Umieramy

Dolores była ode mnie o rok starsza. Była dla mnie ikoną i legendą. Byłem w wieku moich obecnych studentów, gdy Dolores była na listach przebojów. Dziś ciągle zdarza mi się słyszeć jej charakterystyczny głos w tle filmów na snapach z ich imprez. Żegnam Ciebie, Dolores, ja – rówieśnik Eminema, o ledwie rok młodszy od Ciebie.
Moim postanowieniem noworocznym musi chyba być, śladem Arka z III roku, by nie marnować czasu. Nie wiadomo, ile mi go jeszcze zostało…

I, specjalnie z myślą o 12K1 i 12K2… „No Need To Argue” to była jedna z pierwszych płyt CD, jakie w życiu kupiłem. Kupiłem ją podczas studiów w Brukseli, nie jestem tylko pewien, czy w Brukseli, czy na wagarach w Amsterdamie. Tym samym Amsterdamie, do którego my z Adrianem, Agatą i Bartłomiejem nie możemy się wybrać, żeby odwiedzić Marcina… Co za strata czasu i co za destrukcyjna hierarchia wartości…

I cały album:

*** Za postanowienia noworoczne Arka trzymam mocno kciuki. I za Łukasza i Paulinę, żeby nie dali mi się stoczyć. Wszystkiego najlepszego, Łukasz, tak BTW, nie tylko od pierwszego roku 🙂

A do tej piosenki odwołał się dzisiajjakże symbolicznie@donaldtusk.

Wszystkie osoby wspomniane w tym wpisie zostały zawiadomione. Potrafią się skontaktować w celu wyrażenia protestu.

You’ll always be special to me,
Special to me, to me.

Gdy słyszę dziś lub czytam antyunijne wypociny pseudointelektualistów, przypominam sobie lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte i myślę, że pamięć o nich to albo przekleństwo, albo błogosławieństwo, ale na pewno nie coś, co pozostaje bez większego znaczenia.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 2018

Podczas zakupów w Lidlu (pozdrowienia dla mojego ulubionego kasjera Michała) wsparłem już Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Pewnie jeszcze uda mi się dorzucić parę groszy dzisiaj i jutro.

Postanowiłem także pozbyć się futerału, który kupiłem przez pomyłkę na Allegro jakiś czas temu. Nie mam do niego opakowania, ale jest nieużywany, a w komplecie do niego jest szkiełko (niekontaktowe) na Motorolę E4 Plus.

Tak, oczywiście, ten wpis to jedna wielka farma linków. Futerał wyślę na własny koszt każdemu, kto zechce go kupić, ale Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbierze – mam nadzieję – rekordową w swojej historii kwotę między innymi dzięki innym aukcjom, do których linkuję.

Impreza na Elektrycznym

Koło naukowe studentów Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej obwiesiło nasz Wydział bardzo skutecznie plakatami zachęcającymi do wzięcia udziału w imprezach na ich kampusie. Idziemy?

Studentów, zwłaszcza II roku informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego (im to szczególnie potrzebne), zachęcam bardzo serdecznie. Tradycyjnie +W +obecność, tak jak na imprezach organizowanych przez koła z naszego Wydziału. Tylko trzeba mieć potwierdzenie od kogoś ze starszego roku, kto też będzie i kto mi to przekaże, a z tym na Elektrycznym może być gorzej. Weź ze sobą studenta starszego roku…

Angielskie akronimy

OMG, LOL, WTF? Każdy wie, co to znaczy. Ale akronimów stosowanych w internecie (i nie tylko) jest o wiele więcej i warto je poznać, jeśli chce się sprawnie poruszać po anglojęzycznych forach i grupach dyskusyjnych.
Student II roku informatyki stosowanej Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, Adrian Róg, zaktualizował w tym semestrze bazę programu Supermemo UX zawierającą akronimy, o których najtęższe umysły doświadczone w przesiadywaniu nad klawiaturą komputera nigdy nie słyszały. Autorem tej bazy, która powstała sześć lat temu, jest Mariusz Byczyński.

