wiadomościach, kto kogo właśnie nagrał i kto komu przyznał się do tego, że nie umie obsługiwać gwoździa (nawiasem mówiąc nie powinien ktoś taki być ministrem, naprawdę). A jeśli nie, to mam nadzieję, że za rok spotkamy się na piwie w jakimś normalnym miejscu. W Cambridge, w Londynie, w Edynburgu. Jest sporo miejsc na świecie, które można bezspornie uznać za normalne.

Wszystkie cytaty pochodzą z forów portali internetowych Gazety Wyborczej, Onetu, Wirtualnej Polski z ostatnich dni. W niektórych przypadkach poprawiłem rażące błędy ortograficzne.