Z mediów anglojęzycznych można się w świątecznym sezonie dowiedzieć sporo o nowej modzie w przydomowych ogródkach. Od morza do morza miłośnicy Apokalipsy Z i całej lawiny książek, seriali i filmów pełnometrażowych o „żywych trupach”, stawiają przy domach bożonarodzeniowe szopki, w których miejsce Świętej Rodziny, Trzech Króli i reszty typowych bohaterów zajmują mniej lub bardziej straszni „nieumarli”.
W Krakowie, w którym tradycja szopek sięga niepamiętnych czasów, i w którym szopki też nie zawsze są konwencjonalne, a większość z nich w ogóle nie przypomina wiejskiego budynku gospodarczego ze strzechą, żłobem i sianem, warto pomyśleć nad tym, czy tego rodzaju pomysł nie pozwala nieco zaoszczędzić. W jednym z krakowskich sklepów pierwsze, nieśmiałe dekoracje związane z Bożym Narodzeniem, widziałem w tym roku już pod koniec października. Szopka z zombi pasuje do wystroju sklepu od Halloween aż po Trzech Króli.
Inna sprawa, czy to by nie wzbudziło kontrowersji. W takim Ohio były protesty. W Krakowie pewnie też nie wszystkim podobałby się Zombi Jezus.


A czy z zombie szopkami nie dochodzimy do absurdu? Te krakowskie są komiczne pod względem odwzorowania. Sens szopki bożonarodzeniowej jest wtedy gdy oddaje stan sprzed 2000 lat. Niestety nie widziałem nigdy takiej szopki w której byłoby ciasno, była by brudna a jednocześnie ukazała by radość z narodzenia dziecka w trudnych warunkach.
Czas zrobił swoje, a szopka z groty stalą się budynkiem, a czasami i monumentem. W przyszłości zapewbe zobaczymy szopkę piramidę abbo i wieże Eiffla.