Adrian nie ograniczył się wyłącznie do aktualizacji bazy (polegającej głównie na poprawie literówek i uporządkowaniu haseł, które nie były jednoznaczne). Baza jest od teraz dostępna na różne platformy, a postępy w uczeniu się akronimów na różnych urządzeniach w każdej z tych platform można synchronizować.
Baza angielskich akronimów jest bowiem dostępna jako:

Wymowa na Mechanicznym

Wygląda na to, że nie tylko mnie denerwują błędy w angielskiej wymowie popełniane przez informatyków, matematyków i inżynierów wszelkiej maści. Moja koleżanka Kasia, w porozumieniu z władzami Wydziału Mechanicznego i kierownictwem Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych Politechniki Krakowskiej, zaczęła rozwieszać wierszyki o poprawnej wymowie najczęściej kaleczonych wyrazów.
Już w przyszłym tygodniu kolejny odcinek tej akcji, a – póki co – na Wydziale można jeszcze poczytać wierszyk sprzed świąt, który – jak można by sądzić po Snapach od co mądrzejszych studentów – jest zauważany.

Duma z Michała

Zuzanna, pies dziesięcioletni, przyzwyczajony do jeżdżenia samochodami osobowymi i traktująca to jako coś całkowicie naturalnego, jest wywożona przez Michała na kilka dni do Jaksic. Tym razem dużym samochodem bagażowym, do którego wsiada tylko dzięki naszej bardzo wydatnej pomocy (bo ma lat dziesięć i zostało jej już lat tylko cztery, chociaż tego jeszcze wtedy nie wiemy). Patrzę, jak odjeżdżają z Michałem spod bloku, a ona siedzi spokojnie dwa metry nad ziemią, czyli jakieś cztery razy wyżej, niż zwykle, i spogląda z miną królowej Elżbiety II na oddalające się trawniki, drzewa i osiedle, jakby był to widok, do którego jest całkowicie przyzwyczajona. Zazdroszczę jej, bo ja nigdy nie jechałem tak dużym samochodem, nigdy nie siedziałem tak wysoko nad powierzchnią jezdni. Ale jestem z niej przede wszystkim dumny, także gdy dowiaduję się od Michała, że – po zajechaniu na miejsce – samodzielnie zeskoczyła na jaksicką ziemię po otwarciu drzwi.
Kilka lat później siedzimy z Tomkiem i Michałem i rozmawiamy o tym, co słychać. Michał opowiada o tym, co mu udało się osiągnąć samodzielnie i w sposób zupełnie dla mnie nieprzewidywalny. Skoczył z bardzo wysoka, spadł na cztery łapy, nikt mu w tym nie pomógł. Gratuluję mu i mówię mu, że jestem z niego dumny. Pytam, czy mam prawo być dumny. Michał patrzy mi w oczy (co rzadko robi, bo podobno – tak mówi Tomek – mnie się boi) i mówi, że tak, że mam prawo być z niego dumny. To jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia. Czuję się tak, jak pewnie czuła się Zuzanna, siedząc wysoko nad ziemią w dostawczym Mercedesie Michała.
W Nowym Roku bądźcie wszyscy chociaż raz z czegoś, a najlepiej z kogoś dumni, nawet jeśli powód do dumy może wydawać się komuś śmieszny. Ważne, by ktoś Wam dostarczył powodu do dumy, i by to była duma w Waszym odczuciu uzasadniona. I by ktoś Wam pozwolił być z siebie dumnym…


Ten wpis jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku;
– w Sylwestra 2017, o Michale (niniejszy wpis).
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.
Za rok, w Sylwestra 2018 roku, w tym samym cyklu Zuzanna pójdzie na spacer z Wiktorem. Ten wpis miał się ukazać ładnych parę lat później, ale w lutym tego roku Zuzanna odeszła od nas na zawsze i chyba nie ma co odkładać wpisów o niej.
Wpis o Tobie, Adamie, też już jest gotowy, ale musisz jeszcze zaczekać…

