Odlatujemy


Nic nie jest wieczne. Nikt nie jest niezastąpiony. Mamy swoje zobowiązania, kredyty, kłopoty. Ale świat idzie do przodu i nie ma racji bytu dyskusja o tym, czy świat ma się przejmować naszymi problemami i pomagać nam w ich rozwiązywaniu.
Po dziewiętnastu latach odejdę z pracy, dostałem wypowiedzenie. Nie ja jeden, bo demografia i rynek rządzą się swoimi prawami bez żadnej litości. To, co przyjdzie, co po nas nastanie, niekoniecznie będzie gorsze.
Staję z boku i patrzę na to, co się dzieje (nie każdy może sobie na to pozwolić, więc nie dziwię się osobom otrzymującym wypowiedzenia, że ponoszą je nerwy), i czuję – prawdę powiedziawszy – spokój. Myślę sobie, że mój lot jest i tak spóźniony. Ostatni uczniowie, którzy puszczaliby za mną papierowe samolociki, skończyli szkołę dwa lata temu. Dziś nikt nie pamięta już ich osiągnięć, nikt nie pamięta, że połowa klasy zdawała rozszerzoną maturę, ani tego, że niektórzy z nich naprawdę zdali ją co najmniej przyzwoicie.
Spotykam ich czasem w tramwaju, na powierzchni Księżyca albo Marsa, chciałoby się powiedzieć, gdy człowiek sobie przypomni, gdzie byli kilka (lub kilkanaście) lat temu. Studiują albo pokończyli studia, pozakładali rodziny, pracują w Stanach, Norwegii, Anglii, Szkocji, Nowej Zelandii. Wożą dzieci do szkoły po Moście Brooklińskim, o którym ja – co najwyżej – mogę pisać wiersze.
Dostałem wypowiedzenie. Jestem szczęśliwy i spokojny. Mój samolot w końcu odleci. Będę miał więcej czasu dla Grzegorzów, Piotrków i Zoś, których zaniedbałem w ostatnich miesiącach. Popatrzymy razem przez chmury na to, jakie skarby kryje powierzchnia ziemi. Skarby, które przez dwie dekady sam wykopywałem.

To jest wpis, w którym szczególnie ciepło myślę o klasie XII technikum mechanicznego (przede wszystkim o Arku, Marcinie i Wojtku), XII technikum mechanizacji rolnictwa, szczególnie o Grzegorzu, Sebastianie i Leszku, X technikum mechanicznego (obyśmy kiedyś jeszcze się spotkali nad Dunajcem, nawet jeśli nie wszyscy już żyjemy), Adamie, Adrianie, Albercie, Łukaszu, Marcinach, Mateuszu, Michałach, Pawle, Piotrku, Przemku, Robercie i Tomku z VIII klasy technikum mechanicznego, a także o klasie VII technikum mechanicznego i VII technikum mechanizacji rolnictwa (z Adrianem i Kamilem) oraz o obecnej klasie II zasadniczej szkoły mechanizacji rolnictwa i zasadniczej szkoły pojazdów samochodowych. A także o Eli i o Pawle, którzy byli wychowawcami dwóch spośród powyżej wymienionych klas. Pierre Morhange to teraz Jean-Baptiste Maunier, a my musimy iść dalej.
Basia mówi, że ten wpis jest obłudny, bo przecież nie zależy mi na tej pracy. Ale ja nie użalam się w nim nad sobą czy nad utratą etatu. Żałuję tych wszystkich lat, które spędziłem w tej pracy, owszem. I ludzi, z którymi coś udało mi się osiągnąć. Zawsze będę mile wspominał swoją pracę tutaj i to, że nie ze wszystkimi poszła ona na marne.

3 komentarze

  1. Smutne to. Czytuję Ciebie, hm, w sumie nie wiem, od kiedy. Znalazłam Cię chyba za pośrednictwem tego nauczyciela z Łodzi. Mimo, że Cię nie znam osobiście, Twoje wpisy dawały sporo emocji. Sporo tej wizji dobrego nauczyciela. I sporo życia. Lajkuję Cię na fejsie, może nie zaglądam na bloga codziennie, ale od czasu do czasu. W sumie ostatnio taka żem leniwa, że ino Fejs mi przypomina o większości blogów.
    Ale szczerze mówiąc, nie rozumiem, czemu dostałeś wypowiedzenie. Tacy nauczyciele jak Ty to skarb. Mogę to orzec bez wahania, nie znając nawet Ciebie w rzeczywistości. Wystarczą mi Twoje przemyślenia, które uważam za szczere i bardzo życiowe.
    No i może to dziwne, ale zdjęcia tych klas, które wychowywałeś co roku, były niesamowite. Udowadniały, że Ty istniejesz, że istnieją ludzie, o których opowiadasz, i że nauczanie może być super.
    Tak więc, chylę czoła. I mam nadzieję, że jednak coś od czasu do czasu się na blogu będzie pojawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.