Nirvana MTV Unplugged

Chyba na żadnym koncercie w moim życiu nie byłem tyle razy, co na tym. Trochę dzięki podróżom w czasie, takim, jak ta poniżej. Trochę dzięki mniej magicznym sposobom, jak kupiona ponad ćwierć wieku temu w sklepie w Amsterdamie płyta, wychodzi na to, że całkowicie nielegalna, bootleg jakiś, który potem ode mnie wszyscy pożyczali i namiętnie kopiowali. Dzisiaj już sam tej płyty nie mam, a – gdybym nawet miał – nie miałbym na czym odtworzyć.

A jednak, na jutjubie jest stosowna maszyna do podróży w czasie… Skłamałbym potwornie, gdybym powiedział, że 11:45 to jedyne miejsce, w którym zaczyna się numer, od którego tracę dystans do wszystkiego, co ważne. Albo i nieważne. Umówmy się, nic nie jest tak naprawdę szczególnie istotne.