Mali terroryści

Omran Daqneesh, pięcioletni chłopiec z Aleppo, stał się wczoraj słynny, gdy jego zdjęcie, zrobione w karetce po tym, jak wyciągnięto go z gruzów po nalocie bombowym, obiegło wczoraj świat, pokazywane we wszystkich (no może nie wszystkich) telewizjach i przekazywane na portalach społecznościowych.
Na budujących mury, zamykających drzwi i serca przed uciekinierami z obszarów objętych wojną i głodem, zdjęcia mają ograniczony wpływ. Gdy w ubiegłym roku w podobny sposób, niczym wirus, rozprzestrzeniło się po monitorach naszych komputerów i ekranach telewizorów zdjęcie, na którym trzyletni Aylan Kurdi leży martwy na plaży w Bodrum w zachodniej Turcji, pojawiły się głosy, że zdjęcie to było manipulacją i zostało zainscenizowane (fakt, że przed wykonaniem słynnego zdjęcia ciało martwego chłopca najprawdopodobniej rzeczywiście było przenoszone).
Może odrobinę większą siłę rażenia od zdjęcia ma film. Może poruszy sumienie chociaż niektórych spośród tych, którzy czują się bezpiecznie i wygodnie w swoich twierdzach z betonu, dosłownie i w przenośni. Ci z nas, którzy spędzili kiedyś przed laty urlop w Damaszku, Aleppo czy w Syrii w ogóle, a dzisiaj widzą zdjęcia miejsc w naszych wspomnieniach przebarwnych i tętniących życiem, a dziś przypominających Warszawę po Powstaniu, wiedzą jak bardzo mogą być kruche te nasze mury.

  • poltiser

    Ostrożnie…
    Te wiadomości bardzo często odzwierciedlają potrzeby propagandowe publikujących informację a nie jej bohaterów, co wielokrotnie – jak sam pisałeś – wytknięto dziennikarzom.
    Prawda jest niestety dużo bardziej złożona. Imigracja trwa od zawsze – nasiliła się w latach 90-tych, a teraz mamy “sterowane ręcznie” apogeum.
    Szkoda imigrantów, ale daleko mi do generalizowania wynikających z sytuacji wniosków. Tych co czerpią zyski z handlu “biletami do raju” nie zobaczysz. Tych co tracą życie nie usłyszysz, bo ich już nie ma. Tych co rozrabiają pokażą ci niechętne im politycznie media. Wielu z nich pracuje wśród nas.
    Często pokazywane obrazki mają w TOBIE wywołać emocje na których politycy budują swój wyrachowany kapitał. Często stron jest więcej niż się o tym mówi…
    Wielu z nich opowiada o “kleptokracji” elit zawłaszczających wszystko co da się ukraść w ich krajach. U ludzi bieda, przez ulicę, pod strażą – luksus. Żadnej nadziei… Koszmar.
    A u nas… walka o stołki, walka o wpływy i dywidendy. Co ci to przypomina?
    Żyjemy w ciekawych czasach.

    PS. Czy widziałeś kiedyś broń wyprodukowaną przez walczących? Rzadko? No właśnie!

    • Wiem. Mi właściwie bliżej do tego, o czym piszesz, niż Ci się wydaje.
      Ale jestem w mojej codzienności otoczony przez ludzi, którzy chodzą regularnie do kościoła i uważają się za wzory cnoty, a Syryjczyków najchętniej wszystkich by zamordowali w obozach koncentracyjnych. Znam pobożne osoby, które uważają, że obozy koncentracyjne powinny być otwarte na nowo właśnie dla uchodźców. Znam takich księży, którzy głoszą to z ambon.
      Może więc popadam w skrajność, ale ta skrajność jest reakcją na to, z czym mam do czynienia w moim bezpośrednim otoczeniu.

      • poltiser

        Nihil novi sub sole…
        Aleksander Fredro, znany ci zapewne komediopisarz, został przez podobny tłum bigotów odsądzony od czci i wiary i przestał pisać dla publiczności na 30 lat…
        Im na złość “świntuszył” do szuflady…
        Trudno o większe pomylenie pojęć.
        Bohatera Wojen Napoleońskich uznano za osobę poza nawiasem, bo wyśmiewa wady swoich bliskich i znajomych, obrazoburca…
        A jak zapoznasz się z wyczynami “wiernych” w Amerykach, zachowania twoich znajomych nie są wcale ani skrajne ani nie nietypowe.
        Bigoci tak mają od zarania dziejów. Ich misją jest pilnowanie moralności sąsiada – ich własne zbawienie nie podlega dyskusji.
        Amoralna “moralność” stada.
        Rozgrzeszenie pomaga utrzymać dobre samopoczucie.
        Stary!
        Nie trać wiary!
        😉