Niezasłużony

Wjeżdżam na dwójce (na początku umiałem tylko na jedynce, teraz już wjeżdżam na dwójce) na magiczne wzgórze, z którego widać Wisłę, pół Krakowa, a przy dobrej pogodzie Tatry w całej okazałości, cel jednej z ostatnich wycieczek mojego ojca, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Zdumiony, pokazał Przemkowi stromą drogę pod górę, mówiąc, że oto i tam mieszkają ludzie. A Przemek wówczas skręcił i oznajmił, że właśnie tam jadą.
Podjeżdżam pod dom i patrzę ze zdziwieniem porównywalnym tylko z tym, jakiego doznałem w dniu zamachu na World Trade Center, na Grześka i Dominika w panice biegających przed domem i wykrzykujących jakieś zgoła niezrozumiałe komunikaty.
Nie jestem pewien, czy wysiadać, czy uciekać. A jeśli uciekać, to czy kogoś ratować, czy tylko dbać o własny tyłek. Dominik podbiega do mojego samochodu i otwiera drzwi. Nikt nigdy w żadnym miejscu nie traktował mnie z takimi honorami, nikt nie otwierał drzwi mojego Volkswagena (tego ani poprzedniego) i nie zapraszał mnie do wyjścia równie uroczyście. Brakuje tylko czerwonego dywanu.
– Umiesz zmienić pieluchę?! – krzyczy Dominik głosem pełnym trwogi.
Wychodzę z samochodu z ulgą i robię swoje, trochę nawet zdziwiony, jak naturalnie – po kilkunastu latach przerwy – mi to przychodzi.
Mijają kolejne lata i oglądam się za siebie. Nieraz się zastanawiam, co by było, gdybym się miał zlać albo narobić w majty. Co by było, gdybym zrobił coś takiego, że nie sposób o tym napisać. Jest ktoś, kto nigdy nie miałby najmniejszego problemu w takiej sytuacji. Dominik zrobiłby to, co trzeba, mówił to, co należy. Milczałby, gdyby trzeba było. Nikt nigdy nie dowiedziałby się o tym, o czym nie powinien. Zastanawiam się, jak to możliwe, że wtedy Dominik nie umiał sobie poradzić z kupą małego chłopca. Widocznie dopiero później dojrzał i stał się Dominikiem takim, jakiego każdy może pozazdrościć. Dominikiem, bez którego nie podołałbym większości poważnych problemów mojego życia. Dominikiem, którego nie da się zastąpić.
Dominik to prawdziwy Herkules dla stajni Augiasza – w moim domu, samochodzie, a przede wszystkim w mojej głowie. Kogoś takiego, jak Dominik, zaznajcie chociaż raz w tym Nowym Roku. To będzie i tak nadmiar szczęścia. Nikt z nas na Dominika nie zasługuje. Nie znacie Dominika? Nie spotkacie go? Trudno. Niech życie da Wam w Nowym Roku coś innego, na co zupełnie nie zasługujecie. Cokolwiek.


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2016 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku (niniejszy wpis).
Już jutro, w Sylwestra 2017, premiera wpisu o Michale.
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.

Nieustraszony

Mikołaj z przerażeniem patrzy, jak Albert, lekko pod wpływem chmielowego trunku, biegnie w jego kierunku, nieco koślawo i niezdarnie, i z całym impetem skacze mu na kolana. Przed Mikołajem trudne zadanie, musi poradzić sobie z dzieckiem, które – pytane o paciorek – pokazuje „pa pa”, więc trzeba je przez jakiś czas potrzymać na kolanach i utemperować jego zapał i entuzjazm, zanim wręczy mu się świąteczną paczkę. A przecież to dziecko waży sporo, chyba nawet trochę więcej niż sam Mikołaj, wyjątkowo jakiś chudy… Pewnie przez stresy.
Dwudziestoczteroletni Albert zdaje się być najszczęśliwszym czterolatkiem na świecie, Paweł chichra się jak opętany, podczas gdy Sandra i Sylwia, podobno przez jakąś traumę z dzieciństwa, ukrywają się przed Świętym w drugim pokoju.
Mija kilka miesięcy i jestem w jakimś dołku. Przygnieciony problemami dorosłych, zaczynam się zachowywać irracjonalnie, infantylnie nawet. Albert patrzy na mnie zdziwiony i mówi: „Daj spokój, nie masz już pięć lat. Wiesz, jak jest.”
Jak oni szybko dorastają, myślę sobie. Wkrótce wszyscy mnie przerosną.
W Nowym Roku bądźcie wszyscy dziećmi, gdy tylko nadarzy się okazja. A kiedy będzie potrzeba, miejcie w sobie dojrzałość zgodnie z potrzebą chwili. I miejcie kogoś takiego, jak Albert. Z nim jesteście jak Batman z Supermanem. Jednego dnia bawicie się z brzdącami w chowanego, drugiego – ryzykując życie – pokonujecie razem Jokera, Doktora Xa-Du, Dartha Vadera, Lorda Voldemorta i inne najpotworniejsze szelmy tego świata.

Albertowi i Sandrze – ze szczególnymi podziękowaniami. Nie sposób by było sobie Was wymarzyć. Wszystkiego najlepszego, całej Waszej Trójce!


