W filmach ze snapów jednego ze studentów II roku informatyki z zainteresowaniem obejrzałem walkę przy użyciu imitujących czarodziejskie różdżki sztucznych ogni, jaką stoczyli z kolegami i koleżankami na zakopiańskiej uliczce przysypanej śniegiem w weekendowy wieczór. To było prawdziwe kino akcji, pełne efektów, których nie powstydziłaby się prawdziwa ekranizacja sagi o Harrym Potterze, chociaż w filmach z Danielem Radcliffem ani w książkach Joanne K. Rowling nie przypominam sobie, by pomiędzy zaklęciami w rodzaju Expelliarmus padało także co rusz Kurwa albo inne mięso. Scena zaiste monumentalna, czy też – aby to nazwać po angielsku – epicka. Patrząc na rzucających w siebie zaklęciami bliżej mi nieznanych młodych ludzi miałem wrażenie, że patrzę na scenę z cmentarza w Little Hangleton, miejscu spoczynku rodziców Lorda Voldemorta oraz jego samego.
A potem tak sobie pomyślałem, jak naiwna musi być nasza minister edukacji, gdy sądzi, że usunięty z podstaw programowych Lech Wałęsa przestanie istnieć i zatrze się w pamięci kolejnych pokoleń Polaków, albo że dzięki zmianie kanonu lektur kolejne pokolenia nie będą wiedziały, kto to byli Romeo i Julia, a wzorce dla swoich miłosnych uniesień znajdować będą jedynie w Kamieniach na szaniec. Młodzi ludzie dowiedzą się także i o ewolucji, nawet jeśli ministerstwo będzie próbować utrzymać ją przed nimi w tajemnicy.
Piotr i jego znajomi odgrywają realistyczne inscenizacje z cyklu powieści, które część z nich naprawdę przeczytała i zna bardzo dobrze, chociaż nikt nigdy nie pokusił się o wpisanie Harry’ego Pottera na listę lektur, a środowisko polityczne związane z partią pani minister wytrwale krytykowało każdy kolejny tom, odsądzając autorkę i jej wiernych czytelników od czci i wiary. Żaden z młodych czarodziejów – amatorów z Zakopanego czy Murzasichle nie rzucił w drugiego zaklęciem Avada Kedavra, bez względu na to, czy chodził na religię, czy na etykę, czy może nie chodził na żaden z tych przedmiotów.
W ogóle trzeba być bardzo zarozumiałym, by mieć przekonanie, że nauczyciel w szkole ma rząd dusz i że minister ma wpływ na to, jak młody człowiek myśli albo co czuje. W powieściach o Harrym Potterze (począwszy od tomu piątego) jest taka postać, Dolores Umbridge, która żyje podobnymi złudzeniami. Też planuje reformę Hogwartu, na szczęście ponosi klęskę razem ze swoim Ciemnym Panem.

Obawiam się twój optymizm jest mało uzasadniony. O szkoły trzeba walczyć. Bo to że topimy Marzannę, skaczemy przez ogniska w czerwcu i puszczamy wianki, nie zmienia wpływu „dulszczyzny” na skuteczne obrócenie Polskości RP w carsko-stalinowski mono-etniczny skansen budowany od 300 lat z błogosławieństwem KK, który i wcześniej ani Polakom ani żadnym słowiańskim duszom przyjazny nie był.
W strukturach średniowiecznych i renesansowych uczelni i zakonów istniały tylko „oficjalne” języki, Polaków wpisywano do niemieckich rejestrów. Kiedy w Oświeceniu podupadało Papiestwo, Kawalerowie Maltańscy szukali opieki dla swoich posiadłości w RP na dworze carskim, stąd piękny portret Katarzyny z Krzyżem Maltańskim na piersi… Powstał nawet „Orthodox chapter”…
Transformacja miała wielu ojców i ugrupowań, tylko PiS i KK od początku realizowali konsekwentnie plan przejęcia wszystkiego co się da przejąć… inni spoczęli na laurach i zajęci byli zwalczaniem siebie nawzajem podczas sprzedawania obcym co się da – nie zawsze z planem w ręku… nikt nie reagował na oczywiste i bezwzględne łamanie prawa w imię… i na fali. Wylano dzieci z wodą po komunie.
W XIX wieku mieliśmy wielu udanych twórców. Jednym z nich był popularny i lubiany Fredro. Jak czytasz jego biografię, na prawie 30 lat umilkł pod wpływem niewybrednej nagonki na jego bezbożne „grafomaństwo”.
Powtórka z rozrywki. Wraca Nowe.