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2015 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie (niniejszy wpis)
– w Sylwestra 2016, o Dominiku.
W Sylwestra 2017 ukaże się wpis o Michale.

Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.

Burzymy Bastylię

Siedzimy z Tomkiem na Placu Bastylii i pijemy bordeaux, a Tomek – beztrosko wyluzowany, ale z pewną siebie miną znawcy – tłumaczy mi i Michałowi, jakie wino się pije do jakiego rodzaju mięsa. Wydaje się zdziwiony tym, że Michał nie rozumie, że nie możemy (Tomek i ja) pić białego wina do dania z wołowiny. Z właściwą sobie pobłażliwą wyrozumiałością traktuje natrętne dziwactwo Michała, który – zamiast wykwintnych dań kuchni francuskiej, jakie sobie zamówiliśmy – wolałby skoczyć na coś „swojskiego” do McDonalda 200 metrów dalej.
Tomek to wiejski głupek. Przynajmniej za takiego bywał uważany, jako uczeń, i pewnie na zawsze takim pozostanie we wspomnieniach niektórych nauczycieli (o ile oczywiście w ogóle będą go pamiętać). Ale Tomek to mistrz zaskakiwania. Jak wtedy, gdy – wprawiając Przemka w osłupienie – sam zmienił sobie sprzęgło w golfie.
Niektórym wydaje się, że Tomek jest leniwy i niewiele robi, tymczasem prawda jest taka, że Tomek niczego nie robi byle jak. Gdy rzucał palenie, udał się do lekarza, zrobił szczegółowe badania, w tym prześwietlenie płuc, i dokładnie zaplanował kurację. Gdy jego koledzy bawili się na zabawach w wiejskich remizach, Tomek jeździł po kilkadziesiąt kilometrów do odległych klubów, czasami w innym województwie.
Tomek to także człowiek honorowy, szanujący siebie, który nie robi niczego wbrew sobie i ma własną, głęboko przemyślaną i konsekwentnie podtrzymywaną hierarchię wartości. W hierarchii tej mecz Wisły Kraków ma wyższy priorytet niż Pan Tadeusz, Nad Niemnem i inne pierdoły z XIX wieku. I po obiedzie na wiślackim stadionie muszę Tomkowi przyznać rację. Nawet jeśli nieszczególnie interesuję się piłką nożną, gębę miałem szczęśliwą podczas tego obiadu w nie mniejszym stopniu, niż Paweł, gdy zwiedzaliśmy Stadion Narodowy w Warszawie.
Cokolwiek Tomek robi, emanują z niego godność i autorytet większe niż z niejednego pomnika bohaterów narodowych nadętego patosem. Potrafi w spodniach od dresu wejść do sklepu z markowymi ciuchami czy perfumami i zawsze ma rozeznanie w towarach na najwyższych półkach. Nie czytał nigdy Lalki i ma w nosie (albo i w jakiejś innej części ciała) Wokulskiego i Izabelę, za to gdy z przyjaciółmi rozmawiamy o książkach, które są właśnie na szczytach listy bestsellerów dziennika New York Times, włącza się do rozmowy i błyskotliwie żartuje.
Z jednakową nonszalancją i podniesioną głową wraca Tomek z meczu na Orliku, z roboty na koparce albo z grilla w Jaksicach. Gdy wspomnisz o jakimś egzotycznym miejscu albo o jakiejś zabitej dechami wiosce na końcu świata, o której nikt z Twoich znajomych w życiu nie słyszał, Tomek na pewno już tam był, ma tam kogoś znajomego, albo – co najmniej – ktoś z jego znajomych był tam kiedyś.
Tomek nie ma może takiego talentu do języków obcych, jak Robert, ale – gdy coś go nagle intryguje na środku Luwru – podchodzi do tubylców i bez chwili zastanowienia i bez cienia tremy wyjaśnia sobie z nimi wszystko, co wzbudziło jego wątpliwości. Nawet nie patrzy w moim kierunku, żebym mu pomógł się z nimi porozumieć.
Głupio to wypominać, ale niewielu mam znajomych, o których można powiedzieć to, co o Tomku, że mają smartfona nie tylko po to, by popisywać się dużym dotykowym ekranem, ale że naprawdę potrafią korzystać z wielu oferowanych przez niego funkcji i potrafią sobie te funkcje konfigurować i dostosowywać do swoich potrzeb.
Kiedy nocuję z Tomkiem w Krośnie, okazuje się, że jest jedyną osobą na świecie, której – o dziwo – nawet Jacek nie przegada. Przed Tomkiem, jak przed mało kim innym, nie boję się nie mieć żadnych tajemnic. Jest wyrozumiały i delikatny, a zaskoczyć Tomka to naprawdę nie lada wyzwanie. Mnie się to dotąd nigdy nie udało.
Gdy myślisz o Tomku, że to wiejski głupek, tkwisz w mentalnym więzieniu po uszy. Jeśli nie znasz Tomka lub nie masz o nim zdania, powiedzmy sobie prawdę: i tak na pewno cierpisz na jakieś urojenia i żyjesz w świecie pełnym złudzeń i mylnych opinii.
Wstań, zburz swoją Bastylię, zrób sobie rewolucję i w Nowym Roku zacznij życie na wolności. Niech ktoś szeroko otworzy ci drzwi, okna i oczy, tak jak Tomek za każdym razem mi otwiera. Bo Tomek może nauczyć wiele. Nie masz nawet pojęcia, jak wiele.


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2014 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle;
– w Sylwestra 2014, o Tomku (niniejszy wpis);
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku.
W Sylwestra 2017 ukaże się wpis o Michale.
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.

Zakrwawieni serdecznie

Wchodzę do pokoju i zastaję tam Pawła z podwiniętymi rękawami, po łokcie upapranego krwią. Miejscami jeszcze świeżą, jasną i połyskującą w odbijającym się od niej świetle lampy, miejscami zaschniętą ciemnymi skrzepami, sklejającymi włosy na jego rękach. Na mój widok zmienia się lekko wyraz jego twarzy. Siedzi w fotelu, który nie pozwala zmienić pozycji, a zamaszyście rozłożone oparcia silnie eksponują te zakrwawione ręce. Musi coś z nimi zrobić, więc przegubem dłoni wyciera sobie czoło, niby od niechcenia, ale jedyny efekt to nowa, intensywnie czerwona plama i ściekająca z niej po nosie delikatna strużka.
Paweł zerka na mnie i nawiązuje się między nami swoista nić porozumienia. Gdy – po chwili wahania – podaję mu rękę na przywitanie, przesuwa dyskretnie wzrok pomiędzy moimi dłońmi a ramionami i widzi dokładnie to samo, co u siebie. Zakrzepnięte plamy obok tych jeszcze mokrych, małe zaschnięte strupki, które z daleka można pomylić z pieprzykami na ciele.
Nie umiemy ze sobą rozmawiać, a może nie mamy o czym, ale na ułamek sekundy przed tym, gdy cisza mogłaby się stać niezręczna, do pokoju wchodzi ktoś jeszcze. Jest – jak zawsze – uśmiechnięty i spokojny, ma nonszalancko rozpiętą, jaskrawo pomarańczową koszulę, a na klatce piersiowej długą i świeżą bliznę, a może nawet otwartą ranę. Tak, to w niej zanurzaliśmy z Pawłem nasze dłonie, sięgaliśmy do serca i dotykaliśmy go, by sprawdzić, jak bije. Nowo przybyły siada i beztrosko opowiada o tym, co dzieje się w tej chwili w sąsiednim pokoju. Patrzy nam prosto w oczy swym pogodnym spojrzeniem i czujemy obaj radość i głębokie zaufanie do niego.
Gdy nasz wzrok spotyka się ponownie na chwilę, zdajemy sobie sprawę z blizn na naszych piersiach i dopinamy obaj szybko guziki koszul. Jest wieczorna godzina, światło w pokoju jest ciepłe i naturalne, jesteśmy szczęśliwi. Jest ktoś, kto ufa nam bezgranicznie i kto chce, byśmy go chwytali za serce od czasu do czasu. Jest ktoś, komu my ufamy i w kogo wierzymy. Miejcie kogoś takiego wszyscy w Nowym Roku.

Pawłowi i Sylwii, z wiadomej okazji, prosto z serca moc dobrych życzeń.


Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w Sylwestra 2013 i jest częścią sylwestrowego cyklu, w ramach którego powstały już następujące odcinki:
– w Sylwestra 2012, o Łukaszu;
– w Sylwestra 2013, o Pawle (niniejszy wpis);
– w Sylwestra 2014, o Tomku;
– w Sylwestra 2015, o Albercie;
– w Sylwestra 2016, o Dominiku.

W Sylwestra 2017 ukaże się wpis o Michale.
Wszystkie wpisy ilustrowane są moimi zdjęciami z dzieciństwa i piosenkami.